Czyli internetowe żarty o tym, że Iranem po śmierci Chameneiego rządzi trzech agentów Mossadu – ale tak dobrze zakamuflowanych, że dalej grają swoją rolę – to był element presji psychologicznej?
Która, dodajmy, nie jest niczym nowym. Podczas wcześniejszych protestów w Iranie, kiedy zamieszki były brutalnie tłumione, z kont powiązanych z Mossadem pojawiały się komunikaty w rodzaju: "Jesteśmy z wami na miejscu, możecie liczyć na pomoc". To nie są spontaniczne żarty, tylko element planowanych operacji, prób oddziaływania na warstwę informacyjną i kognitywną. Są to skomplikowane, zaplanowane operacje wspomagające główne cele.
Dowodem, że to działania zaplanowane z wyprzedzeniem, było zhakowanie jednej z aplikacji modlitewnych, których używają irańscy żołnierze. Kontrolę nad nią przejęto dużo wcześniej, a w odpowiednim momencie były z niej wysyłane komunikaty. Nie ma wątpliwości, że aplikacja została przejęta właśnie po to, by wykorzystać ją operacyjnie. Takich operacji było z pewnością o wiele więcej, widzimy tylko wycinek.
Jaką rolę odgrywał w tej operacji Mossad?
Stawiałbym, że większą rolę niż Mossad odgrywa Aman, czyli izraelski wywiad wojskowy wchodzący w skład Sztabu Generalnego. To służba o innej kulturze organizacyjnej i wizerunkowej – Mossad od dawna chętnie podtrzymuje legendę służby brutalnej i skutecznej, która przed niczym się nie cofnie, by bronić interesów Izraela. Powstają o tym książki i filmy, tworzące wręcz pewną politykę historyczną. Aman działa ciszej, choć jest większy i odpowiada za procesy targetingowe, czyli za opracowanie celów, a także szersze analizy systemowe, odpowiadające na pytanie, jak zniszczyć całe państwo i jego zdolności, a nie tylko konkretny bunkier. Rezultaty są następnie przekładane na realizację operacyjną. Zresztą służby te mają długą historię konfliktów między sobą, czasem bardzo ostrych.
Obie służby mają wpływ nie tylko na działania operacyjne na terytorium Iranu, lecz także na kształtowanie postrzegania tego kraju i izraelską politykę wobec niego. Warto pamiętać, że to one od dziesięcioleci już przekazywały zarówno władzom Izraela, jak i sojusznikom informacje o tym, jak blisko Iran jest pozyskania broni nuklearnej.
Czy kłamali?
Z pewnością wiele z nich miało charakter alarmistyczny, trochę na zasadzie chłopca, który wołał: "wilk!". Jeśli ostrzeżenia powtarzają się wielokrotnie, za którymś razem przestają być traktowane poważnie.
Służby są zaangażowane w operacje przeciwko irańskiemu programowi atomowemu od wielu lat i w wielu domenach – warto tu wspomnieć choćby wirus Stuxnet, który został wykryty w 2010 r. Jego celem była irańska infrastruktura nuklearna, przede wszystkim zakłady wzbogacania uranu w Natanz. Złośliwe oprogramowanie atakowało przemysłowe systemy sterowania firmy Siemens, kontrolujące pracę wirówek. Stuxnet zmieniał prędkość ich obrotów w sposób prowadzący do fizycznych uszkodzeń, jednocześnie fałszując odczyty aparatury pomiarowej tak, aby operatorzy nie widzieli, że instalacja pracuje niestabilnie.
Mossad był też odpowiedzialny za serię likwidacji irańskich naukowców, dokonywaną w biały dzień na ulicach Teheranu w sposób znany raczej z filmów akcji. Co więcej, wydaje się, że irański kontrwywiad nie znalazł tych grup, choć był w jednym przypadku bardzo bliski sukcesu.
Rywalizacja służb to wojna intelektu
Jak to wszystko było możliwe? Czy Iran nie ma ochrony kontrwywiadowczej?
