Raport Fundacji Panoptykon wykazuje, że po 2,5 roku od wyborów parlamentarnych nie doszło ani do rozliczenia afery Pegasusa, ani do realnej reformy kontroli operacyjnej. Wnioski płynące z raportu skomentowali dla Zero.pl europoseł PiS Maciej Wąsik oraz poseł Centrum Sławomir Ćwik, przedstawiając skrajnie odmienne oceny sytuacji i działania komisji śledczej.

- Raport Fundacji Panoptykon wskazuje, że mimo upływu 2,5 roku od wyborów parlamentarnych koalicji rządzącej nie udało się ani zakończyć rozliczeń afery Pegasusa, ani wprowadzić spójnych zasad kontroli operacyjnej.
- Spór wokół inwigilacji pozostaje politycznie spolaryzowany – od pełnej obrony działań służb przez Macieja Wąsika po krytykę niewystarczających zabezpieczeń systemowych, którą podnosi Sławomir Ćwik.
- W efekcie, jak wynika z raportu, kluczowe problemy dotyczące nadzoru nad służbami i użycia oprogramowania szpiegującego wciąż pozostają nierozwiązane.
Z raportu Fundacji Panoptykon – o którym poinformował portal Zero.pl – wynika, że mimo głośnych obietnic przedstawicieli obecnej koalicji rządowej, do tej pory nie doszło ani do skutecznego rozliczenia afery Pegasusa, ani do realnej reformy systemu kontroli operacyjnej w Polsce.
Jak wskazują autorzy, zmiany po 2023 r. ograniczyły się głównie do wymiany osób na kluczowych stanowiskach w służbach, bez wprowadzenia głębokich zmian systemowych. „Zmieniły się jedynie realia personalne. Po 2023 r. na czele wszystkich służb specjalnych stanęły nowe osoby” – podkreśla Fundacja.
W ocenie Panoptykonu rząd nie stworzył także nowych zasad dotyczących użycia oprogramowania szpiegującego, a „politycy nie zrealizowali zapowiedzi wprowadzenia kontroli nad działaniami służb”, przez co ramy prawne pozostały w praktyce niezmienione.
Ochrona kontrwywiadowcza to mit. Byli szefowie polskich służb bez wsparcia ze strony państwa
Jednym z istotnych wniosków raportu jest krytyka obecnego systemu kontroli operacyjnej. Jak wskazuje Wojciech Klicki, „dzisiejsze zasady stosowania podsłuchów są wolnoamerykanką”, a sądowa kontrola wniosków o inwigilację ma w praktyce ograniczoną skuteczność.
Raport zwraca też uwagę na niewydolność sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa, która mimo ponad dwóch lat pracy nie opublikowała końcowego raportu i była wielokrotnie krytykowana za opóźnienia oraz polityczne spory.
Eksperci podkreślają również, że obecne prawo nie nadąża za technologią spyware, które pozwala na pełne przejęcie telefonu i dostęp do prywatnych danych użytkowników, co – jak wskazywał wcześniej Europejski Trybunał Praw Człowieka – może naruszać prawa obywateli.
Maciej Wąsik: Nie ma czego rozliczać
Wnioski płynące z raportu skomentowali w rozmowie z Zero.pl poseł Centrum Sławomir Ćwik, zasiadający w sejmowej komisji ds. Pegasusa oraz europoseł PiS Maciej Wąsik, były zastępca ministra koordynatora służb specjalnych.
Maciej Wąsik ocenia, że nie można rozliczyć czegoś, czego nie ma. – Nie można rozliczyć afer, których nie było, bo służby specjalne pod władzą ministra Mariusza Kamińskiego działały zgodnie z prawem. Wszędzie były odpowiednie, uzasadnione wnioski do sądu. Była podstawa prawna, która mówi o możliwości kontroli urządzenia końcowego. Wszędzie były zgody sądów tam, gdzie prowadzono kontrolę operacyjną – mówi europoseł.
Według Wąsika dzieje się tak, bo żadnych nieprawidłowości po prostu nie odnaleziono. – A tam, gdzie stosowano kontrolę operacyjną, także za pomocą systemu Pegasus, były ku temu odpowiednie przesłanki. I dlatego nie można tego rozliczyć. I dlatego te prace sejmowej komisji zakończyły się de facto fiaskiem – podkreśla.
W jego przekonaniu wszystko, co wypracowała ta komisja, to są „naciągane rzeczy”. – Są jakieś zawiadomienia do prokuratury dotyczące szefów służb. To są absurdy, które nie mogą ostać się przed normalnym wymiarem sprawiedliwości. I to są tylko i wyłącznie igrzyska – ocenia przedstawiciel PiS.
Pytany, czy zapowiadana reforma nadzoru nad kontrolą operacyjną jest potrzebna, Wąsik odpowiada, że istnieją odpowiednie mechanizmy kontrolne. – Jest kontrola sądu nad kontrolą operacyjną. Jest kontrola prokuratora generalnego nad kontrolą operacyjną. I widać, że rządzący uznali, że nie ma sensu tego zmieniać – i słusznie. Oczywiście można myśleć nad jakimiś elementami reformy, tylko że nie w kontekście doświadczeń z Pegasusem czy komisją – mówi nam europoseł.
