Reklama
Reklama
Reklama

„Lewandowski oczekuje tego od władz Chicago”. Były zawodnik MLS mówi o sytuacji Polaka

TYLKO NA

– Transfer Lewandowskiego oznacza dla Chicago natychmiastowy wzrost liczby kibiców na trybunach, ale też konieczność transferów. Robert oczekuje sytuacji w polu karnym, a mam wrażenie, że jego drużyna ma z tym problem – mówił w rozmowie z Zero.pl Tomasz Frankowski, były reprezentant Polski i zawodnik „Strażaków” z Chicago.

Pierwsze bramki Roberta Lewandowskiego dla Chicago Fire
Robert Lewandowski przed meczem w MLS (fot. IMAGO/Martin Murillo / East News)
  • Od transferu do Chicago, który potwierdzono na początku lipca, Lewandowski rozegrał 7 meczów i zdobył 3 bramki. Oczekiwania wobec Polaka są bardzo wysokie: dostał on w drużynie status „designated player”, czyli gwiazdy, której można płacić pensje wyższą, niż innym zawodnikom w drużynie.
  • Tomasz Frankowski, były zawodnik Chicago Fire, uważa, że drużyna, w której gra „Lewy”, ma szanse na tytuł mistrzowski, ale walka o niego będzie bardzo wyrównana.
  • W rozgrywkach dużo zależy od dyspozycji dnia. Chicago Fire ma takie same szanse, jak pozostałe sześć czy osiem drużyn z przodu tabeli – mówi  Frankowski w rozmowie z Zero.pl.

Frankowski zaczynał grę w Chicago prawie 20 lat przed Lewandowskim, gdy gwiazdą MLS był jeszcze David Beckham. Obecnie to właściciel Interu Miami, jednej z drużyn, z którą mierzy się Chicago Fire.

– Jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne nic nie odstawało od lig europejskich. Wszystkim zarządzała centrala MLS-u w Nowym Yorku. Pieniądze co dwa tygodnie przesyłała centrala, nie kluby, centrala zawierała umowy z Adidasem, siecią hoteli czy American Airlines na przeloty samolotem. Żaden klub nie latał swoim jetem – relacjonował Frankowski, opowiadając o swojej grze w Chicago Fire.

Polski napastnik podkreślił jednak to, na co zwracają uwagę także kibice śledzący amerykańską ligę. Chodzi o różnicę w jakości między najlepiej opłacanymi zawodnikami i tymi, którzy otrzymują najniższe pensje. Tomasz Frankowski przed transferem występował w Wolverhampton, angielskim klubie grającym w Championship, czyli drugiej lidze angielskiej. Jak mówił, niektórzy piłkarze występujący w jego czasach w MLS nie byli na poziomie „Wolves”.

Reklama
Reklama

– Odstawali poszczególni zawodnicy, bo w MLS było tak przed 20 laty i jest obecnie, że grają wysoko wynagradzani piłkarze, ale też ci, którzy stanowią uzupełnienie składu ze względu na budżet. My mieliśmy w składzie obrońców, którzy zarabiali po 2 tys. dolarów miesięcznie, co wydawało się absurdalne, biorąc pod uwagę koszty życia w Chicago. Wynajem mieszkania kosztował tam przynajmniej tysiąc dolarów.  Zastanawialiśmy się, jak funkcjonują ci piłkarze. W szatni musieliśmy mieć i piłkarzy zarabiających 3 mln rocznie i 24 tys. rocznie – wyjaśnił Frankowski.

Frankowski o MLS: Różnice między pensjami piłkarzy były ogromne

Jak dodał były zawodnik Jagiellonii, zawodnicy zarabiający bardzo mało i tak chcieli pokazać się z dobrej strony, jednak różnic w możliwościach nie dało się zakryć wysokim zaangażowaniem. – Starali się, byli aktywni, nikt się nie spóźniał, mieli profesjonalne podejście, ale widać było, że to jest tylko uzupełnienie. Niestety czasem w meczach zdarzało się, że taki obrońca popełniał błąd nieprzystojący piłkarzowi, czy to w Europie, w Ekstraklasie, czy nawet na poziomie pierwszej ligi – podkreślił Frankowski.

Reklama
Reklama

Według 22-krotnego reprezentanta Polski, także obecnie zdarza się, że mniej opłacani zawodnicy w MLS popełniają błędy, które potem obiegają sieć. – Zdarza się, że jedna czy druga bramka w MLS pada po kuriozalnych zagraniach czy błędach bramkarza, który na pewno po sprawdzeniu zarabia małe albo bardzo małe pieniądze względem Roberta albo innych piłkarzy, którzy są na poziomie 500-600 tys. dolarów rocznie. To także kwestia minimalnego limitu płacowego, według którego piłkarze są wynagradzani – wyjaśnił Frankowski.

