Prokuratura w Świdnicy postawiła zarzut zabójstwa mężczyźnie podejrzanemu o zastrzelenie 26-latka w Bystrzycy Kłodzkiej. Podejrzany nie przyznał się do winy i twierdzi, że działał w obronie koniecznej. O granicach tej obrony wynikających z prawa i praktyki sądów portal Zero.pl rozmawiał z prof. Szymonem Tarapatą, karnistą z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Kluczowe dla sprawy będzie ustalenie dokładnego przebiegu zdarzenia i motywacji strzelającego, w tym analiza nagrań oraz zeznań świadków.
- Prof. Szymon Tarapata podkreśla, że obrona konieczna może usprawiedliwiać nawet użycie broni palnej, ale tylko wtedy, gdy jest to absolutnie ostateczny i proporcjonalny środek reakcji – „nie mogę strzelać z przysłowiowej armaty do wróbla”.
- Jak zaznacza ekspert, jeśli sprawca oddalił się z miejsca zdarzenia i wrócił z bronią, jego działanie może zostać uznane za odwet, a nie obronę, co wyklucza zastosowanie przepisów o obronie koniecznej.
26-latek zastrzelony w Bystrzycy Kłodzkiej
Do tragedii doszło w piątek wieczorem na osiedlu w Bystrzycy Kłodzkiej. W wyniku strzelaniny zginął 26-letni mężczyzna.
Według prokuratury, po wcześniejszej sprzeczce podejrzany – instruktor strzelectwa, który posiadał legalną broń – wrócił na miejsce z pistoletem i oddał kilka strzałów – w tym jeden ostrzegawczy – w kierunku grupy trzech mężczyzn. Jeden z nich zginął na miejscu.
Mężczyzna sam zgłosił się na policję. Śledczy postawili mu zarzut zabójstwa, wskazując na zamiar bezpośredni. Podejrzany nie przyznaje się do winy i twierdzi, że działał w obronie koniecznej. Sąd zgodził się z wnioskiem prokuratury i zastosował areszt tymczasowy wobec podejrzanego.
– Zebrane dowody, w tym zeznania świadków i zapis monitoringu, wskazują na zamiar bezpośredni pozbawienia życia – podkreślają prokuratorzy.
Z ustaleń medialnych wynika, że kluczowe znaczenie w sprawie może mieć nagranie z miejsca zdarzenia, na którym widać błyski strzałów i sylwetki uczestników. W relacjach świadków pojawiają się bowiem rozbieżności dotyczące tego, czy doszło do strzału ostrzegawczego, czy sprawca od razu celował w 26-latka.
Obrona konieczna w teorii i praktyce
O granicach obrony koniecznej wynikających z prawa i z praktyki sądowej portal Zero.pl rozmawiał z prof. Szymonem Tarapatą, karnistą z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zero.pl: Na przykładzie wydarzeń z Bystrzycy Kłodzkiej, co pan sądzi o granicach obrony koniecznej w Polsce, jakie jest prawo i jak się zachować w takich sytuacjach?
Prof. Szymon Tarapata: Generalnie problem polega na tym, że przy granicach obrony koniecznej ważne jest to, jakie skutki ostatecznie wystąpiły i jaka była motywacja broniącego się.
Jeśli zachowanie podjęte w warunkach obrony koniecznej jest zabójstwem, czyli czynem umyślnym, to tutaj mamy pewien problem, dlatego że Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowej Wolności wskazuje, że w przypadku umyślnego pozbawienia życia obrona konieczna ma charakter subsydiarny, tak jak stan wyższej konieczności.
Czyli de facto, przy podejmowaniu działań obronnych trzeba zrobić wszystko, co możliwe, żeby nie pozbawiać życia człowieka, czyli musi być to ostateczność.
Problem, jaki mam z tym zdarzeniem, jeszcze polega na tym, że nie będzie się mieściła w granicach obrony koniecznej tzw. sprowokowana obrona konieczna. Kłopot z tym stanem faktycznym polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie, jaki był tutaj cel strzelającego, bo jeśli ktoś tego pana zdenerwował i on po prostu poszedł do domu i – działając na chłodno, wziął sobie broń i dokonał egzekucji, to nie ma to nic wspólnego z obroną konieczną.
Wtedy mamy do czynienia z zabójstwem dokonanym pod pozorem realizacji działań obronnych. W momencie, kiedy ten pan wrócił do domu, to nic mu już nie zagrażało. Jeśli wrócił do napastników tylko po to, by sprowokować ich, to sprowokowana obrona nie jest obroną konieczną w rozumieniu ustawy karnej. Generalnie, artykuł 25 Kodeksu karnego nie chroni przed takimi zdarzeniami.
Strajk w Dino bliżej. Związkowcy grożą paraliżem sklepów
Zero.pl: Jak to wygląda w praktyce? Czy lepiej uciekać, czy się bronić? I co oznacza proporcjonalność?
Prof. Szymon Tarapata: Niestety teoria i praktyka w tym zakresie się rozjeżdżają. W teorii mogę powiedzieć, jak powinno to wyglądać, natomiast w praktyce każde działanie obronne wiąże się z ryzykiem negatywnej oceny przez organy procesowe. To ryzyko rośnie, gdy używana jest broń palna, bo daje ona kolosalną przewagę nad napastnikiem, co skutkuje bardziej restrykcyjną oceną przez prokuraturę lub sądy.
