Reklama
Reklama

Reklama

Wiceminister rodziny Katarzyna Nowakowska: Nie obiecam, że do 2030 r. zlikwidujemy bezdomność

Reklama
TYLKO NA

W Polsce prawie 2 mln osób żyje w skrajnym ubóstwie, w tym 364 tys. dzieci. Katarzyna Nowakowska – wiceminister odpowiadająca za walkę z ubóstwem – w rozmowie z Zero.pl przyznaje wprost, że od dwóch lat nie udało jej się zmienić najważniejszej kwestii służącej wsparciu biednych. Kluczowa reforma utknęła w rządzie. – Uznaję to za swoją porażkę – tłumaczy wiceszefowa resortu rodziny z Polski 2050.

artykul_glowne-foto
Na zdjęciu wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Katarzyna Nowakowska z Polski 2050 (fot. Radek Pietruszka, Albert Zawada / PAP)
  • Próg dochodowy, poniżej którego państwo uznaje kogoś za biednego, wynosi 1010 zł. Od jego wysokości zależy skala udzielanego wsparcia. Wiceminister rodziny Katarzyna Nowakowska przyznaje wprost: jej porażką jest to, że wciąż nie udało się zmienić sposobu jego ustalania.
  • Polska zadeklarowała, że do 2030 r. nie będzie w kraju osób bezdomnych. – Nie jestem w stanie tego zapewnić – mówi otwarcie wiceszefowa MRPiPS.
  • Katarzyna Nowakowska twierdzi, że byłaby w stanie przeżyć za 1010 zł miesięcznie. – Gdybym powiedziała, że to niemożliwe, obraziłabym tych, którzy nie mają innego wyboru – tłumaczy wiceminister.

Reklama

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: W Polsce rośnie liczba osób biednych.

Katarzyna Nowakowska, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej odpowiedzialna za pomoc społeczną, członkini Polski 2050: Mamy różne definicje ubóstwa. Rzeczywiście, w Polsce wzrosła w ostatnich latach skala ubóstwa relatywnego. Spadła natomiast liczba osób znajdujących się w skrajnym ubóstwie.

Rozszyfrujmy te pojęcia. Ubóstwo relatywne wynosi w Polsce 13,3 proc. To gorzej niż w 2023, 2022, 2021, 2020 i 2019 r. Mówimy o 5 mln ludzi, którzy są biedni. Nie na tyle, żeby nie przeżyć i być na krawędzi życia i śmierci, ale jednocześnie na tyle, żeby nie starczało na zaspokojenie podstawowych potrzeb człowieka, które dla pani czy dla mnie są oczywistością.


Reklama

Tak.


Reklama

Dlaczego tak jest?

Myślę, że odpowiedzialność za wielkość tej grupy spoczywa na całym rządzie i wszystkich ministerstwach. Mówimy w końcu o różnych czynnikach – płacy minimalnej, kosztach energii, wysokości kwoty wolnej od podatku.

To, co robimy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, to skupiamy się na grupie, która jest w jeszcze trudniejszej sytuacji – czyli w skrajnym ubóstwie.


Reklama

To po kolei. Przede wszystkim: jakby pani zdefiniowała skrajne ubóstwo?


Reklama

Mówimy o sytuacji, w której dochody danej osoby nie wystarczają na zapewnienie jej podstawowych potrzeb dnia codziennego – wyżywienia, zakwaterowania, odzieży i innych.

Mówimy więc o osobach, które nie są w stanie zaspokoić swoich biologicznych potrzeb, które są konieczne do przeżycia.

Tak.


Reklama

I ten odsetek – faktycznie – spadł. Według ostatnich danych wynosi 5,2 proc. Ile to osób?


Reklama

Około 1,5 mln.

Trochę więcej, niecałe 2 mln. Sytuacją wygląda więc tak: w 38-milionowym państwie w środku Europy prawie 2 mln osób codziennie walczy o przeżycie. Dosłownie.

Trudno się nie zgodzić z pana słowami.


Reklama

W Polsce 5 mln osób żyje w ubóstwie, w tym niecałe 2 mln osób – w skrajnym ubóstwie. Na wykresie podział statystyki na miasta i wsie (fot. Raport „Poverty Watch 2025”)


Reklama

Odpowiada pani w rządzie za walkę z ubóstwem. 5 mln osób w Polsce zmaga się z biedą, w tym niecałe 2 mln osób dosłownie walczy o przeżycie. Dlaczego pani na to wszystko pozwala?