Według wielokrotnego strzelca Ekstraklasy to nie oznacza, że liga jest istotnie słabsza, niż te rozgrywki europejskie, z którymi porównuje się MLS. Czasem, ze względu na system opłacania zawodników, jest bardziej nierówna.

 – Amerykańscy trenerzy byli i są zapatrzeni w Premier League. Już za moich czasów wydolność i siła fizyczna w MLS była porównywalna do tego, co było w Championship czy Premier League. Natomiast poszczególni zawodnicy mieli wyższe lub niższe umiejętności, w zależności od tego, kto był zatrudniany – poinformował Frankowski.

Lewandowski potrzebuje zawodników do pomocy. „Pracuje z klubem, by kogoś sprowadzić”

Według byłego reprezentanta Polski, sprowadzenie Roberta Lewandowskiego przez Chicago Fire to wyraźna deklaracja władz klubu dotycząca celów, jakie stawiają przed sobą „Strażacy”. Ostatni mistrzowski tytuł dla drużyny z Illinois zdobywało dwóch Polaków: Jerzy Podbrożny i Roman Kosecki.

Reklama
Reklama

– MLS jest ligą wyrównaną i tam nie można stawiać w roli faworyta jednej czy dwóch drużyn, a jest pięć, sześć klubów, które mogą rozgrywać walkę o mistrzostwo. Kolejne pięć drużyn, które są pretendentami i jak spojrzymy na rozgrywki w ostatnich 15 latach, to chyba ciężko znaleźć dwukrotnego mistrza MLS z rzędu – podkreślił Frankowski.

Lewandowski może zostać najlepszym zawodnikiem MLS. „Polacy nie wiedzą, o czym mówią”

W walce o tytuł dla Chicago kluczową postacią będzie oczywiście „Lewy”, ale i jemu potrzeba pomocy.

– Myślę, że Robert pracuje z managementem klubu nad tym, żeby kogoś pozyskać kogoś kreatywnego. Albo teraz, albo w okresie zimowym, po sezonie, dojdzie do zatrudnienia kolejnych dwóch zawodników bardziej kreatywnych. Oczywiście to przełoży się na budżet, ale transfer jest potrzebny Lewandowskiemu i trenerowi Chicago Fire. Chodzi o to, by mu stwarzać sytuację, bo już widzimy, że zdobył trzy bramki w tych meczach, ale żeby znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, to ktoś musi je wykreować. Chicago Fire, mam wrażenie, ma z tym trochę problem. Robert oczekuje, że tych sytuacji w polu karnym będzie więcej, a przez to potrzeba dwóch, trzech bardziej kreatywnych pomocników – wyjaśnił Frankowski.

„Lewandowski czeka na więcej sytuacji pod bramką”

Podkreślił też, że według niego Chicago, ale i inne drużyny z MLS, muszą bardziej zainwestować w kadry.  – Piłkarze, którzy tu przychodzą, typu Suárez, Lewandowski czy Messi, są już u schyłku kariery, więc oni nie czują głodu sukcesów aż takiego, który mieli w Europie w wieku 20, 25 czy 30 lat. Oni zdają sobie sprawę, że chcą tam postrzelać bramki, pocieszyć publiczność, ale prochu nie wymyślą. Młodym Amerykanom brakuje właśnie takich gwiazd, którzy by przyjeżdżali tam wcześniej i propagowali piłkę, będąc u szczytu kariery – stwierdził były napastnik.

Reklama
Reklama

Jak dodał, klubom MLS brakuje młodych, ambitnych zawodników, którzy mogą rozpocząć w USA własne kariery. – Ten miks nie pozwala, by MLS wyprzedził, jeżeli chodzi o popularność NHL, NBA, NFL i krykieta – podkreślił i dodał: – Jednocześnie trzeba przyznać, że średnia kibiców MLS-u, wynosząca ok. 25 tys. osób na meczu, to dobry wynik jak na standardy europejskie. Choć to także kwestia stadionów, które są większe niż w Europie. Wiadomo, że MLS nigdy nie będzie konkurował z hiszpańską, angielską, francuską czy niemiecką ligą, gdzie stadiony są większe i często pełne.

Awantura o koncert Sanah w Gdyni. Nie każdy mieszkaniec wejdzie na urodziny miasta

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama