Reklama
REKLAMA
Reklama

Podatkowy ekspres gna przez Sejm, firmy pod ścianą. „To nie jest zabawa w piaskownicy”

Reforma podatkowa w ekspresowym tempie ponownie przechodzi przez Sejm
Reforma podatkowa w ekspresowym tempie ponownie przechodzi przez Sejm (fot. Jacek Domiński, East News / Shutterstock / Zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Zmiana progów PIT, wyższy CIT dla największych firm i ograniczenie ryczałtu to kluczowe elementy reformy, którą rząd chce wprowadzić od nowego roku. Problem w tym, że projekt ponownie przechodzi przez parlament, a na jego uchwalenie pozostało niewiele czasu. Firmy nie wiedzą, czy nowe przepisy wejdą w życie, a przecież muszą się do nich przygotować. – To nie jest zabawa w piaskownicy – ostrzega ekspert.

  • W Sejmie w błyskawicznym tempie ponownie procedowana jest reforma podatkowa.
  • Problem w tym, że przedsiębiorcy dostaną zaledwie kilka tygodni na przygotowanie się do nowych przepisów.
  • – Nikt nie wyciąga lekcji z Polskiego Ładu – ocenia ekspert podatkowy, podkreślając, że firmy znów muszą funkcjonować w podwyższonej niepewności regulacyjnej.
  • Obecna koalicja rządząca obiecywała 6-miesięczne vacatio legis w podatkach, ale próby uregulowania tej kwestii utknęły w martwym punkcie.

Nowe rozdanie w TK? Śledź naszą RELACJĘ z Sejmu

Podatkowy ekspres pędzi jak szalony. W czwartek 5 listopada Sejm skierował rządowy projekt nowelizacji ustaw podatkowych do Komisji Finansów Publicznych. Posłowie zagłosowali przeciw wnioskom o odrzucenie projektu, co oznacza, że prace nad nim będą kontynuowane. Rząd chce jednak przeprowadzić je w błyskawicznym tempie. Aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2027 r., ustawa musi zostać uchwalona przez Sejm i przyjęta przez Senat jeszcze podczas trwających posiedzeń obu izb.

Komisja Finansów Publicznych już omówiła projekt ustawy i sprzeciwiła się poprawkom do projektu, które m.in. oznaczały rezygnację z podwyżki CIT czy daniny solidarnościowej. Ustawa wraca teraz pod obrady Sejmu.

REKLAMA
Reklama

Podatkowy rollercoaster w Sejmie

Nie jest to pierwsze podejście do tej reformy. Niemal identyczny projekt przeszedł już przez Sejm i Senat. W trakcie wcześniejszych prac posłowie wykreślili jednak z niego zapis dotyczący podwyżki CIT, a także wprowadzili zmianę dotyczącą corocznej waloryzacji progów podatkowych (były to poprawki zgłoszone przez Ryszarda Petru). Senat przywrócił podwyżkę CIT, co wywołało wątpliwości konstytucyjne. Chodziło o to, że izba wyższa nie może rozszerzać zakresu ustawy poza materię przekazaną jej przez Sejm. Rząd zdecydował więc o ponownym przedłożeniu projektu, aby uniknąć wątpliwości prawnych dotyczących przebiegu procesu legislacyjnego.

Czytaj więcej: Zamieszanie wokół rewolucji w podatkach. Po rozłamie w koalicji Senat gasi pożar

Ale jednocześnie rząd po raz kolejny nie dotrzymuje obietnicy, którą wpisano nawet do umowy koalicyjnej z 10 listopada 2023 r. (podpisali się liderzy ugrupowań tworzących rząd). Nawiasem mówiąc, pomimo szumnych zapowiedzi, gabinet Donalda Tuska nie wprowadził na stałe półrocznego okresu przejściowego dla zmian podatkowych. Prace nad stosowną legislacją utknęły w martwym punkcie – problemów nastręczało m.in. precyzyjne zdefiniowanie tego, czym są „niekorzystne rozwiązania” dla podatników, o których należy informować z wyprzedzeniem.

REKLAMA
Reklama

Ekspert: Czy w ogóle leci z nami pilot?

Skutek jest taki, że rząd siłą rzeczy trzyma się wytycznych z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego dla zmian w podatkach, zakładających miesięczne vacatio legis. Żeby zatem procedowane w Sejmie zmiany mogły zacząć obowiązywać od 1 stycznia nowego roku, muszą zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw do końca listopada roku bieżącego. Przypomnijmy – po przyjęciu przez rząd i uchwaleniu przez parlament projekt musi jeszcze podpisać prezydent. Rok dobiega końca, a przedsiębiorcy nie wiedzą, na czym stoją.

– Oczywiście, że wszyscy wiedzą, co znajduje się w projekcie reformy podatkowej, ale nie o to w tym przecież chodzi – mówi Zero.pl Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFaktu. – Koalicja rządząca obiecywała nam 6-miesięczne vacatio legis w podatkach, a teraz wszystko znów robione jest na ostatnią chwilę. Sam parlament pogubił się w tym wszystkim i można zadać pytanie, czy w ogóle leci z nami pilot.

