W sobotę 29 sierpnia Islandczycy zdecydują w referendum o powrocie do rozmów z Brukselą o swoim członkostwie w UE. To nie tylko kwestia gospodarczego mariażu, ale ruch, który może zdecydować o pozycji Europy w globalnej walce o wpływy w coraz bardziej liczącym się rejonie świata: Arktyce.

- Mieszkańcy Islandii zadecydują w referendum, czy kontynuować negocjacje akcesyjne z Unią Europejską, zamrożone w 2013 r.
- Do powrotu do kwestii europejskiej integracji zmobilizowały Islandczyków dwie kwestie: chęć uczestnictwa w unii walutowej i polityka Donalda Trumpa wobec Grenlandii.
- Bruksela chętnie widziałaby Reykjavik pod swoimi skrzydłami. – Ewentualna akcesja Islandii miałaby kluczowe znaczenie także z uwagi na rosnące zainteresowanie Arktyką, w tym zapowiadaną zbliżającą się aktualizację unijnej strategii arktycznej – mówi Zero.pl Piotr Szymański, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich zajmujący się regionem nordycko-bałtyckim.
- Arktyka jest dziś w obszarze zainteresowań Rosji, Chin i USA – a tymczasem obecnie żadne z państw z dostępem do Oceanu Arktycznego nie jest członkiem UE.
Czy Islandczycy dadzą swoim rządzącym mandat do tego, by wznowili negocjacje z Brukselą na temat członkostwa wyspy w Unii Europejskiej? Według sondaży, potomkowie Wikingów są w tej kwestii podzieleni niemal pół na pół. Na pewno jednak sam fakt, że referendum się odbywa, pokazuje, że poparcie dla europejskiej integracji jest na Islandii większe niż jeszcze kilka lat temu, a społeczeństwo dojrzało do debaty na ten temat.
Gospodarczy D-Day. Waszyngton zaciska pętlę na Teheranie. Tak chce złamać Iran
Islandia znów spogląda w kierunku UE
– Powrót do rozważań, czy wznowić rozmowy akcesyjne z UE, jest na
Islandii w dużym stopniu motywowany niepewnością i napięciem w relacjach
transatlantyckich – mówi Zero.pl Piotr Szymański, analityk w Zespole
Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich, zajmujący się regionem nordycko-bałtyckim.
– Islandia dotychczas bazowała na dwustronnej umowie obronnej z USA z 1951 r. i członkostwie w NATO, jeśli chodzi o swoje gwarancje bezpieczeństwa – przypomina ekspert. – Sama nie ma sił zbrojnych, a jedynie straż wybrzeża. Kraje NATO prowadzą tam też rotacyjnie misję nadzoru przestrzeni powietrznej.
Przypomnijmy w tym miejscu, że w ochronie islandzkiego nieba uczestniczyła też Polska – w 2021 r. wysłaliśmy na wyspę ponad 100 żołnierzy i cztery samoloty F-16.
– To się sprawdzało, ale teraz Islandczycy patrzą na to, co dzieje się za ich „morską miedzą”, czyli na Grenlandię, i na presję polityczną, jaką wywiera na tę wyspę administracja Donalda Trumpa – i to daje im do myślenia – mówi Piotr Szymański. – Wytworzyła się atmosfera sprzyjająca rozmowom na temat członkostwa w UE, która jest postrzegana już nie tylko jako wspólnota wartości oraz organizacja gospodarza i regulacyjna, ale też jako wspólnota bezpieczeństwa.
Kwestie gospodarcze też jednak odgrywają ważną rolę. Na plan pierwszy wysuwa się tutaj euro.
– Drugi czynnik, istotny nie od dziś, to unia walutowa – przypomina nasz rozmówca. – Islandię mocno dotknął kryzys finansowy pod koniec 1-szej dekady XXI w. Przekonała się wówczas dobitnie, jak duże są koszty utrzymania własnej waluty w tak małym kraju. Korona islandzka podlegała wówczas mocnej presji inflacyjnej, w sektor bankowy uderzył kryzys. To właśnie wtedy, w 2009 r., zapadła decyzja o kandydowaniu do UE. W latach 2010-2013 trwały rozmowy akcesyjne, które zostały jednak zerwane po dojściu do władzy eurosceptycznych polityków.
Negocjacjom sprzed kilkunastu lat zaszkodziły ponadto różnice dotyczące sfery gospodarki, którą Islandia uważa za swój skarb narodowy.
Rybołówstwo na wagę złota
– Kwestią problematyczną okazało się też rybołówstwo, które ekonomicznie jest dla wyspy bardzo ważne, podobnie jak dla Norwegii – zauważa analityk OSW. – Islandia tak naprawdę nie ma większych bogactw naturalnych; tradycyjnym motorem napędowym gospodarki – obok bardzo rozwiniętego sektora turystycznego – jest właśnie rybołówstwo i przetwórstwo rybne, generujące mniej więcej dziesiątą część jej PKB.
