Amerykańska rozgłośnia radiowa NPR poinformowała we wtorek, że w opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości aktach dotyczących sprawy Jeffreya Epsteina brakuje co najmniej 53 stron dokumentów. Część z nich ma dotyczyć przesłuchań kobiet rzekomo obciążających prezydenta Donalda Trumpa.

- NPR wskazuje na 53 brakujące strony w dokumentach opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych.
- Część nieopublikowanych materiałów ma dotyczyć zeznań kobiet rzekomo obciążających Donalda Trumpa.
- Resort nie wyjaśnił dotąd rozbieżności; pytania dotyczą kompletności akt w sprawie Jeffreya Epsteina.
Sprawa dotyczy publikacji materiałów ujawnionych na polecenie Kongresu, które spowodowały niemałe trzęsienie wśród światowych elit politycznych. O wielu z nich informowaliśmy na łamach Zero.pl
Dziennikarze NPR, analizując numery seryjne dokumentów i wewnętrzne rejestry czynności śledczych FBI, zauważyli, że część akt widniejących w oficjalnych logach nie znalazła się w publicznej bazie danych.
Zeznania kobiet i wątek Donalda Trumpa w aktach Epsteina
Według amerykańskiej rozgłośni braki obejmują m.in. notatki z przesłuchań kobiety, która twierdziła, że jako 13-latka została seksualnie napastowana przez Trumpa.
Z dokumentów wynika, że kobieta ta była przesłuchiwana przez FBI czterokrotnie w ramach śledztwa dotyczącego partnerki Epsteina, Ghislaine Maxwell. W opublikowanym zbiorze znalazły się jednak jedynie notatki z pierwszego przesłuchania. Bez wzmianek o Trumpie. Oznaczenia stron sugerują, że brakuje około 50 stron materiałów.
NPR informuje również o innej kobiecie, która w 2019 r. zeznała, że jako nastolatka została zabrana przez Epsteina do posiadłości Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie, gdzie miało dojść do spotkania z przyszłym prezydentem. Wcześniej dokument z tego przesłuchania został opublikowany, następnie usunięty z archiwum resortu i ponownie udostępniony 19 lutego. Departament Sprawiedliwości tłumaczył, że zmiany wynikały z interpelacji prawników jednej z ofiar.
Wszystkie opisane zarzuty nie znalazły sądowego rozwinięcia. Sam Trump wielokrotnie zaprzeczał oskarżeniom, a przedstawicielka Białego Domu przekazała mediom, że prezydent został „całkowicie oczyszczony” z zarzutów związanych ze znajomością z Epsteinem.
Publikacja akt Epsteina pod lupą – błędy czy celowe wyłączenia?
Jednak sposób publikacji dokumentów budzi wątpliwości. Wcześniejsze transze akt były krytykowane za ujawnienie tożsamości ofiar, konieczność korekt oraz ponowne publikacje części materiałów. Obecnie pojawiają się coraz bardziej zasadne pytania o kompletność upublicznionych akt.
W przypadku tak poważnych oskarżeń, dotyczących domniemanego wykorzystywania nieletnich, kluczowa jest pełna przejrzystość procedur. Jeśli brakujące strony zostały wyłączone z publikacji na podstawie konkretnych przepisów, resort powinien to jasno zasygnalizować. Jeśli natomiast doszło do błędów edytorskich, może zostać poddana w wątpliwość wiarygodność całego procesu ujawniania dokumentów.
NPR zaznacza, że liczba „53 brakujących stron” wynika z analizy oficjalnych rejestrów samego Departamentu Sprawiedliwości. Do czasu przedstawienia szczegółowego wyjaśnienia rozbieżności trudno jednoznacznie ocenić, czy mamy do czynienia z celowym ograniczeniem dostępu do akt, czy z administracyjnym przeoczeniem.
W obu przypadkach stawką pozostaje zaufanie opinii publicznej do instytucji odpowiedzialnych za transparentność i rozliczalność w jednej z najbardziej kontrowersyjnych i medialnie nośnych spraw ostatnich dekad.
Co znamienne już 4 lutego, niedługo po opublikowaniu akt Epsteina, Donald Trump namawiał do „zamknięcia tego rozdziału”. Wedle doniesień NPR w tej „książce” brakuje ok. 50 stron kluczowego wątku.
Amerykański resort sprawiedliwości nie przedstawił dotąd wyjaśnienia rozbieżności.