
Nastawienie Rady Polityki Pieniężnej jest „wyraźnie takie jastrzębie” – powiedział na konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński. – To znaczy boimy się, że trzeba będzie te stopy podwyższyć – wyjaśnił, dodając, że nad decyzją, którą RPP będzie podejmować w styczniu, pojawił się „duży znak zapytania”. Rada dostrzega bowiem ryzyko, że w kolejnych miesiącach dynamika cen może ponownie wzrosnąć.
- Listopadowa decyzja RPP o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian była słuszna, jednak dalsze kroki pozostają niepewne – poinformował prezes NBP Adam Glapiński.
- Wynika to z nieprzewidywalności inflacji, cen surowców oraz przyszłych działań regulacyjnych rządu.
- Szef NBP podkreślił, że Rada Polityki Pieniężnej widzi ryzyko powrotu dynamiki cen na wyższe poziomy, a jej nastawienie jest jastrzębie.
- Przekazał też, że NBP zwiększył rezerwy złota do 700 ton. – Nie widzę powodów, dla których mielibyśmy dalej nie kupować złota – stwierdził.
Rada Polityki Pieniężnej na listopadowym posiedzeniu pozostawiła stopy procentowe na dotychczasowym poziomie i ta decyzja była uzasadniona, bo inflacja, według szybkiego szacunku GUS, jest w odwrocie: w październiku obniżyła się do 3,5 proc. w ujęciu rocznym z 4,1 proc. we wrześniu, powracając do szerokiego celu banku centralnego. Tak decyzję RPP tłumaczył na konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński. Jak dodał, prawdopodobnie obniżyła się też inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii (bazowa).
Czytaj także: Sejm kontra szef NBP. Adam Glapiński się nie ugnie, wskazuje na Trybunał Konstytucyjny
Zarazem prezes Glapiński dał do zrozumienia, że inflacja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. – Nie oznacza to (...) że okres podwyższonej inflacji mamy już za sobą. Nadal mierzymy się z podwyższonymi cenami surowców w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, co podbija dynamikę inflacji na całym świecie, nie tylko w Polsce – zauważył.
RPP widzi ryzyko ponownego przyspieszenia inflacji
Adam Glapiński ocenił, że podwyższona inflacja wynika głównie z zewnętrznego szoku podażowego, na który nie da się oddziaływać za pomocą krajowej polityki pieniężnej. – Niezależnie od tego, co byśmy robili, nie mamy wpływu na ceny ropy wypływającej z portów na Bliskim Wschodzie – wyjaśnił.
Prezes NBP przekazał, że Rada Polityki Pieniężnej „zdecydowanie” dostrzega ryzyko, że w najbliższych miesiącach dynamika cen może ponownie wzrosnąć.
– Wynikać to będzie głównie z cen surowców oczywiście wysokich; miejmy nadzieję już nie rosnących, a od nowego roku z wygaśnięcia działań ograniczających krajowe ceny paliw – powiedział.
Rząd zakłada obecnie, iż pakiet CPN będzie obowiązywał do końca grudnia. Adam Glapiński zaznaczył, że dalsze działania rządu w tym zakresie są niewiadomą.
– Na razie nie widać wyraźnego rozlewania się wzrostu cen paliw na ceny w innych częściach gospodarki, co zawsze każdy bank centralny śledzi, czego się obawia i co przy dłuższym okresie podwyższonych cen wcześniej czy później następuje – dodał.
Sygnał ostrzegawczy z gospodarki. Jeden wskaźnik niepokoi RPP
Z wypowiedzi Glapińskiego można jednak wywnioskować, że Radę niepokoi obecnie wzrost wskaźnika cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI), czyli tzw. inflacji producenckiej. We wrześniu przyspieszyła ona do 6,1 proc., osiągając poziom najwyższy od kwietnia 2023 r.
Tym samym wzrost PPI można potraktować jako delikatny, ale ważny sygnał ostrzegający przed możliwością wystąpienia tzw. efektów drugiej rundy. Wzrost cen surowców (ropy, gazu) stawia producentów w sytuacji, w której muszą oni podnieść ceny swoich produktów, by zrekompensować sobie wyższe koszty produkcji i transportu.
Wyższe ceny w sklepach sprawiają z kolei, że siła nabywcza konsumentów spada, żądają więc oni podwyżek pensji. Pracodawcy ustępują i podnoszą wynagrodzenia, ale ponieważ to dla nich dodatkowy koszt, znów podnoszą ceny swoich produktów i usług, by mieć z czego te podwyżki sfinansować. W ten sposób podwyższona inflacja utrwala się w gospodarce i może utrzymywać się nawet po wygaśnięciu pierwotnej przyczyny (w tym wypadku wzrostu cen ropy).
– W ostatnich miesiącach rośnie wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu i to niepokojący czynnik, który jeszcze się nie przenosi na ceny na razie, bo popyt nie pozwala producentom tego przenosić na ceny – powiedział Glapiński.
– Dodatkowym ryzykiem są ceny żywności. W tym roku żywność była czynnikiem, który obniżał inflację (…), natomiast surowce rolne na rynkach światowych wyraźnie drożeją od pewnego czasu – dodał.
– Jeśli te ryzyka dla inflacji będą narastać, to Rada upoważniła mnie do stwierdzenia, że RPP jest gotowa do działania – oznajmił. – Nie będzie zwlekać. Naszym priorytetem pozostaje średniookresowa stabilność cen.
Adam Glapiński przyznał, że na listopadowym posiedzeniu RPP dyskusja była „burzliwa”.
– Teraz można przedwcześnie podjąć pewne decyzje albo za późno. W moim przekonaniu, ten miesiąc to jest górny punkt, po którym się okaże, w jakim świecie będziemy dalej żyć – ocenił.
Zarazem dał do zrozumienia, że w grudniu nie należy spodziewać się zmiany poziomu stóp procentowych. – W grudniu zwyczajowo nie podejmuje się decyzji, chyba że są jakieś nadzwyczajne okoliczności, natomiast pierwszy kwartał przyszłego roku – koń, jaki jest, każdy widzi – stwierdził.
Co dalej ze stopami? Styczeń pod znakiem zapytania
W ocenie Glapińskiego przyszłe decyzje ws. polityki pieniężnej zależeć będą m.in. od cen surowców na rynkach światowych, a także regulacji rządowych, w tym tych dotyczących taryfy na prąd i gaz (rząd rozważa zamrożenie cen) i dalszego wsparcia dla kierowców.
– Jest duży znak zapytania na styczeń, na Nowy Rok, czy będą regulacje i jakie będą ceny surowców za granicą – powiedział.
Przekazał, że nastawienie RPP się zmienia wraz z rozwojem wypadków i obecnie jest „wyraźnie takie jastrzębie”. – To znaczy boimy się, że trzeba będzie te stopy podwyższyć.
Jak dodał, nie wie, czy będzie to jednorazowa podwyżka stabilizująca stopy na właściwym poziomie czy początek cyklu podwyżek, podobnie jak nie wie, czy w ogóle takie ruchy nastąpią.
Na tej samej konferencji Glapiński powiedział, że w Radzie nie ma obecnie ani dominacji osób optujących za podwyżkami stóp procentowych (tzw. jastrzębi), ani za obniżkami (tzw. gołębi).
– Leci zmieszane takie stado. O tyle dobrze, że jastrzębie i gołębie pokojowo ze sobą jakoś współżyją. Lecą, dyskutują, ale się tam nie atakują – przedstawił obrazowo sytuację.
Glapiński: NBP ma już 700 ton złota
Prezes NBP poinformował też, że bank centralny zwiększył swoje rezerwy złota do 700 ton.
– Ambitny cel, przyjęty z mojej inicjatywy, został osiągnięty – powiedział, odnosząc się do uchwały Zarządu NBP ze stycznia br., która ustanowiła taki właśnie docelowy poziom rezerw złota. – Tym samym Polska ugruntowała swoją pozycję w gronie 10 państw o największych zasobach złota na świecie – podkreślił.
Jak przekazał, wartość kruszcu w posiadaniu NBP to obecnie 355,7 mld zł, a tzw. niezrealizowany zysk na złocie wynosi 140,5 mld zł. – To jest różnica między wartością tego złota liczoną po cenie, po której kupiliśmy to złoto, i obecną ceną rynkową – wyjaśnił.
Czytaj także: Rosja sprzedaje złoto z rezerw. Polska i Chiny robią coś odwrotnego
Prezes Glapiński dodał, że w jego ocenie zasoby złota NBP powinny rosnąć dalej. – Nie widzę powodów, dla których mielibyśmy dalej nie kupować złota – stwierdził.
Może zainteresuje Cię także:

