Mimo zapewnień Donalda Trumpa o gotowości do „wojny na zawsze” w Białym Domu rośnie napięcie. Strategowie ostrzegają przed polityczną katastrofą, a administracja wysyła sprzeczne komunikaty dotyczące przyczyn ataku na Iran. Podczas gdy prezydent przypisuje sobie sprawstwo działań Izraela, sondaże są nieubłagane: większość Amerykanów nie chce kolejnego konfliktu na Bliskim Wschodzie.

- Aż 59 proc. Amerykanów sprzeciwia się interwencji zbrojnej, co budzi popłoch wśród strategów Partii Republikańskiej przed wyborami uzupełniającymi.
- Administracja Trumpa podaje sprzeczne powody ataku – od „przeczucia opartego na faktach” po próbę wymuszenia zmiany przywództwa w Teheranie.
- Konflikt zdestabilizował rynek ropy naftowej i zmusił USA do przeprowadzenia ewakuacji obywateli z regionu Bliskiego Wschodu.
Pomimo zapewnień prezydenta USA Donalda Trumpa o gotowości do prowadzenia wojny z Iranem „na zawsze”, w jego otoczeniu pojawiły się nerwowe ruchy.
Śledź naszą relację LIVE z Bliskiego Wschodu!
Atak na Iran wzbudził obawy o konsekwencje wciągnięcia Stanów Zjednoczonych w przedłużającą się wojnę bez jasnego planu jej zakończenia i przy niewielkim poparciu opinii publicznej.
– To ryzyko polityczne (...) Miejmy nadzieję, że nic złego się nie wydarzy. Bo jeśli tak się stanie, to będzie problem – powiedział CNN jeden z doradców prezydenta.
Stany Zjednoczone przedstawiły pierwsze ataki jako sukces, wymieniając śmierć Najwyższego Przywódcy Iranu Alego Chameneiego. Opinia publiczna nie popiera jednak interwencji – w sondażu 59 proc. wypowiedziało się przeciwko niej.
– Nikt nie uważa, że ta wojna cieszy się popularnością – powiedział CNN Matthew Bartlett, strateg Partii Republikańskiej i były urzędnik Departamentu Stanu Trumpa.
Wojna o sztuczną inteligencję w obozie Trumpa. MAGA pęka na pół
– W najlepszym razie odwraca to uwagę od priorytetów gospodarki. W najgorszym jednak może to być katastrofa polityczna, katastrofa dla pokoleń w Iranie i dla Partii Republikańskiej – dodał.
Chaos w komunikatach administracji Trumpa
Administracja Donalda Trumpa w komunikacji z mediami przekazywała chaotyczne, czasem sprzeczne, komunikaty dotyczące sytuacji na Bliskim Wschodzie, zagrożenia, jakie Iran stanowił dla USA, posiadania broni jądrowej przez reżim czy też posiadania jedynie broni balistycznej.
Sekretarz stanu Marco Rubio w poniedziałek zasugerował, że USA dołączyły do konfliktu po tym, jak Izrael podjął decyzję o ataku na Iran.
– Jeśli już, to ja mogłem zmusić Izrael do działania – skomentował Donald Trump we wtorek, co spowodowało, że Marco Rubio wycofał się ze swoich słów i zgodził się z prezydentem.
W środę Karoline Leavitt, sekretarz prasowa Białego Domu, powiedziała, że decyzja o ataku została podjęta z powodu „przeczucia opartego na faktach”, że Iran przygotowuje się do ataku na USA.
Wybory w USA
Prowadzona na Bliskim Wschodzie kampania wpływa na kampanię w wyborach uzupełniających w Stanach Zjednoczonych i podważa strategię republikanów, którzy przedstawiają się jako środowisko koncentrujące się na sprawach gospodarczych.
– Chodzi przede wszystkim o zarządzanie oczekiwaniami – skomentował dla CNN urzędnik z Partii Republikańskiej. Dodał, że nowe i stabilne przywództwo w Iranie byłoby przez amerykańską administrację przyjęte z zadowoleniem.
Konflikt na Bliskim Wschodzie wprowadził zamieszanie na rynkach ropy naftowej, zagrażając szlakom transportowym oraz zmuszając USA do udzielenie pomocy tysiącom Amerykanom uwięzionym na Bliskim Wschodzie.
– Wszystko wydarzyło się bardzo szybko – skomentował Donald Trump we wtorek.
Doradcy prezydenta mają nadzieję na szybkie zakończenie konfliktu, przypominając wariant wenezuelski, w którym błyskawicznie wyeliminowano przywódcę reżimu.
– Dla zwykłych ludzi liczy się to, gdzie będziemy za trzy, cztery miesiące – podsumował doradca Trumpa.