Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska przeprowadziły skoordynowane naloty na cele powiązane z Iranem w Iraku. Operacja, potwierdzona przez Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) oraz saudyjskie Ministerstwo Obrony, stanowi pierwszy oficjalnie ogłoszony udział Rijadu w działaniach wojskowych prowadzonych przeciwko ugrupowaniom wspieranym przez Teheran od początku obecnej wojny na Bliskim Wschodzie.

- USA i Arabia Saudyjska przeprowadziły wspólne naloty na proirańskie milicje w Iraku, oskarżane o ataki na amerykańskie bazy i saudyjską infrastrukturę naftową.
- To pierwszy oficjalnie potwierdzony udział Arabii Saudyjskiej w operacji wojskowej przeciwko siłom wspieranym przez Teheran od początku obecnego konfliktu.
CENTCOM poinformował, że od wybuchu wojny doszło do około 600 ataków na amerykańskie cele w regionie, w których zginęło co najmniej 18 żołnierzy USA. - Iran odpowiedział uderzeniami na tankowce w cieśninie Ormuz oraz amerykańską bazę wojskową w Jordanii, określając je jako odwet za wspólne naloty.
Według władz Arabii Saudyjskiej celem ataków były obiekty wykorzystywane przez proirańskie milicje działające na terytorium Iraku. To właśnie te ugrupowania są oskarżane o przeprowadzanie ataków rakietowych i dronowych na saudyjskie instalacje naftowe i gazowe oraz na amerykańskie bazy wojskowe w regionie.
Odpowiedź Królestwa
Saudyjskie Ministerstwo Obrony podkreśliło, że operacja została przeprowadzona „w ramach prawa Królestwa do samoobrony”. W oficjalnym komunikacie zaznaczono, że naloty były „precyzyjne i ukierunkowane”, a ich celem było zniszczenie infrastruktury wykorzystywanej przez bojowników odpowiedzialnych za wcześniejsze ataki na saudyjski sektor energetyczny.
Trump i Netanjahu przy jednym stole. „Chcą przetestować przeciwników”
Również amerykańskie Centralne Dowództwo potwierdziło udział w operacji. Według CENTCOM celem byli „terroryści wspierani przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC)”, którzy od miesięcy prowadzą działania wymierzone w siły USA rozmieszczone na Bliskim Wschodzie.
Według danych przekazanych przez amerykańskie wojsko od początku konfliktu doszło już do około 600 prób ataków na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie. W wyniku tych działań zginęło co najmniej 18 amerykańskich żołnierzy, a setki odniosły obrażenia. Pentagon ostrzegł, że kolejne uderzenia na amerykańskie cele spotkają się z dalszą odpowiedzią militarną.
Pierwszy oficjalny udział Rijadu w wojnie
Choć zachodnie media, w tym Reuters, już wcześniej informowały o nieoficjalnym zaangażowaniu Arabii Saudyjskiej w działania przeciwko Iranowi, jest to pierwszy przypadek, gdy władze w Rijadzie otwarcie potwierdziły udział własnych sił powietrznych w operacji wojskowej.
Decyzja oznacza istotną zmianę strategii Arabii Saudyjskiej. Jeszcze do niedawna królestwo starało się ograniczać bezpośrednią konfrontację z Iranem, mimo regularnych ataków na swoją infrastrukturę energetyczną. Teraz Rijad otwarcie opowiada się po stronie Waszyngtonu, zwiększając presję militarną na irańskich sojuszników.
Iran błyskawicznie odpowiedział na wspólną operację. W środę Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował o przeprowadzeniu ataków na tankowce przepływające przez cieśninę Ormuz oraz o wystrzeleniu rakiet w kierunku amerykańskiej bazy wojskowej w Jordanii. Teheran określił swoje działania jako odwet za naloty USA i Arabii Saudyjskiej.
Netanjahu ostrzega Iran przed atakiem. Zapowiada potężny odwet
Ataki na cele morskie wywołały dodatkowe obawy na światowych rynkach. Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej, przez który przepływa około jedna piąta światowych dostaw tego surowca. Każda eskalacja w tym rejonie natychmiast przekłada się na wzrost niepewności na rynkach energii i ryzyko wzrostu cen ropy.
Poszerzenie konfliktu
Eksperci zwracają uwagę, że wojna coraz wyraźniej przestaje być konfliktem ograniczonym do Iranu i Izraela. Obejmuje już Irak, Jordanię, Arabię Saudyjską, Morze Czerwone oraz Zatokę Perską, a bezpośrednie zaangażowanie Rijadu może oznaczać wejście konfliktu w nową, znacznie bardziej niebezpieczną fazę.
Jednocześnie administracja Donalda Trumpa utrzymuje, że mimo działań wojskowych nadal pozostaje otwarta na rozmowy z Teheranem.