Otwarcie pierwszego klastra akcesyjnego z Ukrainą jest czymś bezprecedensowym – jeszcze nigdy w historii UE żaden kraj ogarnięty wojną nie starał się o tak ekspresowe wejście do Wspólnoty. Po fali hurraoptymizmu czas jednak spojrzeć na fakty: proces będzie długi, skomplikowany i wymagał z jednej strony sprytu dyplomatycznego, z drugiej gotowości do kompromisu. W obu aspektach Kijów przez ostatnie tygodnie wykazywał braki.

- W Brukseli ruszył dwudniowy szczyt Rady Europejskiej, poświęcony m.in. wojnie na Wschodzie. W Zero.pl publikujemy najnowszy sondaż, w którym pytamy Polaków, czy widzą Ukrainę w gronie krajów Unii Europejskiej.
- Proces akcesyjny – choć już określany mianem historycznego – nie będzie ani ekspresowy, ani łatwy. Mimo politycznych deklaracji negocjacje będą długie, skomplikowane i będą musiały pogodzić interesy 27 innych krajów UE, w tym Polski.
- Co więcej, Kijów może zostać wyprzedzony przez dwie inne europejskie stolice. Jeszcze w wakacje o losie wznowienia zerwanych przed laty rozmów akcesyjnych decydować będą Islandczycy, a Norwegia poważnie rozważa powrót do debaty nad wejściem do UE. Oba kraje mają mocne karty w rękach.
Na początek krótkie przypomnienie: Ukraina już w czwartym dniu pełnoskalowej rosyjskiej napaści w lutym 2022 r. złożyła wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej. Zrobiła to jednak w niecodzienny sposób, żądając „nowej specjalnej procedury”, która doprowadzi do natychmiastowego przyjęcia do Wspólnoty Europejskiej.
I tak, po ponad czterech latach od tamtego wydarzenia, mimo gigantycznych strat na froncie wschodnim oraz wielu kryzysów dyplomatycznych, Komisja Europejska otworzyła klaster negocjacyjny z Ukrainą. Przekładając z języka urzędniczego na polski: chodzi o podstawy (fundamenty) funkcjonowania kraju we wspólnym bloku. Ten klaster otwierany jest jako pierwszy i zamykany jako ostatni, a obejmuje m.in. kwestie sprawiedliwości, sądownictwa, wolności, a także przepisów antykorupcyjnych.
Unia zmieni zasady. Mniej ochrony dla Ukraińców w wieku poborowym
Systemowa korupcja w Ukrainie i wątpliwości wokół otoczenia Zełenskiego
Ten ostatni aspekt dla Ukrainy jest problemem systemowym. Pierwszy kryzys przyszedł w trzecim roku wojny, gdy Wołodymyr Zełenski zdecydował się na ograniczenie kompetencji NABU – Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy. Instytucja została powołana jako warunek współpracy z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym w celu zniesienia ograniczeń wizowych dotyczących podróży po Starym Kontynencie.
Decyzja prezydenta – odbierana przez krytyków jako „obrona swoich” ludzi – wywołała ogólnokrajowe protesty w państwie ogarniętym działaniami zbrojnymi. Dzięki silnemu oporowi społecznemu administracja wycofała się z kontrowersyjnej reformy, jednak dostarczyła paliwa formacjom „ukrainosceptycznym”, a także przeciwnikom samego Zełenskiego w Ukrainie.
Druga afera nadeszła niemalże rok później – przed kilkoma tygodniami opisywaliśmy w Zero.pl przypadek Andija Jermaka, niegdysiejszej „prawej ręki” Zełenskiego. Były szef kancelarii prezydenta Ukrainy jest podejrzewany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz „wypranie” 10 mln dol. przy budowie luksusowego kompleksu „Dynastia” w okolicach Kijowa. Urzędnik na pewien czas trafił nawet do aresztu, z którego został zwolniony po wpłaceniu rekordowej kaucji w historii Ukrainy w wysokości 140 mln hrywien (ok. 11,5 mln zł). Sprawa ma charakter rozwojowy.
Mimo to na przestrzeni ostatnich czterech lat Kijów wdrożył Narodowy Program obejmujący około 1800 działań legislacyjnych i dostosowawczych do prawa unijnego, w tym także w zakresie praworządności i uczciwości wydatkowania zagranicznych środków.
