Reklama

Wiceminister sprawiedliwości złamał ciszę wyborczą. Minął niemal rok i nawet nie został przesłuchany

Reklama
TYLKO NA

Od 10 miesięcy organy ścigania nie wyjaśniły sprawy naruszenia ciszy wyborczej przez wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchę. – Nie wpłynęło do mnie żadne pismo, nie byłem przesłuchiwany – mówi nam polityk. Adwokat Radosław Płonka jest zdziwiony, że nikt nie zgłosił się do wiceministra, żeby zabezpieczyć jego sprzęt. – To już wygląda na zaniedbanie – uważa ekspert.

Arkadiusz Myrcha
Toruń, 22.08.2025. Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha podczas konferencji prasowej w siedzibie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego w Toruniu, 22 bm. Konferencja tow. podpisaniu umowy o dofinansowanie dwóch projektów kolejowych w woj. kujawsko-pomorskim: prac na odcinku Maksymilianowo - Kościerzyna oraz modernizacji linii kolejowej nr 353 na odcinku Toruń Główny - Toruń Wschodni wraz z infrastrukturą dworcową oraz budową nowych przystanków kolejowych. (jm) PAP/Tytus Żmijewski (fot. Tytus Żmijewski / PAP)
  • Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha złamał ciszę wyborczą, publikując na Facebooku grafikę z wezwaniem do głosowania. Później przeprosił, tłumacząc się „technicznym błędem”.
  • Minął niemal rok od pierwszej tury wyborów, a organy ścigania nadal nie wyjaśniły sprawy – wiceminister Myrcha nawet nie został przesłuchany.
  • Policja zapewnia: „czynności nadal trwają”, ale Arkadiusz Myrcha mówi wprost: „nie wpłynęło do mnie żadne pismo, nie byłem przesłuchiwany”.
  • Adwokat Radosław Płonka ostrzega: „brak zabezpieczenia sprzętu i dostępu do profilu wygląda na zaniedbanie organów ścigania”.

Reklama

W sobotę 17 maja na profilu Arkadiusza Myrchy na Facebooku pojawiła się grafika zachęcająca do głosowania na Rafała Trzaskowskiego. „W niedzielę głosujemy!” – mogli przeczytać obserwujący wiceministra sprawiedliwości.

Po zamieszaniu i zwróceniu uwagi, że wpis umieszczono już podczas ciszy wyborczej, polityk Koalicji Obywatelskiej przeprosił, tłumacząc się technicznym błędem. Wspomniał też o długim czasie ładowania grafiki, która miała ukazać się w piątek przed północą, czyli przed rozpoczęciem ciszy wyborczej.


Reklama

Naruszenie ciszy wyborczej – kara do 5 tys. zł

Liczę, że wyciągnięte będą surowe konsekwencje. To kpina, że ktoś taki odpowiada za wymiar sprawiedliwości – grzmiał wówczas Dariusz Matecki. Poseł Prawa i Sprawiedliwości nie poprzestał na oburzeniu w mediach społecznościowych i złożył w prokuraturze stosowne zawiadomienie. Zgodnie z Kodeksem wyborczym grzywna za złamanie ciszy wyborczej może wynosić od 20 zł do nawet 5 tys. zł, w zależności od stopnia naruszenia. Minął rok i w sprawie wiceministra niewiele się wydarzyło.

„W odpowiedzi na Pana pytanie informuję, że czynności podjęte przez policjantów na polecenie Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo w sprawie, o której Pan pisze, nadal trwają. Prowadzone są pod kątem wykroczenia z art. 498 Kodeksu wyborczego” – informuje nas zachodniopomorska policja.

Jej rzecznik precyzuje: – Skierowane zostało pismo do biura poselskiego Arkadiusza Myrchy w celu ustalenia, kto jest odpowiedzialny za media społecznościowe. Policjanci prowadzą czynności mające na celu ustalenie osoby zamieszczającej treści na profilu „Arkadiusz Myrcha” – mówi nam podkomisarz Piotr Jaworski.

Myrcha: jestem do dyspozycji organów ścigania 

Tymczasem wiceminister sprawiedliwości nic nie wie o podjętej przez służby próbie kontaktu. – Nie wpłynęło do mnie żadne pismo, nie byłem przesłuchiwany. Zadeklarowałem, że w razie czego jestem do dyspozycji organów ścigania, ale do tej pory nie było żadnego kontaktu. Nie wiem, jak dokładnie wygląda procedura postępowania w tej sprawie – wyjaśnia nam wiceminister.

Co ciekawe, z naszych informacji wynika, że policji udało się przesłuchać Dariusza Mateckiego, który zawiadomił organy ścigania. Oburzony opieszałością służb jest Michał Woś z PiS. – To na pewno ma związek z tym, że chodzi o wiceministra. Działania nadzorują przecież jego koledzy z rządu. W państwie Donalda Tuska postępowania są prowadzone sprawnie, kiedy dotyczą przeciwników politycznych władzy, kiedy dotyczą ich samych, mamy niezrozumiałą opieszałość – mówi Michał Woś w rozmowie z Zero.pl.

Zdecydowanie więcej zrozumienia ma Anna-Maria Żukowska (Lewica), wiceprzewodnicząca sejmowej komisji sprawiedliwości. – Jak rozumiem, postępowanie zostało wszczęte i to dobrze, bo takie sprawy dotyczące naruszania ciszy wyborczej powinny być wyjaśniane. Nie wiem, czy to pomyłka, która w takiej sytuacji (zaplanowania opublikowania wpisu na później, a nie w czasie rzeczywistym) jest oczywiście możliwa. Mam nadzieję, że minister Myrcha nie miał złych intencji. Mam kilka spraw sądowych i czasem nawet przez dwa, trzy lata nie ma wyznaczonego terminu pierwszej rozprawy. Przewlekłość postępowań to moim zdaniem największa bolączka polskiego wymiaru sprawiedliwości – mówi nam przewodnicząca klubu Lewicy.

Trzeba byłoby powołać biegłych

Zszokowany sprawą nie jest też mecenas Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga Sokolnicki. Jego zdaniem to po prostu przykry standard prowadzenia postępowań. – Mówimy o wykroczeniu. Policja zaaferowana jest sprawami większego kalibru, dlatego ta procedowana jest wolno, a w zasadzie pewnie leży gdzieś w teczce i czeka na swoją kolej. Trzeba pewnie byłoby powołać biegłych, na taką opinię czeka się wiele miesięcy, a to oznacza, że mamy do czynienia z jedynie pozornie prostym tematem – mówi adwokat.

Ekspert ma jednak pewne zastrzeżenia. – Czym innym jest jednak zabezpieczenie dowodów, czyli komputera wraz z oprogramowaniem i dostępem do serwisu społecznościowego. Brak takich działań wygląda na niedociągnięcie organów ścigania – dodaje Radosław Płonka i podkreśla, że wyjaśnienie całej sprawy powinno być przede wszystkim w interesie Arkadiusza Myrchy.


Reklama