Dariusz Marzec, do grudnia 2025 r. prezes Polskiej Grupy Energetycznej, jest podejrzewany o sfałszowanie podpisu w złożonym powództwie. Sąd, do którego wpłynął pozew, o możliwym przestępstwie powiadomił prokuraturę, a ta wszczęła śledztwo. Marzec nie chce komentować sprawy.

- Były prezes PGE Dariusz Marzec prawdopodobnie sfałszował podpis swojej żony Joanny w pozwie o 150 tys. zł. O takiej możliwości prokuraturę powiadomił Sąd Okręgowy w Warszawie.
- Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów wszczęła śledztwo 3 lutego 2026 r. Za sfałszowanie dokumentu i użycie jako autentyczny grozi do pięciu lat więzienia.
- Dariusz Marzec odmawia komentarza, tłumacząc, że to „jakieś stare sprawy”.
– Sąd uznał, że osoba wskazana jako wnosząca pozew nie podpisała tego pisma, a podpis może pochodzić od innej osoby. W tym zakresie sąd stwierdził, że będzie to przedmiotem ustaleń w postępowaniu karnym – wyjaśnia w rozmowie z portalem Zero.pl Sylwia Urbańska-Tkocz, rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.
Wiele wskazuje, że „inną osobą”, która złożyła podpis, a tym samym mogła popełnić przestępstwo, jest Dariusz Marzec. To menedżer związany z Koalicją Obywatelską. Po przejęciu władzy w 2023 r. przez ekipę Donalda Tuska Marzec objął stanowisko prezesa Polskiej Grupy Energetycznej. Utracił je w grudniu 2025 r. W przeszłości był wiceministrem Skarbu Państwa w rządzie Marka Belki, w latach 2013-2016 wiceprezesem ds. rozwoju w PGE, a od 2019 r. przez pięć lat członkiem zarządu Tramwajów Warszawskich.
Nieustalona osoba udawała Joannę Marzec
W 2021 r. do wydziału gospodarczego warszawskiego sądu okręgowego trafił pozew przeciwko dwóm mężczyznom. Sprawa, jak ustaliliśmy, dotyczyła rozliczenia wynajmu nieruchomości pod biznes prowadzony przez małżeństwo Dariusza i Joanny Marców, który formalnie zarejestrowany był na żonę Marca. Chodziło o zapłatę przez pozwanych 150 tys. zł odszkodowania.
Sąd przyjął powództwo, doręczył pozwanym odpis pozwu i wyznaczył datę rozprawy.
Wtedy jednak do sądu wpłynęło pismo, w którym Joanna Marzec poinformowała, że ani pozew, który w 2021 r. trafił do sądu, ani żadne inne dokumenty, nie zostały przez nią podpisane, choć figuruje na nich jej imię i nazwisko.
Sąd przesłuchał Joannę Marzec i stwierdził, że rzeczywiście pozew i pozostałe materiały nie zostały przez nią własnoręczne podpisane. Z tego powodu sąd zdecydował o umorzeniu postępowania cywilnego.
Portal Zero.pl dotarł do uzasadnienia postanowienia o umorzeniu. Stołeczny sąd jasno wskazuje, że sprawa została zainicjowana przez nieustaloną osobę, która działała jako Joanna Marzec i która udawała, że jest Joanną Marzec.
Co istotne, jak wynika z uzasadnienia, Joanna Marzec chciała, żeby pozew został złożony, nie sądziła jednak, że tak się stało i że na pozwie widnieje jej rzekomy podpis. Nie ustanowiła też nikogo swoim pełnomocnikiem. Jak zauważa sąd, sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby kobieta nie zgłosiła faktu podrobienia podpisu. W ten sposób jednak sama popełniłaby przestępstwo.
Sąd: Trudno zrozumieć motyw
Joanna Marzec zeznała pod przysięgą, że podpis sfałszował jej mąż. I tu sąd podkreśla, że same jej zeznania nie są wystarczające, ale jest to wysoce prawdopodobne, bo to właśnie Dariusz Marzec opłacił pozew.
„Jeżeli rzeczywiście przestępstwo popełniłby mąż Joanny Marzec to trudno zrozumieć motywy jego działania w sytuacji, kiedy mógł działać jako jej pełnomocnik i skoro Joanna Marzec chciała, aby pozew został wniesiony” – zwrócił uwagę sąd.
Sprawa zainicjowana przez kogoś, kto podpisał się za Joannę Marzec, została umorzona 18 listopada 2025 r. Miesiąc później wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie zawiadomił Prokuraturę Rejonową Warszawa-Mokotów o podejrzeniu popełnienia przestępstwa sfałszowania podpisu.
A właściwie „podpisów”. Prokuratura wskazuje bowiem, że poza pozwem fałszywe podpisy znalazły się także w odpowiedziach na wezwanie sądu, kosztorysie inwestorskim i dwóch innych pismach.
Dochodzenie, jak ustalił portal Zero.pl, jest na początkowym etapie.
Dariusz Marzec: Nie mam nic do powiedzenia
Dariusz Marzec w rozmowie z portalem Zero.pl stwierdził, że nic nie wie o zawiadomieniu do prokuratury. Wskazał, że nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, to są – jego zdaniem – jakieś stare sprawy. Menedżer podkreślił, że jest w trakcie „bardzo trudnej sprawy rozwodowej”. Marzec dopytywany, czy złożył pozew podpisany imieniem i nazwiskiem Joanny Marzec, podkreślił raz jeszcze, że nie ma nic do powiedzenia.
Nie to jest jednak tak stara sprawa, jak przedstawia ją były prezes PGE. Prokuratura śledztwo wszczęła niedawno – 3 lutego 2026 r. Nie jest ona też elementem sprawy rozwodowej, bo prokuratury nie powiadomiła Joanna Marzec, a Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego trafiły pozwy ze sfałszowanym podpisem.
Dariusz Marzec z funkcji prezesa PGE został odwołany 8 grudnia 2025 r. W komunikacie nie podano powodów dymisji. Branżowe media wskazywały, że przyczyną może być konflikt z wpływowym prezesem spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna Jackiem Kaczorowskim.
Spytaliśmy PGE, czy w spółce była wiedza o sprawie podpisów i czy może ona stała za odwołaniem Marca. Koncern odpowiedział, że Dariusz Marzec nie pełni żadnej funkcji w strukturach PGE, a spółka nie posiada informacji w zakresie tematów opisanych w zapytaniu. Nie dowiedzieliśmy się także, dlaczego Marzec pożegnał się ze stanowiskiem prezesa.