Czysto teoretycznie: nie ma zakazu użycia broni palnej w obronie koniecznej. Art. 25 Kodeksu karnego tego nie wyklucza. Ale obrona - jak sama nazwa wskazuje - musi być konieczna i proporcjonalna – wynika to również z konstytucji.
W przypadku obrony koniecznej jest tak, że można mieć przewagę nad napastnikiem. Mówi się też, że prawo nie powinno ustępować przed bezprawiem, więc np. jeśli idę ulicą, spotykam jakichś zbirów, którzy chcą mnie napaść, ich intencje są jasne, to nie mam obowiązku uciekać.
W USA obrona konieczna ma trochę inny charakter. Wbrew pozorom, mimo powszechnie panującym mitom, tam generalnie trzeba wykazać, że jak jest możliwość wycofania się, to trzeba to zrobić (chyba że bronimy się we własnym domu). W Polsce czegoś takiego nie ma, więc mam prawo przebywać w określonym miejscu, ja nie mam obowiązku usuwać się tylko dlatego, że ktoś zachowuje się agresywnie i chce mnie napaść. Więc nie istnieje obowiązek salwowania się ucieczką.
Oczywiście obrona konieczna jest prawem, nie obowiązkiem. Mogę więc, lecz nie muszę z niego skorzystać. Jeśli się na to decyduję, muszę zmieścić się w jej granicach, a więc odpierać bezpośredni i bezprawny zamach na dobro chronione prawem.
Natomiast, w momencie podejmowania działań obronnych, należy pewne proporcje zachować. Czyli mogę mieć przewagę, ale też nie mogę strzelać z przysłowiowej armaty do wróbla. Generalnie, jeśli mam możliwość wyboru mniej inwazyjnego środka, mniej poważnych następstw zdarzenia, to powinienem je wybrać, zachowując jednak sobie przewagę. Proporcje te są dosyć restrykcyjnie oceniane w praktyce.
Irańska propaganda w estetyce Lego. Tak Iran walczy z USA w internecie
Zero.pl: Jeśli napastnik ma nóż, a ja mam np. broń palną – czy użycie jej może zostać uznane za nieproporcjonalne?
Prof. Szymon Tarapata: W zależności od dynamiki zdarzenia – nie widzę, co do zasady przeszkód, by w sytuacji realnego zagrożenia życia użyć broni palnej. Natomiast wszystko zależy od przebiegu zdarzenia. Jeśli sytuacja jest dynamiczna i nie ma czasu na reakcję, strzał może być uznany za proporcjonalny.
Jeśli się już na ten strzał decyduję, to jeśli mam możliwość, powinienem dążyć do wyrządzenia jak najmniejszych szkód. Oczywiście muszę w tym wszystkim wziąć pod uwagę to, jak rozwija się zdarzenie i jaki jest realny czas na reakcję.
Jeżeli jednak istnieje możliwość innego działania – np. neutralizacji zagrożenia bez pozbawienia życia – to należy z tego skorzystać. Obrona konieczna nie może prowadzić do nieograniczonego zadawania cierpienia. Jej celem jest wyłącznie usunięcie zagrożenia, nie zemsta.
To jest częsty problem w orzecznictwie, tak jak się patrzy na różne wyroki, które są dostępne w programach prawniczych, a dotyczą obrony koniecznej, często sądy stwierdzają przekroczenie granic obrony koniecznej, dlatego że w pewnym momencie to, co robił broniący się, już nie miało nic wspólnego z działaniami obronnymi, tylko to był odwet.
Celem tej instytucji jest to, żeby uchylić zagrożenie. W momencie, kiedy już uchyliłem zagrożenie ze strony napastnika, nie mogę mu już zadawać mu cierpienia.
Składowisko opon na Pomorzu stanęło w ogniu. Trwa dogaszanie pożaru
Zero.pl: Jak sądy w praktyce podchodzą do granic obrony koniecznej?
Prof. Szymon Tarapata: Z tego, co widać po orzeczeniach dostępnych w programach prawniczych, widać taką tendencję do surowego, restrykcyjnego ustalania granic obrony koniecznej. Wiele orzeczeń, które widziałem, dotyczyły przypadków, kiedy doszło do stwierdzenia przekroczenia granic obrony koniecznej albo z uwagi na zbyt intensywne środki, albo z uwagi na, tzw. eksces ekstensywny, czyli obronę za wczesną albo rozciągniętą poza moment, kiedy zagrożenie zostało już zneutralizowane.
Wypływa z tego wniosek, z tej praktyki, że jak już się bronimy, to musimy to robić bardzo odpowiedzialnie. To nie jest akt zemsty, to nie jest tak, że jak ktoś nas napadnie, to możemy robić absolutnie wszystko.
Jedynym naszym celem, który ma się pojawić przy podejmowaniu działań obronnych, to jest neutralizacja niebezpieczeństwa stwarzanego przez napastnika. Niestety to działa tak, że gdy się bronimy, to emocje trzeba trzymać na wodzy. Mimo, że jest to trudne.
