Reklama
Kraj

Trzaskowski zdominował kolejny tydzień. Może dziękować Słowikowi

Druga połowa czerwca przyniosła prawdziwe upały, a największy wzrost temperatury odnotowano w pobliżu Szpitala Południowego w stolicy kraju. Próżno szukać przy tym deszczu – jedyne opady widoczne są w sondażach Koalicji Obywatelskiej. Oto cotygodniowy, subiektywny przegląd wydarzeń.

Kasjan Owsianko
Opinia autorstwa: Kasjan Owsianko
Dzisiaj 09:02
7 min
Mogło być gorzej. Emil Jędrzejewski, Rafał Trzaskowski i Donald Tusk (fot. Zero.pl / Kanał Zero / PAP / Adam Warżawa / Radek Pietruszka)
TYLKO NA

W tę niedzielę termometry idą na rekord. Pobicie pułapu 40,2 st. C. ustanowionego ponad wiek temu w opolskim Prószkowie jest niemal pewne. Większość słusznie powie, że winę za czerwcowe upały ponosi globalne ocieplenie, nieliczni stwierdzą, że „jest lato, więc ma być ciepło”, a niemądrzy, że to wszystko chemtrails i geoinżynieria. Mało kto jednak wpadnie na to, że powód leży gdzie indziej: po prostu w Koalicji Obywatelskiej się zagotowało.

Owo zagotowanie politycy największej ze współrządzących partii znoszą źle. Część z nich stawia na umniejszanie temperaturze. Mówią, że wcale nie jest tak ciepło, że afera wokół Szpitala Południowego – i nie tylko – to wyłącznie personalny spór dwójki lekarzy i że Tutanchamonowi tomografię też robili, kiedy już nie żył. Inna część wybiera wyparcie. Przecież to oczywiste, że jeżeli zaprzeczą znajomości z Dawidem Kacprzykiem, to wyparują ze wspólnych zdjęć.

Giertych i Tusk walczą z upałami. Upały wygrywają

Przed podatnością na wysoką temperaturę nie chroni rozpoznawalność ani stanowisko w partii – nieprzerwanie udowadnia to Roman Giertych, który nie miał najmniejszych oporów, żeby zaledwie trzy godziny po dramatycznych wydarzeniach w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju, połączyć je z publikacjami dotyczącymi nieprawidłowości w ochronie zdrowia.

Reklama
Reklama

„Moralną odpowiedzialność ponoszą ci, którzy z walki dwóch lekarzy w Szpitalu Południowym uczynili paliwo do ataku politycznego” – napisał, kiedy wciąż trwała walka o życie i zdrowie personelu oraz pacjentek, a policja ani prokuratura nie zdążyły nawet przesłuchać sprawcy.

Ale kto wiceprzewodniczącemu klubu Koalicji Obywatelskiej zabroni, skoro temperatura nie oszczędziła nawet lidera ugrupowania, szefa rządu Donalda Tuska. W przypadku premiera przyniosła nieco inne efekty.

Nie ma takiego zdania, którego nie można zmienić w dwie godziny

Kiedy we wtorek wieczorem w Kanale Zero pojawił się dr Emil Jędrzejewski, dawny ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym, i zaczął mówić o zdarzeniach, które miały mieć miejsce na tamtejszym SOR, internet zapłonął. – Ten salonik VIP to nic – opowiadał. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – kwitował.

Reklama
Reklama

Choć niemal wszyscy zaczęli pytać o wiarygodność słów lekarza, w zasadzie nikt nie przeszedł obok nich obojętnie. – Jestem naprawdę zdruzgotany. Nie mam powodów, żeby nie wierzyć doktorowi Jędrzejewskiemu – komentował w Porannych Rozmowach Zero prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski.

Obojętnie wobec wypowiedzi nie przeszła także prokuratura, która wezwała Jędrzejewskiego na przesłuchanie w południe dnia następnego. – Nie jest moim zadaniem ocenianie wiarygodności bohaterów tej sprawy – mówił podczas wizyty sygnalisty w prokuraturze Tusk.

