Reklama
REKLAMA
Reklama

Rachunek Polski za SAFE wzrośnie. Rozkładamy koszt na czynniki pierwsze

Koszt pożyczki SAFE dla Polski wzrósł, a jej oprocentowanie może być jeszcze wyższe
Koszt pożyczki SAFE dla Polski wzrósł, a jej oprocentowanie może być jeszcze wyższe (fot. Szymon Pulcyn, PAP / Paweł Wodzyński, East News)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Ministerstwo Finansów przekazało „Faktowi”, że koszt finansowania pożyczek udzielanych w ramach SAFE wzrósł. Polska zapłaci zatem więcej za środki uzyskane w ramach tego programu. Portal Zero.pl zapytał eksperta, czy w nadchodzących miesiącach oprocentowanie SAFE może nadal iść w górę. Odpowiedź jest, niestety, twierdząca. Ale i tak SAFE kosztuje nas mniej niż kosztowałoby nas zaciągnięcie długu w euro na własną rękę.

  • Pożyczka z SAFE jest obecnie oprocentowana wyżej niż kilka miesięcy temu – podaje „Fakt”, powołując się na dane z MF.
  • Czy będzie jeszcze drożej? Portal Zero.pl zapytał o to stratega rynków finansowych. Ten wskazuje na stopę procentową Europejskiego Banku Centralnego, od której zależy koszt pożyczek zaciąganych przez KE.
  • – Wiele wskazuje na to, że EBC podniesie stopy na grudniowym posiedzeniu – mówi ekspert.
  • Nie pomaga też osłabienie złotego względem euro. Przez to nasz dług związany z SAFE jest większy.
  • Na szczęście potencjał do dalszego osłabienia złotego powoli się wyczerpuje – uspokaja analityk. Stopy procentowe w strefie euro też raczej są już blisko szczytu.

Sejm zalany żółtymi plakatami. Uderzają w Tuska [RELACJA LIVE]

Ministerstwo Finansów przekazało „Faktowi”, że średni koszt finansowania pożyczek udzielanych w ramach SAFE w pierwszym półroczu 2026 r. wyniósł 3,40 proc. Są to dane z raportu Komisji Europejskiej dotyczącego operacji pożyczkowych UE.

SAFE droższy dla Polski

To spory wzrost. Jeszcze w kwietniu Bruksela, powołując się na dane za drugie półrocze 2025 r., wskazywała, że koszt pozyskiwania przez nią finansowania na rynku kształtował się na poziomie 3,32 proc. A przypomnijmy, że kiedy w Polsce w pierwszej połowie ubiegłego roku trwała polityczna debata wokół tego, czy SAFE nam się opłaca, czy nie, koszt ten oscylował wokół 3,17 proc.

REKLAMA
Reklama

Czytaj też: Będzie pożyczka SAFE 2.0? Sobkowiak-Czarnecka o czterech priorytetach Polski

Dlaczego koszt pozyskiwania kapitału przez KE ma znaczenie? Mechanizm programów takich jak SAFE polega na tym, że Bruksela emituje instrumenty dłużne, czyli obligacje. W ten sposób pozyskuje finansowanie i przekazuje je zainteresowanym państwom, w formie długoterminowych pożyczek.

Ogromną rolę odgrywa tutaj stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego.

– Koszt tego finansowania jest uzależniony od notowań rynkowych, czyli rentowności obligacji unijnych, a notowania rynkowe są w pewnym sensie pochodną oczekiwań inwestorów dotyczących dalszych ruchów EBC, ich założeń co do wysokości stóp procentowych w okresie pięcioletnim czy dziesięcioletnim – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Mirosław Budzicki, strateg rynków finansowych w PKO BP.

KE nie dyktuje warunków – cena, po jakiej sprzedaje obligacje (rentowność), zależy bezpośrednio od bieżących notowań na rynku wtórnym długu. Inwestorzy kupujący np. unijne obligacje pięcioletnie nie patrzą tylko na to, jaka stopa EBC obowiązuje dzisiaj – próbują przewidzieć, ile wyniosą stopy w całym okresie „życia” tej obligacji. Jeśli spodziewają się, że EBC w ciągu najbliższych kilku lat utrzyma wyższe stopy procentowe, natychmiast żądają wyższej rentowności od obligacji unijnych. To automatycznie podnosi koszt pozyskania kapitału przez KE, a w konsekwencji – koszt pożyczek dla państw członkowskich.

REKLAMA
Reklama

Europejski Bank Centralny ostatni raz podniósł stopy 10 września br., o 25 punktów bazowych. W październiku zrobił pauzę, ale z powodu presji inflacyjnej część Rady Prezesów EBC nie wyklucza kolejnej podwyżki.

Stopy procentowe w strefie euro mogą wzrosnąć

– Wiele wskazuje na to, że EBC podniesie stopy na grudniowym posiedzeniu – przyznaje Mirosław Budzicki. – Rynek już to wycenił, to znaczy traktuje to jak prawie pewny scenariusz.