Zaznacza, że każdy normalny kraj, każda służba, która ma w zadaniu dbanie o bezpieczeństwo państwa – czy kontrwywiadowcze, czy antyterrorystyczne, czy antykorupcyjne – musi mieć stosowne narzędzia. – Takim narzędziem był system Pegasus. Już dzisiaj doskonale wiemy, że ogromna większość służb europejskich dysponuje takimi narzędziami – dodaje.
– A w wyniku działalności komisji Pegasusa, według mnie – oczywiście takiej wiedzy do końca nie mam, ale jestem gotów pójść o zakład – polskie służby nie mają takich narzędzi, co sprzyja rozwojowi przestępczości i co fatalnie wpływa na ściganie tej przestępczości – stwierdza.
Odnosząc się do zarzutów Panoptykonu o braku rzeczywistej kontroli nad kontrolą operacyjną mówi, że problemów nie ma po stronie służb, tylko po stronie sądów. – Wniosek o kontrolę operacyjną to nie jest jedna strona A4. Dzisiaj to jest naprawdę duże opracowanie analityczne, które daje sądowi wgląd w całość sprawy, w całość zgromadzonego materiału i które ma dać sądowi pogląd na to, czy decyzja powinna być pozytywna czy negatywna – wskazuje.
Zapytaliśmy też Wąsika o ocenę projektu, który szykowała nie tak dawno koalicja rządząca: jednym z założeń było informowanie osoby, wobec której nie sformułowano zarzutów, a wobec której prowadzona była kontrola operacyjna, o fakcie jej prowadzenia. – A po co to robić? To, że zakończono kontrolę operacyjną, nie znaczy, że dana osoba nie porusza się w jakimś środowisku związanym z przestępczością. Raczej uprawdopodobnia to, że taką kontrolę prowadzono. To, że nie zdobyto dowodów przestępstw, nie znaczy, że tego przestępstwa nie było. I według mnie takie rozwiązanie szkodziłoby ściganiu przestępstw – podsumowuje Wąsik.
Ćwik: Raport to kwestia tygodni
Zupełnie inaczej na podnoszone w raporcie kwestie patrzy Sławomir Ćwik, poseł klubu Centrum, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. – Jeżeli chodzi o ocenę pracy komisji, to ubolewam, że Panoptykon nie poczekał na raport końcowy, z którym by się zapoznał i do którego mógłby się odnieść. Myślę, że raport wkrótce będzie udostępniony, to kwestia tygodni – zapewnia.
Dodaje, że jeśli chodzi o jasne zasady korzystania z programów do inwigilacji, to polskie prawo dosyć konkretnie je określa. – Jeżeli ktoś łamie prawo w celu korzystania z takiego oprogramowania niezgodnie z przepisami, to właśnie dlatego są potrzebne prace komisji, rozliczenia i składanie zawiadomień do prokuratury, co również komisja robiła. Te postępowania były także prowadzone z urzędu – dodaje.
Ćwik zaznacza, że podstawową kwestią jest to, aby korzystać z narzędzi, które nie naruszają bezpieczeństwa państwa i które podlegają procesowi akredytacji, co w prawie jest określone. – Co prawda za czasów rządów PiS próbowano stworzyć w tym zakresie lukę, natomiast zasady są jasne – takie narzędzia powinny być akredytowane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W przypadku Pegasusa nie były – to jedna kwestia – mówi.
Reprywatyzował kamienicę „na ducha”. Jest doradcą szefa wojskowego kontrwywiadu
Dodaje, że druga kwestia to uzyskiwanie zgody sądu na stosowanie takich narzędzi. – W przypadku Pegasusa sędziowie nie wiedzieli nawet, że takie narzędzie istnieje i że jest wykorzystywane przez polskie służby, a więc wyrażając zgodę na kontrolę operacyjną, nie mieli świadomości, że będzie ona realizowana z użyciem tak zaawansowanego systemu ingerującego w urządzenia końcowe. To również zostało potwierdzone w pracach komisji – komentuje nasz rozmówca.
Zgadza się z Panoptykonem w jednej, istotnej kwestii. – Powinniśmy pomyśleć o rozwiązaniach na przyszłość, które dokładnie określałyby zasady uzyskiwania zgody na kontrolę operacyjną. Dziś bywa to – niestety – w praktyce fikcyjne, co także podkreślaliśmy w pracach komisji – mówi.
Dopytywany, co kryje się za sformułowaniem „pomyśleć na przyszłość” Ćwik odpowiada: – Chcieliśmy zakończyć prace komisji dużo szybciej i rzeczywiście zakończylibyśmy je wcześniej, gdyby nie obstrukcja ze strony polityków i osób związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Obserwowaliśmy sytuacje, w których mimo wezwań i wyznaczania terminów osoby te się nie stawiały, co wymagało wniosków o ukaranie i doprowadzenia. To wydłużyło postępowanie.
Podnosi, że duża część działań nie leży już w gestii komisji, tylko prokuratury, bo komisja składała już zawiadomienia m.in. na byłego wiceministra Michała Wosia.
„Nie chcemy straszyć, ale...”. Kosiniak-Kamysz o zagrożeniu wojną i widmie powrotu poboru