Polskę znów zaleje zboże z Ukrainy? Warszawa z możliwym sojusznikiem na Zachodzie
Oprócz kwestii praworządnościowo-antykorupcyjnych Ukraina będzie musiała także spełnić warunki akcesyjne w pięciu innych klastrach tematycznych:
- Rynek wewnętrzny (II)
- Konkurencyjność i wzrost gospodarczy (III)
- Zielona agenda i zrównoważona łączność (IV)
- Zasoby, rolnictwo i spójność (V)
- Stosunki zewnętrzne (VI)
Z polskiego punktu widzenia najbardziej „problematyczne” i złożone mogą okazać się negocjacje punktów IV i V. Zresztą takie słowa Zero.pl usłyszało niedawno w Brukseli z ust ważnego urzędnika Komisji Europejskiej.
Pod enigmatycznym pojęciem „łączność” zapisane są m.in. kwestie transportowe. Zliberalizowane przez Brukselę przepisy dopuściły do wspólnego rynku zawodowych kierowców z Ukrainy pracujących na gorszych warunkach i za niższe stawki.
Dodatkowo spedytorzy zza Wschodu kursują „w obie strony” – transportując dobra zarówno do, jak i z krajów unijnych. Ostatnie duże strajki polskiego sektora przewoźników miały miejsce w maju i czerwcu 2025 r., wcześniej do akcji blokowania przejść granicznych z Ukrainą dochodziło na przełomie 2023 i 2024 r.
Polskę i Ukrainę znów może poróżnić kwestia rolnictwa. Po niekontrolowanym napływie ukraińskiego zboża do Polski i innych krajów unijnych, Warszawa postanowiła nałożyć embargo na część produktów importowanych z Ukrainy – m.in. pszenicę, kukurydzę, rzepak i słonecznik oraz części produktów z ich przetwórstwa. Na podobny krok zdecydowały się chociażby Węgry czy Słowacja. Zanim jednak Ukraina zajmie się piątym klastrem, sama Bruksela naciska na Warszawę, aby zdjęła ograniczania w handlu ze wschodnim sąsiadem.
– Ograniczenia importowe oczywiście stoją w sprzeczności z pogłębioną i kompleksową umową o wolnym handlu, którą zawarliśmy z Ukrainą. W jej ramach są bardzo konkretne bezpieczniki, które zabezpieczają interes polskich rolników – mówił wizytujący Warszawę unijny komisarz ds. rolnictwa. W ocenie Christopha Hansena „nawet jeśli te ograniczenia politycznie mają sens, to ekonomicznie nie”, a dostępne dane wyraźnie przeczą konieczności ich utrzymywania.
Realizm tej wypowiedzi kontrowany jest argumentem o wielkości terenów uprawnych Ukrainy, których powierzchnia jest większa od tych francuskich i niemieckich wziętych razem. Nie będzie to wielkim zdziwieniem, gdy podobne argumenty jak Warszawa zacznie podnosić Paryż, gdzie spółdzielnie rolnicze są liczącym się aktorem publicznego sporu.
Dodatkowo Francja w przyszłym roku wybierać będzie nowego prezydenta, a jeden z liderów sondaży Jordan Bardella (Zjednoczenie Narodowe) już zapowiada bardziej protekcjonistyczną politykę nad Sekwaną, włącznie ze zmniejszeniem składek Paryża do wspólnego budżetu unijnego.
Wołyń i co dalej? Pytamy Polaków o akcesję Ukrainy do UE
Ponadto palącą kwestią są relacje polsko-ukraińskie i trudna historia, szczególnie ta związana z ludobójstwem dokonanym przez Ukraińską Armię Powstańczą na Wołyniu podczas II wojny światowej. Sprawa powróciła po decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu Brygadzie Północ nazwy im. Bohaterów UPA. Kijów tłumaczył, że wnioskowali o to sami żołnierze, Warszawa tymczasem debatuje nad odebraniem Wołodymyrowi Zełenskiemu państwowego odznaczenia Orderu Orła Białego.
Wychodząc naprzeciw powyższym kwestiom, w Zero.pl publikujemy najnowszy sondaż wykonany przez SW Research z pytaniem „czy popierasz wejście Ukrainy do Unii Europejskiej?”.
