– Pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach i wykonywali im tomografię, żeby coś markować. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. Każdy przypadek śmierci na SORze powinien być przeanalizowany – tak o funkcjonowaniu SOR w Szpitalu Południowym opowiadał u Krzysztofa Stanowskiego w Kanale Zero dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii. To on informował Rafała Trzaskowskiego o nieprawidłowościach. – Dawid Kacprzyk Pana zdaniem odpowiada za to, że tam umierali ludzie? – zapytał wprost Stanowski.

- Portal Zero.pl w ubiegłym tygodniu ujawnił dwie bulwersujące afery związane ze Szpitalem Południowym w Warszawie.
- Chodzi o sprawę lekarza-milionera z Koalicji Obywatelskiej oraz saloniku VIP na SOR, w której przyjmowano polityków tej formacji bez kolejki.
- – Ten salonik VIP to nic – mówi we wtorek w „Godzinie Zero” dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii, który w lipcu 2025 r. informował prezydenta Warszawy o nieprawidłowościach w szpitalu. Dwa miesiące później został zwolniony.
- W środę, 24 czerwca, od godz. 7 w Kanale Zero będzie program na żywo dotyczący Szpitala Południowego.
– Część chce z pana zrobić pisowskiego oszołoma, złodzieja – rozpoczął prowadzący program Krzysztof Stanowski.
Gość programu został później zapytany o to, czy salonik VIP w Szpitalu Południowym istniał faktycznie. – Tak. Ja w nim nigdy nie byłem – odparł.
– Ten salonik VIP to nic. Jeśli kogoś przeniesie się z normalnego świata, do świata, który funkcjonował tam, mówię o moich doświadczeniach medycznych, to są to rzeczy nieprawdopodobne – dodał chirurg.
Opowiedział m.in, że pacjenci spędzali niepotrzebnie w szpitalu tydzień po zwykłych, niepowikłanych operacjach.
– Okazuje, że przyczyna była taka trywialna. Nie miał ich kto wypisać – wytłumaczył.
– Trafiłem do miejsca, gdzie nie ma zespołu pielęgniarskiego. Nie ma zespołu – mówił o swoich pierwszych chwilach jako ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym.
Dr Jędrzejewski dodał, że w Polsce jest za mało chirurgów, a w branży zarabia się bardzo dużo. – Za bycie, za to, że się jest, bierze się 40, 50 tys. – przekazał.
„Tam giną ludzie”
Gość Kanału Zero powiedział o skutkach, jakie w jego ocenie miało zatrudnienie w szpitalu na stanowisku szefa SOR-u młodego lekarza, 28-letniego Dawida Kacprzyka.
– Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – skwitował. – Procedury były wykonywane w sposób wadliwy – doprecyzował.
– W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie – dodał.
– Każdy przypadek śmierci na SORze powinien być przeanalizowany – ocenił.
Dr Jędrzejewski powiedział, że dochodziło do sytuacji, kiedy osoby przyjęte na SOR umierały niezaopiekowane i pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach, np. odnajdując ich martwych w toalecie i wykonywali im tomografie.
– Żeby coś markować, żeby robić dokumentację. O tym wiec cały szpital, ale nikt nic nie robi – mówi.
Gość „Godziny Zero” powiedział, że najpierw rozmawiał w tej sprawie z Dawidem Kacprzykiem. Młody lekarz miał jednak złożyć na niego skargę do wiceprezydent Warszawy Renaty Kaznowskiej.
Jak twierdzi były ordynator Szpitala Południowego, Dawid Kacprzyk czuł się zupełnie bezkarny w swoich skandalicznych działaniach ze względu na swoje koneksje polityczne.
Miał powoływać się na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz na wiceprezydent Warszawy Renatę Kaznowską.
Następnie gość Kanału Zero miał „zdobyć telefon do Rafała Trzaskowskiego”. Miał usłyszeć od prezydenta Warszawy, że ma „skontaktować się za pomocą WhatsAppa”. – W końcu piszę i telefon milczy – dodał.
Dr Jędrzejewski powiedział, że jednym z powodów jego późniejszego zwolnienia ze szpitala miało być „pobicie Dawida Kacprzyka”. Opowiedział, jak według niego, wyglądała ta sytuacja.
– Ja kończę dyżur, przychodzi młodszy dyżurny i rozmawiamy. On do mnie mówi: co tam ten Dawidek na pana mówił? Następnie ja idę po schodach na odprawę, pan Dawidek wychodzi z windy. Ja podchodzę do niego i mówię: ty mały gnojku, nie możesz mi tego powiedzieć w twarz i się odwracam – mówił.
Dawid Kacprzyk miał mu następnie powiedzieć, że „czuje się zastraszany”. Dodał, że sytuację uwiecznił szpitalny monitoring.
Całą rozmowę można zobaczyć tutaj:
Sprawa lekarza-milionera
Bohaterem poprzedniej publikacji Zero.pl także był Dawid Kacprzyk. Mężczyzna jeszcze przed ujawnieniem afery był radnym warszawskiej dzielnicy Ursus oraz lekarzem. Do niedawna był też szefem młodzieżówki wspierającej Koalicję Obywatelską.
Zgodnie z dokumentacją, do której dotarło Zero.pl, lekarz-polityk zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Kacprzyk miał przepracować w Warszawskim Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie – statystycznie 11 godzin dziennie, dzień w dzień, 365 dni w roku. Swoje usługi świadczył dla czterech podmiotów medycznych. Jego rekordowy dyżur trwał 96 godzin bez przerwy.
Dziennikarze przeanalizowali grafik lekarza i porównali go z jego działalnością polityczną. W kilku przypadkach był w trakcie dyżurów w telewizji, urzędach, spotykał się z politykami. W kilkunastu kolejnych – niewykluczone, że już ze szpitala – prowadził aktywność polityczną w mediach społecznościowych.
Z dokumentacji wynika, że Dawid Kacprzyk często pracował po trzy doby z rzędu, bez przerwy. Zdaniem ekspertów to zagrożenie dla samego lekarza oraz dla jego pacjentów. Natomiast najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że młody lekarz być może grafik po prostu fałszował.