Księgowi i informatycy pod presją czasu

Projekt zmian w PIT zakłada podwyższenie pierwszego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł przy zachowaniu stawki 12 proc. Wprowadza też dodatkowy próg – od 130 do 150 tys. zł – ze stawką 24 proc. Dochody powyżej 150 tys. zł będą opodatkowane stawką 32 proc.

Rząd szacuje, że na zmianach skorzysta około 3,5 mln podatników, a ich roczna korzyść może wynieść do 3,6 tys. zł. Jednocześnie będą wymagały one odpowiedniego przygotowania pracodawców i dostawców systemów płacowych, którzy muszą prawidłowo naliczać zaliczki na podatek od wynagrodzeń już od początku przyszłego roku. Wyzwaniem jest więc techniczne przygotowanie się do reformy.

REKLAMA
Reklama

– Przedsiębiorcy będą musieli wdrożyć nowe oprogramowanie – wskazuje Piotr Juszczyk. – Wcześniej firmy technologiczne będą musiały dokonać stosownych zmian w systemach do rozliczeń. Nowa skala dotyczy przecież ok. 20 mln zatrudnionych Polaków. Testy, wdrożenie – to wszystko trwa. Czy to się uda? Mamy końcówkę roku, grudzień to niewdzięczny czas, taki swoisty okres schłodzenia. Pewnie firmy IT i pracodawcy jakoś to domkną, ale to nie zmienia faktu, że wszyscy są stawiani pod ścianą.

– Dodam, że ponieważ nikt nie wie, czy zmiany w podatkach podpisze prezydent, firmy nie czekają bynajmniej w blokach startowych i nie przygotowują się do wdrożenia modyfikacji. Niepewność jest po prostu zbyt duża.

Firmy nie wiedzą, jak planować rozliczenia

Modyfikacje w PIT mają niekorzystny wpływ na dochody budżetu, rząd musiał więc znaleźć sposób na ich zbalansowanie – czyli po prostu je sfinansować. W tym celu zaproponowano podwyżkę niektórych podatków. W projekcie znalazły się więc zmiany dotyczące CIT i ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.

REKLAMA
Reklama

W przypadku ryczałtu limit przychodów uprawniających do wyboru tej formy opodatkowania ma zostać obniżony z 2 mln euro do 250 tys. euro. Dodatkowo stawka 17 proc. będzie stosowana do nadwyżki przychodów osiągniętych w trakcie roku ponad 300 tys. euro. Z kolei stawka CIT dla podatników, których przychody przekroczyły w poprzednim roku 50 mln euro, ma wzrosnąć z 19 do 22 proc. Dodatkowo stawka daniny solidarnościowej, płaconej przez osoby o najwyższych dochodach (tj. przekraczających 1 mln zł rocznie), ma wzrosnąć z 4 do 5 proc. 

Piotr Juszczyk zwraca w tym kontekście uwagę, że część przedsiębiorców mogłaby inaczej zaplanować działalność, gdyby odpowiednio wcześnie znała kierunek zmian.

– Wiele firm, gdyby wcześniej wiedziało o planowanych zmianach, prawdopodobnie inaczej planowałoby swoją działalność w tym roku i inaczej skonstruowałoby strukturę przychodów – mówi. – Chodzi przede wszystkim o przekroczenie progów przychodowych uprawniających do korzystania z ryczałtu na nowych zasadach. Duża część przedsiębiorców dopiero teraz, pod koniec roku, dowie się, że w 2027 r. nie będzie mogło już wybrać tej formy opodatkowania. Podobnie jest z podwyżką CIT dla firm osiągających określony poziom przychodów.

REKLAMA
Reklama

Czytaj także: Oglądasz film, Netflix płaci podatek. Francja idzie po miliardy od cyfrowych gigantów

Powtórka z Polskiego Ładu?

Piotr Juszczyk podkreśla ponadto, że przedsiębiorcy w Polsce wciąż odczuwają skutki niestabilności regulacyjnej, a obecny sposób procedowania zmian w podatkach przypomina problemy, które towarzyszyły wprowadzaniu Polskiego Ładu – słynnej reformy podatkowej rządu Mateusza Morawieckiego z 2022 r.

– Polska stoi małymi i średnimi przedsiębiorstwami, a tymczasem nikt nie wyciąga lekcji z Polskiego Ładu – ocenia. – Politycy dalej trzymają przedsiębiorców w permanentnej niepewności prawa. Można zadać pytanie, czemu rząd nie zabrał się za reformę podatkową wcześniej – wtedy projekt można by spokojnie uchwalić późnym latem. Już nie mówię o 6-miesięcznym vacatio legis, ale o planowaniu zmian z wyprzedzeniem większym niż miesiąc. To nie jest zabawa w piaskownicy.

Zmiany w podatkach, które są obecnie przedmiotem prac parlamentu, zostały zapowiedziane przez premiera Donalda Tuska i ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego dokładnie 19 sierpnia br. Ich ogłoszenie poprzedziły wielomiesięczne dyskusje wewnątrz koalicji rządzącej na temat tego, w jaki sposób rząd powinien ulżyć portfelom klasy średniej, skoro okazało się, że nie ma szans na realizację flagowej obietnicy wyborczej KO podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł w tej kadencji.

REKLAMA
Reklama