Reklama

Zapasy gazu w Niemczech alarmująco niskie. Wystarczy jeden impuls

Reklama

Gaz jest, ale margines błędu się kurczy. Niemcy oficjalnie mówią o stabilnych dostawach, jednak zapasy są alarmująco niskie. Eksperci ostrzegają: jeden splot wydarzeń może wystarczyć, by rynek znów się zachwiał.

Zamknięta niemiecka gazownia
(fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Magazyny gazu w Niemczech są wypełnione w około 22 proc. To wyraźnie poniżej ustawowego minimum 30 proc. wymaganego do 1 lutego.
  • Po 2022 r. Berlin postawił na LNG i dostawy z Norwegii oraz Holandii. Powstały terminale m.in. w Wilhelmshaven i Brunsbüttel. System jest stabilny, ale bardziej wrażliwy na wstrząsy i skoki cen.
  • Od lipca 2025 r. obowiązuje stan wczesnego ostrzegania w sektorze gazowym.

Reklama

Niemcy mają gaz, ale zapasy niepokoją ekspertów

Choć sytuacja w zakresie dostaw gazu do Niemiec pozostaje oficjalnie bezpieczna, niski poziom zapasów w magazynach staje się coraz poważniejszym problemem w dłuższej perspektywie. Eksperci zwracają uwagę, że system jest dziś znacznie bardziej wrażliwy na czynniki zewnętrzne niż jeszcze kilka lat temu.

– Ogólnie rzecz biorąc, dostawy gazu w Niemczech są obecnie stabilne, ale w porównaniu z poprzednimi latami wykazują większą podatność strukturalną na wstrząsy – podkreśla Serge Nussbaumer, dyrektor ds. rozwiązań publicznych i ekspert rynków surowcowych w Maverix Securities AG, cytowany przez businessinsider.de.

Jednym z kluczowych źródeł ryzyka jest niski stan magazynów gazu. Zdaniem Nussbaumera to właśnie zapasy decydują o odporności systemu w sytuacjach kryzysowych. Gdy poziom napełnienia jest niski, margines bezpieczeństwa szybko się kurczy, szczególnie podczas mroźnej zimy lub w przypadku nieplanowanych przerw w dostawach.


Reklama

Obecnie magazyny w Niemczech są wypełnione w około 22 proc., czyli znacznie poniżej ustawowego minimum. Do 1 lutego wymagany jest poziom co najmniej 30 proc., a w przypadku czterech magazynów w Bawarii – Bierwang, Breitbrunn, Inzenham-West i Wolfersberg – minimum wynosi 40 proc.


Reklama

Niemcy przejechały się też na wodorze

Problem z niskim poziomem gazu nie jest nowy. Niemiecki rząd już miał plan, który miał być remedium na tę bolączkę. Nasi zachodni sąsiedzi chcieli uniezależnić się od paliw kopalnych, w szczególności od konieczności importu ogromnych ilości gazu. Projekt Kernnetz miał również dostarczać zeroemisyjną energię niemieckiemu przemysłowi. Jak pisał na naszych łamach Andrzej Krajewski – ów projekt przy licznych zaletach miał jednak jedną istotną słabość – opierał się na bezkrytycznej wierze, że wodór w przyszłości stanie się tani.

Tymczasem wodór, który ma być dostarczany, będzie skrajnie kosztowny. Z tego powodu rząd kanclerza Merza otwarcie przyznaje, że będzie on jedynie niewielkim uzupełnieniem wodoru pozyskiwanego z gazu ziemnego w procesie reformingu parowego. Kilogram takiego wodoru kosztuje 1,5 euro. Jego produkcja rozwijana jest w trzech dużych wodorowych rafineriach w Dormagen, Leunie i Salzbergen. Długofalowe plany zakładają, że emitowany przez nie CO będzie zatłaczany pod dno Morza Północnego.

Nawet ta skala produkcji okaże się jednak niewystarczająca wobec potrzeb RFN. Były minister przemysłu Robert Habeck podczas konferencji prasowej 24 lipca 2024 r. przyznał z rozbrajającą szczerością: – Rząd niemiecki przewiduje, że krajowe zapotrzebowanie na wodór i jego pochodne wyniesie od 95 do 130 TWh w 2030 r. Z tego około 50 do 70 proc. prawdopodobnie będziemy musieli zaimportować.


Reklama

Robert Habeck, ówczesny niemiecki minister gospodarki, przedstawia plany dotyczące niemieckiej sieci wodorowej.


Reklama

Globalny rynek LNG i presja geopolityczna

Po 2022 r. Niemcy w dużej mierze uniezależniły się od rosyjskiego gazu rurociągowego. Import został przekierowany m.in. na Norwegię i Holandię, a kluczową rolę zaczęło odgrywać LNG. Powstały nowe terminale, m.in. w Wilhelmshaven i Brunsbüttel, co znacząco zwiększyło elastyczność dostaw.

Jednocześnie ta zmiana ma swoją cenę. Rosnąca zależność od globalnego rynku LNG sprawia, że napięcia geopolityczne oraz silny popyt w Azji mogą niemal natychmiast wpływać na ceny w Europie. – Największe ryzyko nie dotyczy dziś fizycznych braków gazu, lecz gwałtownej zmienności cen i jej skutków dla przemysłu, inflacji i polityki pieniężnej – zaznacza Nussbaumer.

Bezpieczeństwo dostaw oficjalnie stabilne, ale ryzyko pozostaje

W ocenie niemieckiego Ministerstwa Gospodarki oraz Federalnej Agencji Sieciowej bezpieczeństwo dostaw pozostaje stabilne. Potwierdza to także Nussbaumer, podkreślając, że dywersyfikacja źródeł po kryzysie energetycznym działa stabilizująco. Zużycie gazu w przemyśle i gospodarstwach domowych spadło, a zdolności importowe LNG znacząco wzrosły.


Reklama

Oznacza to, że scenariusz nagłego, powszechnego niedoboru gazu jest dziś mało prawdopodobny. Problem leży jednak gdzie indziej – w odporności systemu na jednoczesne wystąpienie kilku niekorzystnych czynników.


Reklama

Zakaz rosyjskiego LNG zmieni rynek Europy

Planowany na 2027 r. zakaz importu rosyjskiego LNG do Unii Europejskiej nie powinien być dla Niemiec szokiem porównywalnym z tym z 2022 r. – przekonuje businessinsider.de. Uzależnienie od jednego kierunku dostaw zostało już znacząco ograniczone.

Nie oznacza to jednak braku konsekwencji. Całkowita rezygnacja z rosyjskiego LNG zmieniłaby strukturę europejskiego rynku, zwiększając konkurencję o globalne moce produkcyjne i wzmacniając zależność od takich dostawców jak USA czy Katar. W efekcie rynek stałby się bardziej wrażliwy na wydarzenia geopolityczne i wahania popytu poza Europą.


Reklama

Od lipca 2025 r. w Niemczech obowiązuje stan wczesnego ostrzegania w sektorze gazowym. Jak podaje Federalna Agencja Sieciowa, oznacza to istnienie wiarygodnych przesłanek, że sytuacja w dostawach może się pogorszyć i wymagać uruchomienia kolejnych poziomów kryzysowych.

Na tym etapie wpływ na obywateli jest minimalny, ale w przypadku eskalacji możliwe byłyby nadzwyczajne środki, w tym administracyjne ograniczenia dostaw. – Niski poziom zapasów pozostaje czynnikiem wrażliwym i jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych dla rynku – podsumowuje Nussbaumer.


Reklama