Blisko połowa badanych (45,2 proc.) jest przeciwna akcesji Kijowa do struktur wspólnotowych – w tej grupie dominują przeważnie mężczyźni (49,2 proc.), osoby w wieku 25-34 lat (54,2 proc.), z wykształceniem zasadniczym zawodowym (49,3 proc.) oraz ze wsi (47,8 proc.) oraz z miast poniżej 100 tys. mieszkańców (47,5 proc.).

„Czy popierasz wejście Ukrainy do Unii Europejskiej?” – takie pytanie na zlecenie Zero.pl postawiła pracownia SW Research. (fot. Zero.pl)
Z kolei niewiele ponad co trzeci (37,7 proc.) chciałby, aby Ukraina była członkiem Unii Europejskiej. Takie zdanie prezentują przede wszystkim osoby powyżej 50 r.ż. (44,6 proc.), z wykształceniem podstawowym/gimnazjalnym (42,2 proc.), z miast powyżej 500 tys. mieszkańców (40,3 proc.).
17,1 proc. ankietowanych „nie ma zdania” w tym temacie – w tej grupie największy odsetek stanowią osoby do 24 r.ż. (26,7 proc.), z wykształceniem zasadniczym zawodowym (23,7 proc.) z dużych miast (200-499 tys. – 25,9 proc.; powyżej 500 tys. – 21,9 proc.).
Kraje Północy mogą wyprzedzić Ukrainę
Skomplikowany proces akcesyjny może potrwać latami. Pierwotnie planowany (i przyspieszony) termin wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej na 2027 r. już nie ma szans na realizację. Coraz więcej głosów w Brukseli ostrożnie wskazuje na nawet 2035 r. jako datę potencjalnej akcesji.
Tymczasem do unijnego maratonu mogą dołączyć kraje z północy Europy. Pod koniec sierpnia o wznowieniu przerwanych przez zmianę rządu negocjacji akcesyjnych decydować będą Islandczycy. Według sondażu Gallupa, 57 proc. obywateli opowiedziało się za kontynuowaniem rozmów z Brukselą, a ponad 30 proc. było temu przeciwnych.
Rozmowy – w przeciwieństwie do tych ukraińskich – będą znacznie ułatwione. Islandia należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), a jej rynek w dużej mierze zintegrowany jest ze Wspólnotą. Ponadto kwestią dzielącą Reykjavik z Brukselą jest rybołówstwo, jednak ze strony UE widoczne są sygnały do zawarcia kompromisu.
Oprócz tego Islandczycy – którzy nie posiadają własnej armii – ewidentnie przestraszyli się amerykańskich gróźb związanych z siłowym przejęciem Grenlandii. Problem w tym, że podczas Światowego Forum Ekonomicznego z Davos prezydent Donald Trump – grożąc sojusznikom – pomylił nazwy geograficzne i kilkukrotnie ze sceny rzucał słowem „Iceland”.
Procesowi uważnie przygląda się sąsiadująca przez morze Norwegia, która w przeszłości już dwukrotnie (1972 r. i 1994 r.) mówiła „nie” Unii Europejskiej. Pomimo tego kraj, podobnie jak Islandia, jest członkiem EOG, należy do Strefy Schengen, ma także bliskie stosunki z krajami Wspólnoty dzięki bogatym złożom naturalnym (ropa naftowa i gaz ziemny).
Dyplomatyczna szarża Ukrainy
Bezprecedensowa próba przyspieszonej akcesji Ukrainy może mieć szansę powodzenia, należy ją jednak odczytywać w dwóch płaszczyznach: woli politycznej w Brukseli, a także jednomyślności państw członkowskich. O ile ten pierwszy czynnik jest brany za pewnik, o tyle zmiany polityczne w niektórych stolicach sygnalizować mogą wydłużenie całego procesu.
Największą przeszkodą dla Kijowa wciąż pozostaje otwarty front wojenny z Rosją i póki działania zbrojne nie ustaną, nie ma szans na Ukrainę w UE, stąd też niedawny list otwarty Wołodymyra Zełenskiego do Władimira Putina, w którym – pierwszy raz od ponad 4 lat – proponuje rozmowy 1:1. Twórca „Sługi Narodu” liczy też na powrót Waszyngtonu do stołu negocjacyjnego, proponując Trumpowi szczyt pokojowy za oceanem.
Czwartkowy i piątkowy szczyt Rady Europejskiej będzie zatem pierwszym poważnym starciem między polityczną wolą Brukseli a urzędniczym realizmem akcesyjnym.
