Reklama
REKLAMA
Reklama

Rząd dostanie upomnienie? Rating Polski w centrum uwagi

W piątek wieczorem agencja S&P dokona przeglądu ratingu Polski
W piątek wieczorem agencja S&P dokona przeglądu ratingu Polski (fot. Shutterstock / Zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

W piątek wieczorem czeka nas aktualizacja ratingu, czyli oceny wiarygodności kredytowej Polski, przez jedną z trzech wiodących agencji ratingowych świata – S&P. W połowie września rating obniżyła nam już agencja Moody's. Czy po raz kolejny rząd zobaczy żółte światło ostrzegawcze?

  • Agencja ratingowa S&P ogłosi decyzję w sprawie ratingu Polski w piątek 6 listopada wieczorem.
  • Ekonomiści widzą zagrożenia, że perspektywa ratingu może zostać zmieniona na negatywną.
  • Głównym powodem jest postępujące pogarszanie się wskaźników fiskalnych Polski.

Sejm zalany żółtymi plakatami. Uderzają w Tuska [RELACJA LIVE]

Rynki finansowe i polski rząd czekają na wieczorny, piątkowy komunikat agencji S&P – jednej z trzech wiodących agencji ratingowych świata (obok Fitch i Moody's). Jako ostatnia w tym roku dokona ona aktualizacji oceny wiarygodności kredytowej Polski, popularnie zwanej ratingiem.

Gorszy rating kosztuje

Obniżka ratingu albo pogorszenie jego perspektywy ma swoją cenę. Dla rządu pożyczanie pieniędzy na rynkach międzynarodowych staje się droższe, co wpływa na koszty obsługi długu (odsetki płacone od obligacji). Tymczasem rząd planuje pożyczyć w 2027 r. 317,1 mld zł (w ujęciu netto). Z kolei wraz z wykupem zapadającego długu (w ujęciu brutto) nasze przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe mają wynieść 565,3 mld zł. MF policzyło, że na obsługę długu wydamy w 2027 r. 107 mld zł – taka kwota jest zapisana w projekcie ustawy budżetowej. Gorsza ocena od S&P może tę kwotę podwyższyć.

REKLAMA
Reklama

Ekonomiści mają obawy. 

– Oczekujemy, że samej obniżki ratingu nie będzie, aczkolwiek jest poważne ryzyko, że perspektywa zostanie obniżona do negatywnej – mówi Zero.pl Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku. – Głównymi czynnikami ryzyka są wciąż napięta sytuacja polskich finansów publicznych i konflikty instytucjonalne.

– Poza tym S&P w ostatnim okresie – w przeciwieństwie do Moody’s i Fitch – nie obniżała nam ratingu ani perspektywy – zauważa ekonomista. – Stąd nasze oczekiwanie, że teraz zareaguje na negatywne czynniki i dołączy do pozostałej dwójki agencji ratingowych.

Agencja Moody's 18 września obniżyła rating Polski po raz pierwszy w historii – o jeden poziom, z „A2” do „A3”. Krytycznie oceniła kondycję naszych finansów publicznych, pisząc o „trwałym pogorszeniu kondycji fiskalnej”. Z kolei agencja Fitch jeszcze we wrześniu 2025 r. zmieniła perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną. Podtrzymała ją też w kolejnych przeglądach: w lutym i sierpniu br.

Spore zagrożenie, że perspektywa ratingu Polski według S&P się pogorszy, widzą też ekonomiści ING Banku Śląskiego.

„W naszej ocenie prawdopodobieństwo obniżki perspektywy ratingu wynosi 60 proc., z kolei widzimy mniejsze szanse na obniżkę samego ratingu, tj. poniżej 50 proc.” – piszą w porannym raporcie. Także w ich ocenie główne czynniki, które mogą wpłynąć na zmianę perspektywy ratingu, to „kolejne już pogorszenie wskaźników fiskalnych”.

REKLAMA
Reklama

Deficyt i dług powodem do niepokoju

„Od majowego przeglądu S&P, ścieżka deficytu pogorszyła się o ok. 0,2 do 0,3 punktu procentowego na lata 2026-2027” – wskazują. „Także dynamika rozpoczętej już kampanii wyborczej daje małe szanse na dostosowanie fiskalne. Kolejny element, który pojawia się w komentarzach wielu agencji, to konflikt polityczny, na linii prezydent-rząd, który ogranicza możliwość dostosowania fiskalnego”.

Tłumacząc z języka ekonomicznego – rząd nie będzie skłonny do oszczędzania, bo zbliżają się wybory parlamentarne. Realia polityki są nieubłagane: chcąc zaskarbić sobie poparcie wyborców, trzeba składać im obietnice, co nie sprzyja ograniczaniu wydatków budżetowych ani zwiększaniu wpływów (np. przez podnoszenie podatków).

REKLAMA
Reklama

Konflikt polityczny, o którym piszą ekonomiści, też ma swój finansowy wymiar: Karol Nawrocki obiecał jeszcze jako kandydat na prezydenta, że nie będzie podpisywał ustaw podnoszących daniny. Minister finansów Andrzej Domański skrupulatnie przypomina, ile prezydenckie weta kosztują budżet – niedawno w TVN24 oszacował ich koszt na ponad 8 mld zł. Spór między KPRP a Pałacem Prezydenckim dotyczy też instytucji istotnych dla stabilnego funkcjonowania państwa: Narodowego Banku Polskiego i Trybunału Konstytucyjnego.

„Z drugiej jednak strony rząd podjął pewne działania mitygujące” – zwracają uwagę ekonomiści ING BSK. „Premier podpisał kontrasygnatę z powołaniem członków zarządu NBP, aby uniknąć wakatów. A dzisiaj minister finansów zadeklarował, że w 2026 roku deficyt może być 0,4 punktu procentowego mniejszy, tj. wynieść 6,7 proc. PKB wobec zapowiadanych 7,1 proc. PKB”.

Czytaj także: To może być oś sporu przed wyborami. „Bomba z opóźnionym zapłonem”

Nasz deficyt jest jednak i tak daleko od górnego poziomu uznawanego przez UE za bezpieczny, tj. 3 proc. PKB. Wysoki deficyt powoduje, że rośnie zadłużenie, bo potrzeby wydatkowe państwa trzeba jakoś finansować. Według MF, dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (liczony według metodologii unijnej, czyli tzw. dług EDP) na koniec II kwartału br. wyniósł  2 bln 598,3 mld zł, co oznacza, że w porównaniu z poprzednim kwartałem wzrósł o 154,1 mld zł.

REKLAMA
Reklama

Może zainteresuje Cię także:

REKLAMA
Reklama