To nie tak. Jednym z pierwszych projektów ustaw, który powstał po moim przyjściu do ministerstwa, była nowelizacja ustawy o pomocy społecznej, która dotyczy kryteriów dochodowych w pomocy społecznej. Tego by weryfikowane były co roku zamiast co trzy lata oraz tego by dane, na podstawie których kryteria są ustalane były bardziej aktualne.

Chodzi o próg dochodowy, do którego przyznaje się świadczenia pomocowe w pełnej wysokości. Mówiąc jeszcze prościej: ustalona jest liczba X, a ludzie, którzy mają mniej pieniędzy niż X, dostają pomoc od państwa.


Reklama

Tak. I ten próg jest dość niesprawiedliwie ustalany. Przede wszystkim w momencie ustanowienia tej kwoty jest ona już nieaktualna, bo opiera się na nieaktualnych danych, sprzed roku. Dodatkowo zmienia się ją nie co rok, a co trzy lata. Nasz projekt zakłada, aby kryteria dochodowe aktualizowane były częściej, raz na 12 miesięcy.


Reklama

Ile dziś wynosi kryterium dochodowe?

Dla samotnej osoby? 1 tys. zł.

Będąc precyzyjnym – 1010 zł.


Reklama

Tak.


Reklama

Pani byłaby w stanie przeżyć za 1010 zł?

Wiele osób przy takich dochodach – choć trudno to nazwać dochodami – przeżywa, więc nie mogłabym powiedzieć, że nie jest to możliwe.

Słucham?


Reklama

Gdybym powiedziała, że nie, to byłaby to obraza wobec tych, którzy muszą przeżyć za taką kwotę.


Reklama

Ile wynosi pensja podsekretarza stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?

(cisza)

Pytam, bo próbuje mi pani wmówić, że przeżyłaby pani miesiąc za nieco ponad 1 tys. zł.


Reklama

Tak jak panu powiedziałam: gdybym powiedziała, że to niemożliwe, to obraziłabym tych, którzy muszą za tyle przeżyć i nie mają innego wyboru.


Reklama

Oczywiście, nie byłabym w stanie utrzymać mojej rodziny i żyć w takim standardzie i na takim poziomie, jak obecnie. To nie ulega wątpliwości i tego nie twierdzę.

Kto ustalił kryterium dochodowe na poziomie 1010 zł?

Rada Ministrów w drodze rozporządzenia.


Reklama

To znaczy, że jeżeli ktoś zarabia 1011 zł, nie jest uznawany przez pani rząd za osobę znajdującą się w ubóstwie. Tyle wynosi bowiem granica ubóstwa ustawowego.


Reklama

W systemie pomocy społecznej obowiązuje zasada „złotówka za złotówkę” – każda złotówka dochodu powyżej ustalonego kryterium jest odejmowana od kwoty zasiłku. Jeżeli ktoś przekracza granicę 1010 zł, też może skorzystać z pomocy państwa, tylko otrzyma ją w mniejszym zakresie.

I pani zdaniem to w porządku?

Nie. Dlatego walczę o to, aby kryteria dochodowe były weryfikowane co roku.


Reklama

Tak pani walczy, że w projekcie wielkiej reformy pomocy społecznej, którym obecnie chwali się pani ministerstwo, zabrakło najważniejszej rzeczy, czyli zmiany sposobu ustalania kryterium dochodowego.


Reklama

To nie tak. Projekt ustawy dotyczący kryteriów dochodowych przygotowaliśmy i przekazaliśmy do Kancelarii Premiera już na początku 2025 r. Do tej pory jednak nie znalazł się w wykazie prac rządu. Ubolewam nad tym. Ciągle rozmawiamy z kierownictwami innych resortów, aby również zauważyły, że to niezwykle paląca kwestia.

Najnowszy projekt reformy pomocy społecznej, o którym pan wspomina, jest znacznie szerszy. Nie zawiera kwestii kryterium dochodowego, bo zależało nam, aby wprowadzić inne ważne zmiany, które nie dotyczą kwestii finansowych. Dzięki temu mogą sprawniej przejść przez ścieżkę legislacyjną.

