
Samolot odrzutowy Learjet 60 lecący z Teksasu na Bahamy runął w niedzielę na ruchliwą drogę na Florydzie. Zginęło dziewięć osób znajdujących się na pokładzie. Pilot zgłaszał oblodzenie i turbulencje, chwilę później nadał „mayday”. Drugą pilotką maszyny była 20-letnia dziewczyna pochodzenia brazylijskiego.
- Odrzutowiec spadł w pionowym locie na jezdnię w hrabstwie Palm Beach, nie raniąc nikogo na ziemi. Drugą pilotką była 20-letnia Nathalia Gadelha Filgueiras.
- Pilot zgłosił oblodzenie i turbulencje, potem nadał „mayday” i mówił o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości.
- Śledztwo prowadzi Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Wstępny raport ma się pojawić w ciągu 30 dni, a końcowy za 1–2 lata.
Czytaj także: Katastrofa odrzutowca w USA. Przerażające nagrania
Odrzutowiec Learjet 60, lecący z Austin w Teksasie na Bahamy, runął w niedzielę tuż przed godz. 13 czasu lokalnego na jedną z głównych ulic hrabstwa Palm Beach na Florydzie. Zginęło dziewięć osób na pokładzie. Na ziemi nikt nie został ranny.
Maszyna spadła niemal pionowo, z prędkością ok. 137 m na sekundę, tuż obok przejeżdżających samochodów. W jezdni powstał głęboki krater, a wokół leżały płonące szczątki.
– Wyglądało to jak spadający pocisk – powiedział gubernator Florydy Ron DeSantis.
Czytaj także: Alarm na pokładzie samolotu Wizz Air. Węgry uruchomiły procedurę NATO
Spokojny meldunek, potem „mayday”
Z nagrań rozmów z kontrolą ruchu, które opublikował serwis LiveATC.net, wynika, że pilot zgłaszał lekki, czysty lód, który da się opanować, umiarkowane turbulencje i temperaturę minus 47 st. C.
Później zgłosił jednak opady i poprosił o zgodę na wzniesienia się z ok. 10 700 m na 11 300 m. Kontrola ruchu przystała na tę prośbę. O 12:48:28 z ust pilota padło „mayday, mayday”, a samolot zaczął tracić wysokość.
Maszyna spadała z prędkością najpierw 2400, potem 3000 m na minutę. Pilot przekazał później, że samolot przekroczył dopuszczalną prędkość i opada 6100 m na minutę.
– Rozbijemy się o ziemię – powiedział później.
O 12:49:01 tempo spadku wynosiło już 6700 m na minutę (112 m na sekundę). W ostatniej wiadomości o 12:49:17 pilot powiedział: „Kończy nam się czas”. Według serwisu ADS-B Exchange samolot stracił 8 200 m w ciągu jednej minuty.
Pogoda jest jednym z głównych wątków śledztwa.
– Musimy ustalić, jakie warunki panowały na wysokości ok. 10 700 m – mówił Tom Chapman z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). W rejonie występowały rozproszone burze, a samolot kilka minut przed upadkiem przeszedł przez silniejszą komórkę burzową. Nie wiadomo, czy miało to związek z katastrofą.

Samolot z dziewięcioma osobami na pokładzie rozbił się na Florydzie (fot. Getty AFP/SAUL MARTINEZ / East News)
Młoda pilotka i dochodzenie
Służby nie podały oficjalnie tożsamości ofiar. Rodzina potwierdziła, że drugim pilotem była 20-letnia Nathalia Gadelha Filgueiras.
– Była bardzo dobrą dziewczyną, odpowiedzialną i pracowitą – powiedziała ej matka. Dodała, że jako druga pilotka córka nie mogła podejmować decyzji.
Rodzina jest brazylijska, ale mieszka na Florydzie, gdzie urodziła się dziewczyna. Licencję pilota zdobyła w wieku 17 lat, jeszcze przed prawem jazdy. Ukończyła jedną z najbardziej renomowanych szkół lotniczych w USA, i, według rodziny, miała ponad 1300 godzin nalotu. Nie podano dotychczas żadnych informacji o pierwszym pilocie.
Przedstawiciele NTSB dodali, że „największą przeszkodą będzie wydobycie głównych elementów z krateru na jezdni”. Części samolotu mogą znajdować się w pewnej odległości od miejsca katastrofy – samolot zaczął rozpadać się jeszcze przed uderzeniem w ziemię.
Rejestratory, skutki na ziemi i bilans
Mary Schiavo, analityczka CNN i była inspektor generalna resortu transportu, oceniła, że to nie było kontrolowane zniżanie. Jej zdaniem załoga straciła panowanie nad maszyną. Stromy lot mógł spowodować odpadnięcie elementów, a rejestrator parametrów lotu mógł zniszczyć wybuch.
Uszkodzenia drogi zablokowały wjazd do parku domków mobilnych, a ok. 600 osób potrzebuje schronienia, poinformował komisarz hrabstwa Joel Flores. Ludzi kierowano do dwóch schronisk. Miejsce katastrofy leży kilka mil od lotniska w West Palm Beach, niedawno przemianowanego na cześć prezydenta Donalda Trumpa.
Według NTSB to druga najtragiczniejsza katastrofa lotnicza w USA w tym roku. W czerwcu w Butler w stanie Missouri zginęło 12 osób w samolocie skoczków spadochronowych. Wstępny raport ma powstać w ciągu 30 dni, a końcowy, z prawdopodobnymi przyczynami, może pojawić się za rok lub dwa.
Obejrzyj także: