Adrian Zandberg z Razem skomentował na antenie RMF FM próby wpływania zagranicznych dyplomatów na wewnętrzne sprawy Polski. Polityk odniósł się do głośnych wpisów ambasadorów USA i Niemiec, przywołując mroczne czasy XVIII wieku. W rozmowie poruszono również kwestię "dołka demograficznego" oraz likwidację przedszkoli publicznych w Warszawie, przy jednoczesnych ogromnych dopłatach do prywatnych.

- Zandberg postuluje, aby publiczne pieniądze nie trafiały do podmiotów pobierających czesne od rodziców.
- Partia Razem złoży projekt ustawy zakładający redukcję liczby dzieci w grupach przedszkolnych z 25 do 18.
- Polityk uważa, że należy wezwać na rozmowę ambasadorów USA i Niemiec, zarzucając im przekraczanie kompetencji i naruszanie polskiej suwerenności.
Lider Razem Adrian Zandberg był gościem RMF FM. Polityka zapytano o jego poglądy na likwidację prywatnej edukacji.
– Nie powinniśmy finansować prywatnej edukacji z publicznych pieniędzy – odpowiedział.
Likwidacja publicznych przedszkoli i miliardowa dopłata do prywatnych
Dodał, że podmioty prowadzące biznesy "biorące od rodziców czesne" nie powinny brać środków z budżetu. Jako przykład podał stolicę Polski.
– Nie chcę takiej sytuacji jak w Warszawie. Najbogatsze miasto w Polsce (...) zamyka przedszkola publiczne, a jednocześnie daje miliard zł rocznie na dopłaty do przedszkoli prywatnych.
Zandberg odniósł się do niżu demograficznego. Podkreślił, że w tej sytuacji partia Razem postuluje ochronę publicznej edukacji.
– Powinniśmy dołek demograficzny potraktować jako szansę na poprawienie jakości opieki i jakości edukacji.
Polityk powiedział, że Razem złoży w Sejmie projekt ustawy zmniejszającej liczbę dzieci w grupach przedszkolnych z 25 do 18. Zmiana w jego ocenie spowoduje wzrost jakości opieki i edukacji przedszkolnej.
Zandberg krytykuje ambasadorów oraz największą partię opozycyjną
– PiS w ostatnich tygodniach zachowywał się bardzo dziwacznie – przeszedł Zandberg do wątku ambasadora USA w Polsce Thomasa Rose'a.
Zachowanie dyplomaty nazwał "naruszeniem pewnej granicy".
– Decyzję o tym, kto będzie rządzić w Polsce, będziemy podejmować w demokratycznych wyborach, my w Polsce. Decyzję o tym, kto pełni jakie stanowisko w Polsce, podejmuje polski parlament – skomentował doniesienia o słowach Rose'a o koalicji rządzącej z udziałem Grzegorza Brauna.
Zandberg przywołał wiek XVIII, kiedy to ambasadorowie podejmowali decyzję o władzy w Polsce.
– Prawo i Sprawiedliwość jest wyczulone na punkcie historii – dodał, nazywając zachowanie partii Kaczyńskiego "elastycznym".
– Miarą powagi państwa jest to, że nie pozwala ambasadorom innych krajów, czy to Niemiec, czy to Stanów Zjednoczonych, czy jakichkolwiek innych państw, pokazywać palcem i mówić "wy macie w waszej polityce wewnętrznej zrobić to, czy tamto" – podsumował.
Lider Razem dodał, że "z Grzegorzem Braunem musimy sobie w Polsce poradzić, nikt tego za nas nie zrobi".
– Uważam, że pan ambasador Rose powinien zostać wezwany na rozmowę – powiedział, dziwiąc się, że do tego jeszcze nie doszło.
– To samo dotyczy pana ambasadora Bergera – dodał.
Zdaniem Zandberga ambasador Niemiec Miguel Berger "pozwala sobie komunikacyjnie na nieco zbyt wiele".
– Mam 100 powodów do tego, żeby Czarzastego skrytykować. Mam 100 powodów, żeby myśleć krytycznie o Czarzastym. Próbował, nieudolnie, rozwalić moją partię. (...) W tej sprawie nie chodzi o Czarzastego, w tej sprawie chodzi o Polskę – powrócił do wpisów ambasadora Rose'a na X.
– Chodzi o to, na ile poważnie traktujemy, że jesteśmy suwerennym krajem, a nie czyimś terytorium zależnym – podsumował.