Dlaczego z projektem o kryterium dochodowym nic się nie dzieje? Skoro nie ma go w wykazie prac, to trudno nad nim pracować.


Reklama

To nie jest pytanie do mnie.


Reklama

A do kogo? Jest pani osobą, która w rządzie zajmuje się kwestiami ubóstwa. Nie ma ważniejszej sprawy niż podwyższenie progu, dzięki któremu pomożemy większej liczbie ubogich. Zgodzi się pani?

Oczywiście. Dlatego był to pierwszy projekt, który wysłaliśmy do Kancelarii Premiera. Wpisaliśmy to także do listy 58 priorytetów dla Rady Ministrów.

To skoro to priorytet rządu, to gdzie leży problem, aby w końcu się tym zająć? Co pani słyszy w KPRM?


Reklama

Rozmawialiśmy o tym projekcie podczas posiedzeń zespołu ds. programowania prac rządu. Starałam się przekonywać kolegów i koleżanki z rządu, aby jak najszybciej ruszyły prace legislacyjne. Do tej pory taka decyzja jednak nie zapadła.


Reklama

To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

Nie chcę się wypowiadać w imieniu moich kolegów i koleżanek współdecydujących o losach tej ustawy. Powinni móc sami wyrazić swoje zdanie i ich należy o nie pytać.

Dlaczego boi się pani powiedzieć wprost, że to Ministerstwo Finansów blokuje ten projekt, bo państwo musiałoby wydać więcej pieniędzy na osoby znajdujące się w ubóstwie?


Reklama

Tak jak powiedziałam, nie chcę mówić w imieniu kogoś. Mogę prezentować stanowisko moje i mojego ministerstwa.


Reklama

Albo pani skupia się na walce z biedą, albo broni kolegów z rządu.

Dla mnie i dla całego resortu to bardzo ważny projekt. Zabiegamy o formalne rozpoczęcie prac nad nim od roku. W styczniu wysłaliśmy ten projekt ustawy ponownie do KPRM – argumentując to faktem, że pomysł został uznany za jedno z priorytetowych działań rządu. Jest to najważniejsze narzędzie do przeciwdziałania ubóstwu. Mam nadzieję, że dalsze prace to kwestia czasu.

Wie pani, w czym jest problem? Jako resort rodziny reklamujecie wielki przełom w pomocy społecznej. W najnowszym projekcie zajmujecie się takimi drobnostkami jak kwestia nazewnictwa osób bezdomnych. W dziesiątkach aktów prawnych zmieniacie „osoby bezdomne” na „osoby w kryzysie bezdomności”. Natomiast najważniejszej sprawy, która realnie pomoże setkom tysięcy ludzi w Polsce, nie jesteście w stanie załatwić od ponad dwóch lat.


Reklama

Przytoczył pan kwestię nazewnictwa. Może wydawać się błaha, ale jest to ważna z perspektywy osób w kryzysie bezdomności. W projekcie ustawy jest dużo innych ważnych zmian, m.in. kwestie katalogu osób płacących za pobyt w domu pomocy społecznej, dostępu do usług społecznych czy mieszkań wspomaganych. Nie chciałabym, aby u naszych czytelników pozostało wrażenie, że reforma dotyczy błahych spraw.


Reklama

Co pani zdaniem bardziej pomoże osobom bezdomnym: zmiana kryterium dochodowego czy nazwanie ich „osobami w kryzysie bezdomności”?

Oczywiście, że kryterium dochodowe. Ale ja uważałam, że jak ponad roku temu wysłaliśmy projekt ustawy do KPRM, to proces legislacyjny powinien być już dawno za nami.

To, że wciąż nie udało się tego zmienić, traktuje pani jako swoją porażkę?


Reklama

Tak. Kryterium dochodowe ma według mnie rzeczywiście największy wpływ na system pomocy społecznej i pomoc osobom w ubóstwie. Przy tak postawionym pytaniu mogę to przyznać: to, że do tej pory nie udało się przeprowadzić tej zmiany, uznaję za swoją porażkę.


Reklama

Na zdjęciu wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Katarzyna Nowakowska z Polski 2050 (fot. Radek Pietruszka / PAP)

Wróćmy do kwestii skrajnego ubóstwa. To, co najbardziej mnie uderza, to fakt, że w tej grupie znajdują się również najmłodsi. Mówimy o grupie ok. 364 tys. dzieci w Polsce, które każdego dnia walczą o życie.

