Reklama
Reklama

Reklama

„Polska przespała Mercosur”. Były minister rolnictwa alarmuje

Reklama
TYLKO NA

– To wszystko robione jest zbyt późno i wyłącznie na potrzeby polskiej polityki. To próba udowodnienia, że PSL zajmuje się sprawami rolnictwa – mówi Zero.pl były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, komentując decyzję rządu o zaskarżeniu umowy Mercosur do TSUE.

Krzysztof Ardanowski
Jan Krzysztof Ardanowski. (fot. Marcin Obara / PAP)
  • Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski uważa, że rząd zbyt późno podjął działania przeciwko umowie UE-Mercosur i wcześniej nie zrobił nic, by stworzyć w UE mniejszość blokującą porozumienie.
  • Polityk ostrzega, że umowa może poważnie uderzyć w polskie rolnictwo, szczególnie w sektor zbóż, cukru, drobiu i wołowiny, a także zwiększyć napływ żywności produkowanej według niższych standardów niż w UE.
  • Zdaniem Ardanowskiego obecna skarga do TSUE ma przede wszystkim charakter polityczny i propagandowy, a nie realnie blokujący umowę.

Reklama

Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości UE umowę handlową UE-Mercosur i domaga się wstrzymania jej tymczasowego obowiązywania. Rząd kwestionuje sposób wdrożenia porozumienia przez Komisję Europejską i argumentuje, że umowa może zagrozić konkurencyjności europejskiego, w tym polskiego rolnictwa.

Największe obawy dotyczą napływu tańszej żywności z Ameryki Południowej, zwłaszcza wołowiny i drobiu, a także różnic w standardach produkcji, m.in. stosowania pestycydów i hormonów wzrostu zakazanych w UE.

Decyzję o zaskarżeniu umowy Mercosur komentuje dla Zero.pl poseł Jan Krzysztof Ardanowski (koło poselskie Demokracja Bezpośrednia), były minister rolnictwa. Ocenia, że działania rządu podjęto zbyt późno.


Reklama

– Jeżeli Polska naprawdę nie chciałaby dopuścić do umowy Mercosur, która – choćby nie wiem, jak ją analizować – jest szkodliwa dla polskiego rolnictwa, to miała na to bardzo dużo czasu – podkreśla.


Reklama

Dodaje, że umowa jest korzystna dla europejskiego przemysłu, głównie niemieckiego, natomiast dla rolnictwa europejskiego i polskiego jest bardzo szkodliwa. Jak wyjaśnia, między innymi dlatego, że te same grupy produktów, na których Polska oparła rozwój swojego rolnictwa – produkcja zbóż, buraków cukrowych, mięsa drobiowego i wołowego – są dokładnie tymi samymi grupami produktów rozwijanymi w Ameryce Południowej.

– Jeżeli więc rząd faktycznie chciałby nie dopuścić do tej umowy, to miał na to bardzo dużo czasu. Finalizacja negocjacji nastąpiła w grudniu 2024 r. Już wcześniej, gdy rząd funkcjonował od roku, można było próbować zablokować to porozumienie. Nie podjęto jednak żadnych działań – podkreślam: żadnych – by stworzyć mniejszość blokującą – komentuje przewodniczący działającej przy prezydencie RP Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.


Reklama

Parlamentarzysta zwraca uwagę, że było to realne, choć każdy kraj europejski ma trochę inne interesy związane z żywnością. Mówi, że są przecież państwa, które mają niedobory żywności, takie jak np. Włochy, dla których sytuacja wygląda więc inaczej – oni muszą tę żywność skądś kupować.


Reklama

– Gdyby kraje europejskie, w tym Polska, zaoferowały stabilne dostawy żywności, być może nie musieliby szukać ich w Ameryce Południowej. Z drugiej strony Włochy liczą również na korzyści dla własnego przemysłu: samochodowego, maszynowego i wielu innych sektorów. Każdy kraj ma więc trochę inny interes – podkreśla.

Ardanowski: Można było zrobić więcej

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że Polska jest dużym producentem żywności w Europie i krajem nadwyżkowym, bo musimy eksportować około 40 proc. naszej produkcji żywności.

– Dlatego Mercosur jest dla nas absolutnym zagrożeniem – żywność napływająca na rynek europejski będzie obniżała ceny i wypierała produkty europejskie. Jednocześnie coraz częściej dowiadujemy się o negatywnych składnikach tej żywności: pozostałościach pestycydów, hormonach wzrostu, stymulatorach czy antybiotykach. Właściwie nie ma tygodnia, by nie pojawiały się informacje o tym, co trafia do Europy – mówi.


Reklama

Zaznacza, że można było do tej pory zrobić znacznie więcej. Według Ardanowskiego nie było żadnej ofensywy dyplomatycznej: żadnych not dyplomatycznych, uruchamiania ambasadorów, wysyłania ministrów po Europie, rozmów z odpowiednikami w innych państwach.


Reklama

– Premier Tusk nie organizował spotkań z szefami państw i rządów. Nic takiego nie miało miejsca. Można więc z absolutną pewnością powiedzieć, że Polska nie kiwnęła palcem, żeby zbudować mniejszość blokującą – komentuje.

– Jednocześnie na potrzeby polityki wewnętrznej cały czas powtarzano: „nie podoba nam się umowa Mercosur”, „nie chcemy jej”, „to zagrożenie”. Przede wszystkim robił to PSL. Ale żadnych skarg wtedy nie składano – wskazuje.

Przypomina argumenty płynące od przedstawicieli rządu, że skargi składać nie trzeba, bo zrobił to Parlament Europejski. – Tylko że Parlament Europejski nie złożył żadnej skargi. Złożył jedynie wniosek o opinię prawną dotyczącą zgodności procedowania z traktatami unijnymi – mówi.


Reklama

– Nie było więc żadnej skargi, choć przez wiele miesięcy PSL przedstawiał to jako swój sukces i efekt ciężkiej pracy europosłów, zwłaszcza Krzysztofa Hetmana. Tymczasem był to jedynie wniosek o opinię. Procedury wyglądają tak, że Trybunał Sprawiedliwości zajmie się tym prawdopodobnie za około 20 miesięcy, bo statystycznie takie sprawy trwają od półtora roku do dwóch lat. A umowa już weszła w życie – dodaje.


Reklama

Według Ardanowskiego, gdyby Polska naprawdę chciała zablokować umowę, skargę należało złożyć natychmiast po podpisaniu umowy, której formalne podpisanie nastąpiło na początku stycznia br.

– Dlatego obecne działania PSL odbieram inaczej. Pytanie brzmi: czy ta skarga rzeczywiście pokazuje szkodliwość umowy dla polskiego rolnictwa i gospodarki, czy dotyczy jedynie proceduralnych wątpliwości – sposobu podziału umowy i trybu jej procedowania? – zastanawia się.

Na koniec dodaje, że – w jego ocenie – ma to przede wszystkim wymiar propagandowy. – PSL, któremu – mówiąc wprost – pali się grunt pod nogami na wsi, próbuje odgrywać rolę obrońcy polskiej wsi i pokazywać: „dotrzymaliśmy słowa, złożyliśmy skargę jako jedyny kraj w Europie”. Tyle że moim zdaniem jest to działanie wyłącznie wizerunkowe – stworzone po to, by sprawiać wrażenie działania, podczas gdy realnie niewiele w tej sprawie zrobiono – kwituje.


Reklama