– Nie wiadomo, czy EBC na tym się zatrzyma, czy będzie dalej podnosił stopy – dodaje. – Na pewno teraz jeszcze jesteśmy w trendzie wzrostowym, jeśli chodzi o podwyżki stóp w strefie euro, aczkolwiek w mojej ocenie blisko końca tego cyklu. Gdyby okazało się, że sytuacja na Bliskim Wschodzie się poprawi – być może przyczynkiem do tego będzie wygrana demokratów w wyborach połówkowych do Kongresu – to presja inflacyjna zmaleje. Nie widzę wprawdzie powodów do gwałtownego spadku stóp procentowych w strefie euro na początku 2027 r., ale w przypadku deeskalacji na Bliskim Wschodzie możliwa będzie lekka korekta w dół.

– To, co będzie działo się z kosztem finansowania, czyli oprocentowaniem SAFE, będzie uzależnione w dużej mierze od wydarzeń na Bliskim Wschodzie – podsumowuje ekspert. – To one decydują o cenach węglowodorów, ropy i gazu, a te z kolei mają wpływ na poziom presji inflacyjnej. Ta presja wpływa z kolei na decyzje banków centralnych co do poziomu stóp procentowych.

Ekspert: Na własną rękę pożyczalibyśmy drożej

Strateg PKO BP podkreśla zarazem, że samodzielne zaciąganie takich pożyczek w euro kosztowałoby nas więcej.

REKLAMA
Reklama

– W styczniu 2026 r. polskie 5-letnie obligacje walutowe w euro miały oprocentowanie ok. 3,05 proc., a 10-letnie ok. 3,75 proc. Teraz dla „pięciolatek” jest to 3,82 proc., a dla „dziesięciolatek” jakieś 4,20-4,22 proc. Widać, jak ten koszt pozyskiwania finansowania w euro dla Polski wzrósł: dla krótszych papierów o ok. 80 punktów bazowych, a dla dłuższych o ok. 45-47 punktów bazowych. Gdybyśmy jeszcze chcieli uplasować większą emisję obligacji w euro, mogłoby to okazać się jeszcze droższe.

– Dla polskich papierów 10-letnich koszt finansowania w porównaniu z uwspólnioną 10-letnią obligacją unijną jest wyższy o jakieś 60 punktów bazowych – dodaje.

KE jako organ unijny może pożyczać na rynkach taniej niż Polska, bo ma wyższy rating kredytowy. Dla inwestorów unijny dług jest niejako zabezpieczany siłą całej gospodarki strefy euro i wszystkich państw członkowskich.

Mirosław Budzicki zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię: – Pamiętajmy, że część środków z SAFE przyznanych Polsce została już uruchomiona i koszt spłaty tej części nie wzrośnie, bo zależy od rentowności obligacji, które finansowały tamtą transzę.

Chodzi o pierwszą zaliczkę z SAFE w wysokości 6,6 mld euro, którą Polska otrzymała w maju br. Potencjalny dalszy wzrost kosztów zaciągania pożyczek przez KE nie wpłynie więc na to, ile odsetek będziemy musieli oddać od tej części.

REKLAMA
Reklama

Słabszy złoty nie pomaga

Dla wysokości naszych zobowiązań z tytułu SAFE ważna jest też sytuacja złotego. Polska waluta w ostatnim czasie mocno się osłabiła. 6 listopada jedno euro kosztuje ok. 4,39 zł. Tuż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, pod koniec lutego, za jedno euro trzeba było zapłacić 4,22 zł – a zatem 17 gr mniej.

W ramach SAFE Polska ma otrzymać 43,7 mld euro. Po obecnym kursie to ponad 191,8 mld zł. Po kursie z końca lutego byłoby to ok. 184,4 mld zł.

– Gdyby złoty pozostał słaby, to faktycznie nasza należność z tytułu SAFE będzie większa, ale tak nie musi być – komentuje Mirosław Budzicki. – Nasza waluta jest teraz słaba, bo wzrosło ryzyko geopolityczne. Mam na myśli sytuację na Bliskim Wschodzie, w mniejszym stopniu w Ukrainie. Konflikt bliskowschodni, uderzając w rynek surowców i powodując wzrost ich cen, wywiera presję na polską gospodarkę, bo jesteśmy importerem netto tych surowców (więcej ich kupujemy niż sprzedajemy – red.).

– Drugi czynnik stojący za osłabieniem złotego to fakt, że NBP umiarkowanie wypowiada się na temat podwyżek stóp procentowych, podczas gdy banki centralne na świecie komunikują to o wiele mocniej lub też już podnoszą stopy, jak Fed czy EBC. Trzecim niekorzystnym czynnikiem jest, w pewnym stopniu, sytuacja naszych finansów publicznych, ale ona już jest w dużej mierze wyceniona przez rynek – wylicza Budzicki.

REKLAMA
Reklama

Czytaj też: Inflacja nie powiedziała ostatniego słowa. Adam Glapiński mówi o obawach RPP

– Zadajmy sobie zatem pytanie, przy tak zdefiniowanych czynnikach, czy jest potencjał do kontynuacji osłabienia złotówki. Wydaje się, że ta presja powinna wygasać, zwłaszcza jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się uspokoi. Złoty powinien zyskać nawet na umiarkowanej deeskalacji. W mojej ocenie jesteśmy na górce przeceny złotego. Może nie skończy się ona jutro czy pojutrze, ale w ciągu kilku miesięcy możemy już zobaczyć poprawę – podsumowuje ekspert.

Może zainteresuje Cię także:

REKLAMA
Reklama