To bardzo mocna teza.


Reklama

Nieprawdziwa?


Reklama

Częściowo. W systemie pomocy społecznej są też inne narzędzia wsparcia. Ośrodki pomocy społecznej w każdej sytuacji mają indywidualne narzędzia wsparcia. Realizujemy na przykład program „Pomoc żywnościowa”…

Przyzna pani, że sześcioletniego dziecka nie interesuje fakt, że w ministerstwie realizowany jest jakiś program.

Chcę tylko pokazać, że – poza kryterium dochodowym, którego faktycznie nie udało się zmienić – udzielamy wsparcia. Kryterium dochodowe w programie „Pomoc żywnościowa” jest wyższe i wynosi 2180 zł.


Reklama

Warto też powiedzieć, że robimy inne rzeczy, aby ograniczać ubóstwo. Myślę tu o waloryzacji 500 plus. 800 plus trafia do wszystkich rodzin – także tych, dla których te pieniądze są najbardziej potrzebne.


Reklama

Tylko to nie jest zasługa waszego rządu.

Jak to nie?

Normalnie. Ustawa waloryzująca 500 plus została uchwalona przez Sejm, w którym większość miało Prawo i Sprawiedliwość. Autorem projektu był rząd Mateusza Morawieckiego.


Reklama

Za naszych czasów rozpoczęła się wypłata.


Reklama

Nie mieliście innego wyjścia, bo ustawa dawno była już przyjęta i podpisana przez prezydenta.

Jasne, zgoda. Chcę po prostu pokazać, że już teraz są pewne rozwiązania i świadczenia kierowane do rodzin z dziećmi, które przeciwdziałają ubóstwu i również docierają do nich jak 800 plus. Myślę tu chociażby o programie „Aktywny Rodzic”, czyli de facto darmowych żłobkach dla wszystkich dzieci i dodatkowych pieniądzach dla rodziców, którzy nie korzystają z opieki żłobkowej. Oba nie są wliczane do dochodu.


Reklama

Skoro mówimy o dzieciach – w Sejmie leży projekt ustawy wprowadzającej bezpłatne obiady dla wszystkich uczniów szkół podstawowych od września 2026 r. Dlaczego Polska 2050 nie popiera tego pomysłu?


Reklama

(cisza)

Pani powinna być chyba największą orędowniczką tego pomysłu.

Dzisiaj jestem największą orędowniczką zrobienia porządku z kryteriami dochodowymi.


Reklama

Super, ale nie o tym rozmawiamy. Ucieka pani od odpowiedzi.


Reklama

Bo cokolwiek bym teraz powiedziała o kosztach tej ustawy, to będzie to odebrane tak, że finanse są ważniejsze niż głodne dzieci. A nie jest to moją intencją.

Dziś jest tak, że dzieci, które mają skierowanie z ośrodka pomocy społecznej, mogą skorzystać z darmowego posiłku.

I istnieje niemała grupa dzieci, która chodzi głodna, bo takiego skierowania – z różnych powodów – nie ma. Doskonale pani o tym wie.


Reklama

Całym sercem jestem za tym, żeby wszystkie dzieci miały darmowe posiłki w szkołach. Dzisiaj stoję jednak przed innym wyborem: albo możemy rozmawiać o kilku miliardach na darmowe posiłki dla wszystkich dzieci, albo o 600 mln zł na zwiększenie kryterium dochodowego.


Reklama

Taki to wybór, że nie mamy ani tego, ani tego.

Jeśli mam wybierać, na co mam przeznaczyć całą swoją energię, to wybieram najpierw walkę o kryteria dochodowe.

A jeżeli premier Donald Tusk mówi, że jesteśmy 20. gospodarką świata, to nie ma pani poczucia, że 20. gospodarkę świata stać na to, aby jednocześnie i zagwarantować dzieciom ciepły posiłek w szkołach, i zwiększyć kryterium dochodowe? Może pani walczyć o jedno i drugie. Kawa nie wyklucza herbaty.


Reklama

Nie jestem przedstawicielką Ministerstwa Finansów, więc pozwolę sobie nie opowiadać panu o procedurze nadmiernego deficytu.