Szkopuł w tym, że mimo stawienia się w prokuraturze, lekarz na pytania zdecydował się nie odpowiadać bez pełnomocnika. Zamiast tego przekazał listę osób, które jego zdaniem miały zostać poszkodowane w Szpitalu Południowym. Kolejną wizytę Jędrzejewskiego w siedzibie okręgówki zaplanowano na poniedziałek – a pytania o to, kto będzie go reprezentować, ruszyły.

Nieudane przesłuchanie oraz chwila na słońcu wystarczyły, żeby szef rządu zmienił swoje wypowiedziane dwie godziny wcześniej stanowcze zdanie o nieocenianiu wiarygodności osób związanych ze sprawą i napisał w mediach społecznościowych: „Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa”.

Reklama
Reklama

Trzaskowski dostał absolutorium, sygnalista wypowiedzenie z pracy

Zdania nie zmieniła za to warszawska rada w kwestii poparcia dla Rafała Trzaskowskiego – a przynajmniej stanowiąca samodzielną większość w radzie Koalicja Obywatelska, bo wspólny klub Lewicy oraz ruchów miejskich zdecydował, żeby podczas głosowania nad absolutorium opowiedzieć się przeciw. Tego, jak głosowali radni Prawa i Sprawiedliwości, raczej nie muszę pisać.

Czwartkowe posiedzenie Rady Warszawy trwało jedyne 15 godzin. Ruszyło o godz. 10 rano, skończyło się po godz. 1 w nocy. O to, żeby radni w Pałacu Kultury i Nauki – a moi redakcyjni koledzy Kamil i Filip przed komputerami – spędzili jak najwięcej czasu, zadbała m.in. wiceprezydentka stolicy Renata Kaznowska, która postanowiła przez kilkadziesiąt minut odczytywać z kartki statystyki dotyczące stołecznych placówek medycznych.

Wypowiedź urzędniczki była drugą najmniej potrzebną rzeczą podczas posiedzenia. Wyprzedził ją jedynie stojak na parasolki.

Reklama
Reklama

A teraz bez żartów – nie mam pojęcia, czy w sali był stojak na parasolki. Wiem za to, że był w niej Patryk Słowik, który bez związku ze swoim artykułem o specjalnym traktowaniu polityków Koalicji Obywatelskiej na oddziale ratunkowym Szpitala Południowego postanowił zapytać przewodniczącą rady Ewę Malinowską-Grupińską, „czy 25 czerwca 2026 r. to nie jest dobry dzień na złożenie najpierw rezygnacji z funkcji przewodniczącej, a potem na złożenie mandatu radnej Miasta Stołecznego Warszawy”.

Na nieszczęście Trzaskowskiego zapytanie Malinowskiej-Grupińskiej o rezygnację nie było jedynym, na co Słowik wykorzystał swoje 5 minut z mikrofonem. Resztę czasu poświęcił bezpośrednio prezydentowi stolicy – najpierw prostując jedną z jego wypowiedzi, potem wskazując, że jego zachęty dla sygnalistów, aby zgłaszali oni wszelkie nieprawidłowości, nijak się mają do działania reszty polityków ugrupowania, którego jest wiceliderem.

Kto by się spodziewał, że dzień później przeczytamy historię sygnalisty z warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich, który został zwolniony z pracy pomimo zapewnienia mu przez prezydenta miasta pisemnej ochrony. Fakt, że jako jeden z powodów zwolnienia wskazano utratę zaufania wynikającą ze złożenia skargi do Trzaskowskiego, to tylko wisienka na torcie.

Reklama
Reklama

Tak oto Trzaskowski kolejny tydzień z rzędu trafił na najwyższe miejsce w rankingu polityków, o których działaniach mówi się najwięcej, a niekoniecznie najlepiej. I dokonał tego mimo faktu, że Karol Nawrocki robił, co mógł, żeby odciągnąć choć część żurnali swoją decyzją o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu.

Pomóc próbował nawet Andrzej Duda, który specjalnie dla odwrócenia uwagi dziennikarskich hien kupił używane Porsche, ale okazało się, że niestety wybrał zbyt tani model, żeby się udało.

Dziękować może posłanka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Pępek. Teraz już nikt nie pamięta, że wepchnęła się w szpitalu w Żywcu w kolejkę, a po nakryciu przez szpital postanowiła pójść z nim na noże. 

Chociaż dziwidło olbrzymie we Wrocławiu zakwitło. Zawsze mogło być gorzej.