Reklama
Reklama
Reklama

Blokują alerty RCB na telefonie. „Obecny system ostrzegania jest zły”

TYLKO NA
Lublin,,Poland,,15,September,2026,Polish,Emergency,Rcb,Alert,Notification
(fot. Shutterstock / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Alerty RCB wysyłane do mieszkańców woj. lubelskiego czy podkarpackiego coraz częściej do nich nie docierają. Problemem nie jest brak zasięgu. Niektórzy mieszkańcy tych rejonów po prostu blokują w telefonach powtarzające się powiadomienia. – Jestem za tym, żeby nie wysyłać wiadomości z automatu do połowy Polski – komentuje w rozmowie z Zero.pl gen. Jarosław Gromadziński.

  • Mieszkańcy woj. lubelskiego usłyszeli w poniedziałek syreny alarmowe i otrzymali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o zagrożeniu w związku z rosyjskim atakiem na terytorium Ukrainy. Alert został odwołany po kilkunastu minutach.
  • W poniedziałek do godz. 21 na terenie woj. lubelskiego i podkarpackiego ogłoszono łącznie trzy alerty RCB.
  • – Wiadomości jest dużo, jesteśmy w mediach zasypani informacjami i wiele osób przestaje się przejmować – mówi w rozmowie z Zero.pl Marcin Łaguna, burmistrz Wąwolnicy, miejscowości na Lubelszczyźnie.

Alert RCB ogłoszono m.in w poniedziałek w związku z atakiem rosyjskich dronów odrzutowych na ukraińskie miasta znajdujące się blisko granicy z Polską. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował na platformie X, że jedna z takich maszyn uderzyła ok. 2 km od przejścia granicznego z Polską w Dorohusku. Nie doszło przy tym do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski potwierdził później, że w woj. lubelskim nie było powiatu, na którego terenie syreny nie zostałyby uruchomione. Alerty RCB wysłano do mieszkańców woj. lubelskiego i podkarpackiego.

Niektórzy zdecydowali się je ignorować. Widać to m.in. na forach, gdzie internauci wprost piszą o tym, że zablokowali alerty RCB lub oznaczyli je jako spam, przez co przestali otrzymywać wiadomości od rządowego centrum.

Reklama
Reklama

„Chcecie spokoju??? Wystarczy kliknąć trzy kropki u góry w SMS-ie alertu i go zablokować... I jeszcze zgłosić jako spam” – napisał jeden z komentujących po poniedziałkowym ostrzeżeniu.

„Przecież te alarmy nic nie wnoszą, bo ludzie i tak nic nie robią, żeby się ukryć, bo nie ma gdzie” – pisał kolejny forumowicz. Kolejna z wielu wiadomości, zamieszczonych w odpowiedzi na post na Facebooku brzmiała: „Przecież nie musisz reagować na alerty, nikt tego nie sprawdza”. 

Do wiadomości na forach są dodawane screeny z zablokowanymi alertami RCB lub SMS-y, często wulgarne, wysyłane na numer Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. 

Alert RCB w woj. lubelskim. „Nikt nie zerwał się w nagłym przypływie strachu”

Samorządowcy z woj. lubelskiego przyznają, że mieszkańcy często nie reagują na alerty RCB w taki sposób, jaki zalecają służby. 

Reklama
Reklama

– Podczas zebrania, na którym byłem w Grabówce, małej miejscowości w naszej gminie,  zaczęły do nas przychodzić wiadomości. Siedzieliśmy w domu byłego pana sołtysa, rozmawialiśmy o naszych sprawach lokalnych, kiedy przyszedł ten najostrzejszy alert: „Uwaga, zagrożenie atakiem z powietrza”. Kontynuowaliśmy rozmowę. Nikt nie zerwał się w nagłym przypływie emocji czy strachu – opisuje Marcin Łaguna, burmistrz Wąwolnicy, pytany o to, jak na terenie jego gminy przebiegała akcja ostrzegawcza. 

Jak dodał, podobnie wyglądała sytuacja w wielu domach na terenie jego gminy.

– Z jednej strony mieszkańcy mają poczucie, że dzieje się coś niedobrego, ale z drugiej ich reakcja jest raczej spokojna, bo mamy przekonanie, że u nas nic się nie wydarzy. A po trzecie, co taki mieszkaniec ma zrobić? Ma nagle biec do piwnicy albo do garażu? Nie mamy wybudowanych podziemnych miejsc schronienia. Dostajemy wiadomości SMS, natomiast z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość nie reaguje tak, jak sugerują komunikaty. Dostajemy za dużo wiadomości. Wielu mieszkańców przestaje się przejmować, to odruch naturalny – mówi Marcin Łaguna. 

Dzień w dzień dostają alerty RCB. „Absolutnie nie wiemy co robić”

Reklama
Reklama

– Jak ktoś dostanie raz SMS-a, a nic się nie dzieje, drugi raz nic się nie dzieje, to więcej nie reaguje – tłumaczy to zjawisko generał Jarosław Gromadziński, wieloletni dowódca dywizji, Eurokorpusu i zastępca dowódcy ds. interoperacyjnych w Międzynarodowym Zespole ds. Pomocy Ukrainie. 