Reklama

Jak pójdę do Andrzeja Domańskiego pytać o kwestie kryterium dochodowego i posiłków w szkołach, to odeśle mnie do pani.

To ja mogę powiedzieć tyle: będę walczyć o realizację priorytetów mojego resortu, w których jest kwestia corocznego weryfikacji kryterium dochodowego.

Dziś nie wszystkie dzieci mogą liczyć na bezpłatny obiad w szkole. Projekt ustawy jest mrożony w Sejmie (fot. Adam Staskiewicz / East News)


Reklama

Idźmy dalej. Ile jest osób bezdomnych w Polsce?


Reklama

(cisza)

Nie musi pani podawać konkretnej liczby.

Zabił mnie pan teraz. Pan pamięta?


Reklama

Wydaje mi się, że ok. 30 tys. Przynajmniej taką liczbę pokazywało badanie z 2019 r.


Reklama

A nie 60 tys.? Sprawdźmy. (sprawdza w telefonie) Faktycznie, 30 tys. Prawie dwukrotnie przestrzeliłam.

Ministerstwo weryfikuje teraz prawdziwość tych danych.

Tak, w marcu tego roku przeprowadziliśmy kolejne badanie. Jeszcze nie mam nowej liczby. W tym roku zmieniliśmy pewne kwestie dotyczące samego badania. Eksperci zgłaszali, że sposób przeprowadzania poprzednich badań nie oddawał idealnie skali zjawiska, dlatego teraz zmieniliśmy trochę procedurę.


Reklama

Wydłużyliśmy czas badania – trwało od 3 do 5 marca, tak by można było dotrzeć do większej liczby osób, zmieniliśmy również ankietę, którą przeprowadza się z osobą w kryzysie bezdomności – po raz pierwszy pytaliśmy o bezdomność ukrytą. Pracujemy także nad nową metodologią badania na przyszłość.


Reklama

Dlaczego liczba osób bezdomnych w Polsce nie wynosi zero?

(cisza)

Pytam, bo polski rząd zadeklarował, że do 2030 r. nie będzie w Polsce żadnej osoby bezdomnej. Jesteśmy pięć lat po podpisaniu deklaracji w tej sprawie. Zostały nam jeszcze cztery lata na wyzerowanie statystyk. Jak nam idzie?


Reklama

Kryzys bezdomności mocno powiązany jest z dostępnością mieszkań. Jako rząd robimy bardzo wiele, aby było ich więcej – myślę tu przede wszystkim o lokalach komunalnych i socjalnych, bo to one są skierowane do osób najmniej zarabiających. Często powtarzam, że bez dostępnych mieszkań nie rozwiążemy kryzysu bezdomności.


Reklama

Wie pani, jak długa jest kolejka do mieszkania komunalnego?

Nie wiem.

Około 100 tys. rodzin.


Reklama

Pewnie nawet więcej, bo nie wszyscy się zapisują do kolejki. Dlatego potrzebujemy mądrej polityki mieszkaniowej…


Reklama

Pani cały czas mówi „potrzebujemy”. Ale my już zadeklarowaliśmy, że za cztery lata nie będzie osób bezdomnych w naszym kraju.

(cisza)

Pani się na mnie patrzy i miło uśmiecha. Ale to przecież nie ja podpisywałem tę deklarację.


Reklama

Deklarację podpisano w 2021 r. Uważam, że powinniśmy stawiać sobie ambitne cele. I to nie jest drogowskaz tylko dla resortu rodziny, ale dla wszystkich innych ministerstw, żeby również zmierzały do tego celu.


Reklama

Jest pani w stanie zapewnić, że do 2030 r. nie będzie w Polsce osób bezdomnych?

Nie jestem.

Doceniam szczerość.


Reklama

Oczywiście chciałabym, żebyśmy zmniejszali tę liczbę. I żeby każda osoba, która potrzebuje wsparcia, mogła na nie liczyć.


Reklama

Wiele mówi pani o tym, że to wszystkie ministerstwa powinny podejmować konkretne działania. Dlaczego zatem nadal nie ma pełnomocnika rządu ds. osób w kryzysie bezdomności? To politycy Polski 2050 domagali się jego powołania.