Jak tłumaczy nasz rozmówca, możliwość prowadzenia niezależnej polityki w zakresie połowów jest dla Reykjaviku bardzo istotna.
– Obecnie Islandczycy negocjują z UE i innymi partnerami wzajemne umowy na kwoty połowów określonych gatunków ryb. Spekuluje się, że w tej kwestii mogłoby dojść do jakiegoś specjalnego porozumienia – historycznie różne kraje były w stanie wynegocjować sobie wyłączenia z różnych polityk unijnych, czyli tzw. opt-outy. Gdyby doszło do wznowienia procesu akcesyjnego, wynegocjowanie korzystnych warunków w tym zakresie z pewnością ułatwiłoby rządowi przekonywanie eurosceptyków do członkostwa.
Bruksela może być skłonna do ustępstw – z kilku powodów.
– Z punktu widzenia UE, włączenie Islandii w jej struktury byłoby łatwiejsze niż
integracja np. Ukrainy i Mołdawii czy państw bałkańskich – mówi Piotr Szymański. – To kraj zakorzeniony we wspólnocie nordyckiej, członek NATO i różnych formatów współpracy regionalnej. Islandia sprawuje obecnie prezydencję w Radzie Państw Morza Bałtyckiego.
Gładki przebieg procesu ewentualnej integracji to jedno, ale gra idzie też o wiele większą stawkę – geopolityczną.
Islandia bramą do Arktyki
– Dla UE ewentualna akcesja Islandii miałaby znaczenie także z uwagi na rosnące zainteresowanie Arktyką, w tym zapowiadaną aktualizację unijnej strategii arktycznej – wskazuje analityk OSW.
W połowie września br. w Rovaniemi w Finlandii odbędzie się Europejski Szczyt Arktyczny (zaproszona na niego jest też Polska). Szczyt ten ma na celu zacieśnienie unijnej współpracy w odniesieniu do Arktyki, której status jako regionu strategicznego staje się coraz bardziej widoczny.
– W przyszłości znaczenie Arktyki będzie większe – zauważa Piotr Szymański. – Zmiany klimatu powodują, że lądolód grenlandzki topnieje, a pokrywa lodowa bieguna północnego kurczy się, dlatego ten region długofalowo będzie coraz bardziej dostępny dla żeglugi handlowej, górnictwa czy operowania marynarek wojennych. Jako taki w większym stopniu stanowić będzie miejsce styku interesów gospodarczych, surowcowych czy żywnościowych (tu znów daje o sobie znać kwestia połowów). Wiedzą o tym UE, USA, Rosja i Chiny.
Dość przypomnieć, że Chiny już testują rejsy handlowe Północną Drogą Morską, czyli właśnie przez Arktykę. Ze względu na swoje rosnące znaczenie bywa ona nazywana Lodowym Jedwabnym Szlakiem. Nie tylko skraca ona drogę z Azji do Europy, ale też odsuwa płynące nią statki od wąskich gardeł, jak Kanał Sueski, czy zapalnych punktów u wschodnich wybrzeży Afryki.
– Zwróćmy przy tym uwagę, że żadne z państw z dostępem do Oceanu Arktycznego (Rosja, Norwegia, Islandia, USA, Kanada) nie jest członkiem UE – mówi analityk OSW. – Taki dostęp ma Grenlandia, która jest częścią Królestwa Danii, ale wyspa ta ma szeroką autonomię i kilkadziesiąt lat temu wystąpiła ze wspólnot europejskich w wyniku referendum. Z perspektywy Brukseli posiadanie na swoim pokładzie państwa, które daje bezpośredni dostęp do morskich obszarów arktycznych, byłoby więc cenne.
Po Islandii – Norwegia?
Bruksela liczy też na korzystny „efekt domina” – zauważa ekspert.
– Być może akcesja Islandii do UE i wynegocjowanie przez nią korzystnych warunków członkostwa zmobilizowałyby też Norwegię do tego, by zasiąść przy stole negocjacyjnym z Unią. Wtedy do UE dołączyłby kraj bogaty w węglowodory, będący czołowym dostawcą ropy i gazu, silny gospodarczo i o rozwiniętym przemyśle obronnym, co jest istotne w kontekście rozwijanej w tym obszarze współpracy pod auspicjami Komisji Europejskiej.
Emilewicz: Produkt „Polska” broni się sam
A w Norwegii – która już dwa razy w referendach wypowiedziała się przeciwko członkostwu w UE – optyka także powoli się zmienia.
– Norwegowie też ostatnio analizują to, że Donald Trump nałożył na nich wyższe stawki celne niż na UE jako całość – i zastanawiają się, czy członkostwo w UE nie dałoby im lepszej pozycji handlowej – zauważa Piotr Szymański. – Akcesja Islandii mogłaby więc wywołać także ruch po stronie Norwegii.