Wojskowy stwierdził przy tym, że system wysyłania alertów RCB nie powinien być zarządzany centralnie, z Warszawy, a lokalnie, przez władze województwa.

– Obecny system jest zły, bo został urządzony centralnie. Jeżeli RCB z Warszawy wie lepiej, co się dzieje w gminie Zamość czy Przemyśl przy granicy, to jest utopia. Ten system nie tak powinien działać: powinien być zdecentralizowany. W moim przekonaniu to wojewodowie odpowiadają za bezpieczeństwo województwa, są przedstawicielami rządu. To rząd ich mianuje i czyni odpowiedzialnymi za realizację spraw rządowych w regionie. Wojewodowie powinni decydować, gdzie, kiedy i jak uruchomić alarm. A jeżeli RCB bierze wszystkie regiony razem i wysyła SMS-y, to przynosi odwrotny skutek. Ludzie po prostu już nie reagują, bo jest to niewłaściwie robione – mówi generał Jarosław Gromadziński w rozmowie z Zero.pl.

Ekspert: zagrożenie jest realne, ale mieszkańcy często nie wiedzą, co zrobić

Alerty RCB przygotowuje i zleca do wysyłki Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, państwowa jednostka podległa premierowi i nadzorowana przez MSWiA. RCB nie tworzy prognoz samodzielnie, lecz zbiera dane od służb i instytucji monitorujących zagrożenia. Informacje do RCB przekazują m.in. wojewodowie i ich Centra Zarządzania Kryzysowego, Państwowa Straż Pożarna, policja czy wojsko. Potem to dyżurni w Centrum Operacyjnym RCB oceniają, czy zagrożenie jest wystarczająco poważne, wyznaczają obszar, na który rozsyłają wiadomość i redagują jej treść. 

Reklama
Reklama

Gen. Gromadziński twierdzi, że w obecnej sytuacji problemem jest funkcjonowanie systemu alarmowania RCB, ale i brak edukacji. Powoduje on, że mieszkańcy, którzy chcieliby się ukryć, często nie wiedzą, jak zareagować, gdy już rozbrzmiewają syreny lub na ich skrzynki trafiają alerty.

– Zagrożenie jest realne. Gdyby przykładowy obywatel wiedział, jak brzmi dany sygnał, co powinien robić w danej sytuacji, jakie zagrożenie jest dla jego regionu, mógłby zareagować. W woj. lubelskim jest większe zagrożenie niż np. w Wielkopolsce. Tymczasem RCB działa centralnie. Według mnie RCB powinno uruchamiać Wojewódzkie Zespoły Zarządzania Kryzysowego, które powinny zarządzać całą sytuacją – proponuje gen. Gromadziński.

Alerty RCB w dwóch województwach. Ekspert uspokaja: miejsca doraźnego schronienia są wszędzie

Donald Tusk w trakcie przemówienia w Sejmie ocenił, że najbliższe miesiące będą najbardziej krytycznym okresem w dotychczasowej fazie wojny Rosji z Ukrainą. Z analiz wywiadowczych, na które powołał się premier wynika, że Moskwa nie jest zainteresowana żadnymi poważnymi rozmowami pokojowymi czy rozejmem przynajmniej do końca zimy.

Jak podał Tusk, większa liczba alertów RCB wysyłanych w ostatnich tygodniach to skutek tego, że Rosjanie w ostatnich miesiącach zaczęli stosować na masową skalę nowy typ dronów odrzutowych. Te maszyny poruszają się ze znacznie większą prędkością i na wyższym pułapie, co utrudnia ich strącanie.

Reklama
Reklama

Generał Gromadziński, odnosząc się do sytuacji na Ukrainie, twierdzi, że obecnie Polakom potrzeba edukacji dot. zachowania podczas zagrożenia.

– Gmina wiejska, gdzie często podnoszą się alarmy, nie jest celem ataku wroga. Może tam przypadkowo spaść rakieta, ale to nie jest jego główny cel. Nie podchodźmy do tego tak, że gmina wiejska czy miasto mają być teraz obłożone bunkrami czy schronami. Obecnie ważniejsza jest edukacja: ludzie muszą wiedzieć, gdzie mają się schować – stwierdził gen. Gromadziński.

Zaznacza też, że nawet pomimo braku schronu na terenie gminy mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie. – Nie wpadajmy w szaleństwo. Schron to jest bardzo skomplikowana inwestycja i bardzo skomplikowany obiekt. Ma też wiele wymagań. Ale miejsca doraźnego schronienia są wszędzie, to m.in. piwnice. Jest gdzie się ukryć doraźnie – uspokaja wojskowy.

O komentarz na temat zjawiska związanego z blokowaniem przez mieszkańców alertów RCB zapytaliśmy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, które nadzoruje system. Gdy otrzymamy odpowiedź od resortu, opublikujemy ją w tym artykule. 

Reklama
Reklama