To prawda, odbywały się różne dyskusje w tej sprawie. Koncepcje były dwie: pełnomocnik rządu lub międzyresortowy zespół. Osobiście jestem zwolenniczką tej drugiej formy. Jesteśmy w trakcie powoływania takiego zespołu, który funkcjonowałby przy naszym resorcie i koordynowałby wszystkie podejmowane przez rząd działania w zakresie ograniczania bezdomności.


Reklama

Jaka jest perspektywa czasowa?


Reklama

Początek III kwartału tego roku.

Rozmawialiśmy o pomocy społecznej. W Zero.pl i na Kanale Zero od miesięcy przyglądamy się sprawie pani Mirelli ze Świętochłowic. Jak to możliwe, że 43-letnia kobieta przez 27 lat była więziona w domu rodzinnym i państwo całkowicie było ślepe przez ten czas?

W przypadku tej sprawy widać jak na dłoni, że różne państwowe systemy nie widziały siebie nawzajem. Systemem pomocy społecznej zarządza przede wszystkim samorząd. To, co mogliśmy zrobić ze strony Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, to przede wszystkim zlecenie kontroli w ośrodku pomocy społecznej w Świętochłowicach i sprawdzenie co zostało zrobione, a co nie. Wojewoda, który przeprowadził kontrolę, znalazł tam szereg nieprawidłowości.


Reklama

Co to za nieprawidłowości?


Reklama

Przede wszystkim chodziło o nierzetelne realizowanie zadań wobec pani Mirelli i niewykorzystywanie w pełni narzędzi, które daje ustawa o pomocy społecznej. Nieprawidłowości dotyczyły organizowania pomocy, rozwiązań organizacyjnych w samym ośrodku pomocy społecznej oraz nadzoru nad działaniami pracowników. To przełożyło się na zakres i jakość udzielanego jej wsparcia.

Po kontroli wydano zalecenia we wszystkich tych obszarach. Doszło też do zmiany na stanowisku dyrektora ośrodka. Obecnie nowa dyrektor wdraża działania naprawcze.

Jak dużym problemem jest fakt, że po tym, jak w październiku 2025 r. pani Mirella trafiła do szpitala, to następnie – jak gdyby nigdy nic – odwieziono ją do domu, z którego jej nie wypuszczano?


Reklama

Trudno mi przesądzać, opowiadając zza biurka w Warszawie, co wydarzyło się w konkretnej sprawie w Świętochłowicach. Uważam, że potrzebne są tu kontrole zarówno w systemie ochrony zdrowia, w prokuraturze i pomocy społecznej, które sprawdzą, co konkretnie się wydarzyło.


Reklama

W momencie, gdy rozmawiamy, toczy się sprawa w sądzie, która zdecyduje co do dalszych losów pani Mirelli – czy bezpieczna jest w domu, czy powinna trafić do domu pomocy społecznej. Nie chciałabym wchodzić w kompetencje sędziego.

Czy system, który obecnie istnieje, jest w stanie zagwarantować, że za 10 lat nie usłyszymy o kolejnej kobiecie, którą przez dekady więziono we własnym domu?


Reklama

Jako społeczeństwo bardzo chcielibyśmy dążyć do tego, aby złe rzeczy w ogóle się nie działy. Ja jestem realistką. Niezależnie od tego, jakie działania podejmiemy, może się okazać, że jakaś zła historia się wydarzy.


Reklama

Nie jestem pewien, czy na pewno chciałem to od pani usłyszeć.

To trochę jak z przestępstwami. Dążymy do tego, żeby ludzie ich nie popełniali. Ale czy jesteśmy w stanie zagwarantować, że za 10 lat nie dojdzie do jakiegoś przestępstwa? Nie.

Niezależnie od tego, staramy się, żeby system wyglądał coraz lepiej. Stąd też nasze zmiany w pomocy społecznej.


Reklama

Pomówmy zatem o samej reformie. Gdyby miała pani wskazać jedną rzecz, która według pani jest najważniejsza w projekcie ustawy, to co by to było?


Reklama

Myślę, że wyszczególniłabym jasne wskazanie kolejności przyznawania wsparcia. Zależy nam na tym, aby usługi środowiskowe, np. usługi opiekuńcze, specjalistyczne usługi opiekuńcze, możliwość uczestnictwa w dziennych formach wsparcia, mieszkanie wspomagane, były udzielane zanim – a często zamiast – skieruje się kogoś do domu pomocy społecznej.

DPS powinien być ostatecznością?

Zdecydowanie. Stąd też nacisk na wcześniejsze formy pomocy. Chcemy też, żeby mieszkania wspomagane były realną alternatywą, chociażby dla osób z niepełnosprawnościami. Nie chcę absolutnie demonizować DPS-ów, chcę tylko pokazać, że często są lepsze rozwiązania.


Reklama

A jaka jest prawda o polskich DPS-ach? Co rusz pojawiają się kolejne doniesienia, że w którymś z domów dochodzi do sporych nieprawidłowości.


Reklama

DPS-y są fundamentem opieki długoterminowej. Przebywa tam ok. 80 tys. mieszkańców, którzy potrzebują bezpieczeństwa i wsparcia.

Mogę zapewnić, że kontrole w DPS-ach odbywają się regularnie, rozmawiam z wojewodami, sprawdzamy protokoły. Oczywiście, zdarza się, że znajdują się w nich jakieś zalecenia pokontrolne, ale nie dochodzi do sytuacji, które wymagałyby radykalnych działań.

Może kontrole są niewystarczające.


Reklama

Stąd też decyzja, aby w ramach reformy wzmocnić zakresu kontroli. Chcemy, żeby kontrole nie zawsze miały charakter czysto formalny, ale bardziej skupiały się na sytuacji mieszkańców i badaniu przestrzegania praw człowieka na terenie DPS-u.


Reklama

Obecnie kontrole w dużej mierze koncentrują się na weryfikacji dokumentacji, spełnianiu wymogów organizacyjnych oraz formalnej zgodności zatrudnienia pracowników z wymaganymi kwalifikacjami. Wprowadzamy wprost zapis o możliwości niezapowiedzianych kontroli. To wszystko działania, które nie są przeciwko pracownikom DPS-ów, ale dla ludzi, którzy tam mieszkają.

Pozostając w temacie DPS-ów – głośnym echem odbiła się historia, w której to dzieci muszą płacić za opiekę nad krewnymi. TVN24 opisywał historię 8-letniej Wiktorii, którą łódzki ośrodek pomocy społecznej wzywał do opłacenia pobytu w DPS-ie jej dziadka, którego nigdy nie poznała.

Tak, to absurd. W wielu takich przypadkach następuje co prawda umorzenie postępowania, ale brak doprecyzowania tego w ustawie powoduje, że dochodzi do nikomu niepotrzebnego stresu. W projekcie ustawy poszerzamy katalog osób, które mogą być wezwane do opłacenia pobytu seniora w DPS-ie. Chcemy, żeby taki obowiązek miały również osoby, które podpisały umowę dożywotniej opieki nad seniorem, a który i tak trafił do DPS-u.


Reklama


Reklama

Na koniec chciałem zapytać o kwestię noclegowni dla osób bezdomnych. Dziś zasada jest prosta: pijesz, nie śpisz w noclegowni. Projekt ustawy zakłada, że osoby pod wpływem alkoholu i narkotyków mogą ubiegać się o takie miejsce. Dlaczego?

Ustawa mówi dokładnie, że w noclegowni lub schronisku nie może przebywać osoba pod wpływem alkoholu, chyba że rada gminy podejmie uchwałę dopuszczającą osoby do uzyskania takiego wsparcia.

My to zmieniamy. Projekt nowelizacji zakłada, że pod wpływem alkoholu można być przyjętym do noclegowni, chyba że rada gminy tego zabroni.


Reklama

Po co ta zmiana?


Reklama

Pomoc należy się wszystkim. Po pracy nad tym przepisem w zespole ds. reformy systemu pomocy społecznej proponujemy pewien kierunek, ale pozostawiamy tę kompetencję samorządom, które będą to prawo wykonywać, aby zdecydowały, co na ich terenie sprawdza się najlepiej.

Jesteśmy w trakcie konsultacji, nie chcę przesądzać, czy przepis pozostanie ostatecznie w tej formie.

Kiedy ustawa trafi do Sejmu?


Reklama

Zależy to od przebiegu uzgodnień międzyresortowych i konsultacji. Bardzo bym chciała, aby odbyło się to od razu po wakacjach albo wczesną jesienią.


Reklama

A kiedy podpis prezydenta?

Liczę na to, że uda się zamknąć cały proces legislacyjny do końca tego roku.


Reklama