Rzeczywiście, Izrael ma w Iranie dużą swobodę operacyjną. W 2018 r. izraelscy agenci weszli do magazynu na przedmieściach Teheranu, gdzie przechowywano archiwa programu Amad, związanego ze wzbogacaniem uranu. Przez kilka godzin otwierali sejfy, a następnie fizycznie wywieźli dokumenty do Izraela. To operacja, która pokazuje skalę penetracji, wiedzy, swobody, zdolności i jednocześnie starą prawdę: autorytarny charakter państwa nie przekłada się automatycznie na skuteczność kontrwywiadowczą. Można mieć bardzo represyjny system i przegrywać na froncie wywiadowczym.
Mentalność oparta na przemocy jest wtórna wobec rywalizacji służb specjalnych, która jest przede wszystkim rywalizacją intelektu. Jeśli państwo myśli kategoriami prokuratorsko-policyjnymi, czyli kontrolą społeczeństwa, represją, siłą, to przeciwnik może je penetrować metodami, którym taka kontrola nie jest w stanie przeciwdziałać.
Dobrym przykładem była III Rzesza, która w obszarze wywiadowczym była regularnie ogrywana przez Amerykanów, Brytyjczyków i Sowietów, a także Polaków. Z kolei sukcesy sowieckich służb w rywalizacji z Zachodem nie wynikały z brutalności wobec własnego społeczeństwa, tylko z jakości pracy operacyjnej, pewnej specyficznej mentalności kontrwywiadowczej przyjętej na poziomie najwyższych władz.
Sowiecki reżim kojarzy się jednak z brutalnością.
Ale już siła sowieckich służb specjalnych wobec służb zachodnich nie wynikała z brutalności. Ich największe sukcesy kontrwywiadowcze nie opierały się na terrorze ani przemocy. Owszem, represje były fundamentem kontroli społeczeństwa, ale rywalizacja z zachodnimi wywiadami wyglądała inaczej – w tej sferze decydowały kompetencje operacyjne, prowokacje, kombinacje, analityka, praca agenturalna. I przez znaczną część zimnej wojny to właśnie Sowieci osiągali w tym obszarze przewagę.
Zasadnicza teza jest prosta: brutalność służb nie przekłada się automatycznie na skuteczność w zwalczaniu obcych wywiadów. Przemoc jest narzędziem kontroli wewnętrznej, tłumienia opozycji czy walki z przestępczością zorganizowaną. Natomiast w starciu z profesjonalnymi służbami innych państw decydują zupełnie inne kompetencje. Tu znów można posłużyć się przykładem Iranu.
To znaczy?
Izrael wielokrotnie udowadniał, że potrafi dotrzeć nawet do osób znajdujących się w ścisłym kręgu władzy i objętych najwyższą ochroną. Dobrym przykładem jest likwidacja Kasema Solejmaniego, jednego z najważniejszych dowódców wojskowych Iranu.
Solejmani zginął w styczniu 2020 r., opuszczając lotnisko w Bagdadzie. Padł ofiarą amerykańskiego drona. Co istotne, oficjalnie nie figurował na liście pasażerów lotu, którym podróżował. Mimo to Amerykanie i Izraelczycy wiedzieli dokładnie, kiedy i gdzie się pojawi. To nie była kwestia przypadku ani technologii śledzącej z powietrza. Taka precyzja oznaczała dostęp do bardzo bliskich źródeł informacji, czyli ludzi znajdujących się w otoczeniu celu albo mających wgląd w poufne dane o jego przemieszczaniu się, zwyczajach, sposobie myślenia. W praktyce oznacza to głęboką infiltrację struktur przeciwnika. I właśnie to, bardziej niż sam spektakularny atak, pokazuje skalę przewagi wywiadowczej.
To samo obserwowaliśmy, kiedy seryjnie likwidowano dowódców Hezbollahu czy też we wrześniu 2024 r., kiedy w głośnym ataku z użyciem pagerów wyeliminowano wielu członków tej organizacji terrorystycznej. Takie operacje wymagają naprawdę wiele pracy, czasu, talentu, zdolności i odwagi operacyjnej.
Podobnie teraz: Izrael wykazał się szczegółową wiedzą o otoczeniu najwyższego przywódcy Alego Chameneiego.
To pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, Izrael i USA są w stanie pozyskiwać bardzo głębokie informacje z wielu źródeł jednocześnie. Po drugie, potrafią przekuwać je w działania operacyjne. Przejście pomiędzy „wiedzą” a jej realną operacjonalizacją na rzecz realizacji interesu narodowego jest kluczowym elementem.
To klasyczna koncepcja "all source intelligence". Źródła osobowe, techniczne, sygnałowe i inne domeny wywiadowcze są komplementarne. To fałszywa alternatywa, że trzeba wybierać między wywiadem technologicznym a osobowym. Skuteczność wynika z ich połączenia. Technologia nie wypiera wywiadu osobowego, a w poważnych państwach go wspiera. Podobnie działa to w drugą stronę.

Dym unosi się nad centrum Teheranu po izraelskim ataku na Iran. (fot. ABEDIN TAHERKENAREH / PAP/EPA)
Co jest celem – zmiana władzy czy program atomowy?
Czy Iran odnosił sukcesy kontrwywiadowcze?
Tak, ale największe w zeszłej dekadzie na kierunku amerykańskim. Częściowo wynikało to z błędów CIA i ze współpracy irańsko-chińskiej. Iran zdobył informacje o metodzie łącznikowania używanej przez Amerykanów, podzielił się nimi z Chińczykami, a okazało się, że ta sama metoda była stosowana w relacjach z nimi. To doprowadziło do wykrycia kilkudziesięciu agentów amerykańskich. Trudno opisać, jak duże są to straty w kontekście wywiadu osobowego.
Iran regularnie rozbija siatki agentów Mossadu, zdarzają się egzekucje. Ale to nie zmienia ogólnego obrazu. Moim zdaniem Izrael i USA mają przewagę wywiadowczą nad Iranem i wieloma państwami regionu, a głównym powodem jest przewaga technologiczna i ciągła presja na osiągnięcie trudnych celów. To jednak nie musi się przekładać na przewagę militarną czy polityczną. W latach 80. służby sowieckie miały ogromne sukcesy wywiadowcze, a nie przełożyło się to na ostateczny wynik rywalizacji systemowej.
Czy celem jest zmiana władzy w Teheranie?
Nie jestem przekonany. To może być długofalowe marzenie części decydentów, ale obecne działania mają raczej charakter taktyczny. Chodzi o niszczenie infrastruktury, zasobów i osób odpowiedzialnych za programy zagrażające Izraelowi.
Za jakiś czas może dojść do kolejnej operacji przeciwko infrastrukturze. To strategia permanentnego ograniczania zdolności, a nie jednorazowego obalenia reżimu. Nie sądzę, by amerykańscy stratedzy wierzyli, że naloty same w sobie zmienią władzę w Iranie. Zwłaszcza że USA nie wydają się skłonne do głębokiego zaangażowania lądowego w regionie.
A jak w tym kontekście interpretować aktywność Rezy Pahlawiego?
To przede wszystkim sygnalizacja strategiczna. Irańskie społeczeństwo w dużej mierze nie utożsamia się z reżimem. Pahlawi może próbować pozycjonować się jako potencjalny przywódca na wypadek destabilizacji. To polityczne budowanie kapitału na przyszłość i zostawianie „otwartej furtki”.
Co jest dziś najważniejszym wnioskiem?
To nie jest przypadkowa operacja, lecz element długofalowej ofensywy. Izraelskie służby od kilkunastu lat uważają, że Iran należy osłabiać w każdym miejscu, na każdym poziomie i w każdy możliwy sposób. Może się wydawać, że zawsze tak było, ale były elementy służb Izraela, które uważały, że pewien rodzaj dealu jest lepszą alternatywą.
Obecnie dominująca w Izraelu wizja jest kinetyczna: jeśli będziemy regularnie niszczyć infrastrukturę, eliminować kluczowe osoby i sabotować program atomowy, Iran nigdy nie osiągnie zdolności zagrażających istnieniu państwa żydowskiego.
Obejrzyj też materiał Dawida Chęcia na Kanale Zero: