Reklama
Reklama

Reklama

Cieśnina Ormuz. Gra o czas, kontrolę i wiarygodność

Reklama
TYLKO NA

Formalny koniec amerykańskiej operacji wojskowej przeciwko Iranowi nie przyniósł ani pokoju, ani porozumienia. Cieśnina Ormuz stała się dziś areną gry o czas, faktyczną kontrolę i polityczną wiarygodność, w której Waszyngton próbuje utrzymać presję, a Teheran pokazać, że nie da się już cofnąć do stanu sprzed wojny.

Wojna o Cieśninę Ormuz.
Wojna o Cieśninę Ormuz. (fot. fot. gettyimages.com/Bloomberg/Contributor/Anadolu /freepik.com/Rawpixel.com)
  • To nie był prawdziwy koniec wojny na Bliskim Wschodzie. USA zakończyły operację „epicka furia” głównie z powodów prawnych. Presja na Iran – militarna i polityczna – trwa dalej.
  • Propozycja USA to raczej pauza niż porozumienie. Waszyngton chce krótkiego, wstępnego układu, który zatrzyma walki, ale nie daje Iranowi realnych gwarancji ani natychmiastowych korzyści.
  • Iran faktycznie przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Teheran narzucił własne zasady tranzytu i pokazał, że potrafi je egzekwować siłą.
  • Obie strony grają na czas, ale ryzyko tylko rośnie. Iran liczy na zmęczenie USA i sojuszników, a Ameryka nie może ustąpić bez utraty wiarygodności — co zwiększa niebezpieczeństwo dalszej eskalacji.

Reklama

„Działania wojenne, które rozpoczęły się 28 lutego 2026 roku, zostały zakończone” – tymi słowami 1 maja prezydent Donald Trump poinformował Kongres USA o formalnym zakończeniu operacji wojskowej przeciwko Iranowi. Zakończenie „epickiej furii” nie oznaczało jednak rozwiązania konfliktu na drodze porozumienia z Iranem. W rzeczywistości decyzja była podyktowana przepisami prawa federalnego USA, a nie logiką odstąpienia od polityki „maksymalnej presji” wobec Iranu.

Koniec operacji, nie koniec presji

Zgodnie z amerykańskim prawem, jeżeli działania wojenne zainicjowane przez prezydenta jako bezpośrednie narzędzie polityki państwa trwają dłużej niż 60 dni, ich dalsza kontynuacja wymaga zgody Kongresu. Wynika to z mechanizmu kontroli urzędu prezydenta przez amerykański parlament. Jeśli więc operacja „Epic Fury” rozpoczęła się 28 lutego, bez zgody Kongresu mogła trwać najpóźniej do 29 kwietnia.

Decyzja o zakończeniu operacji ma znaczenie szersze niż tylko formalnoprawne ograniczenie mandatu amerykańskiej administracji. Jest raczej próbą zachowania ciągłości operacyjnej przy jednoczesnym „wyzerowaniu ustawowego licznika” przewidzianego w amerykańskich przepisach. W praktyce otworzyło to możliwość ponownego uruchomienia kolejnej operacji przeciwko Iranowi.


Reklama


Reklama

Na taki scenariusz wskazał sam Trump nazajutrz po przekazaniu decyzji Kongresowi. W wypowiedzi dla mediów zasugerował – formułując kolejną groźbę – że jeśli negocjacje nie będą przebiegały po jego myśli, USA są skłonne wznowić uderzenia. Mimo tych gróźb, które w przestrzeni publicznej nie robią na Irańczykach wrażenia, potwierdził, że negocjacje, choć prowadzone zdalnie, trwają.

USA kontra Iran. Blokada morska zamiast rozmów i test nowej strategii Waszyngtonu

Warto zatem przyjrzeć się bazie wyjściowej projektu porozumienia przekazanego przez Amerykanów. Po raz kolejny – przynajmniej w świetle informacji opublikowanych w mediach – jest on próbą powrotu do stanu sprzed 28 lutego.


Reklama

Ku zaskoczeniu wszystkich stało się to po zmianie stanowiska negocjacyjnego przez Iran, który w ubiegłym tygodniu poinformował, że kwestia nuklearna nie będzie teraz przedmiotem negocjacji. We wtorek amerykańska administracja, ustami sekretarza stanu Marca Rubio, poinformowała, że bierze pod uwagę rozłożenie tego procesu w czasie. Rubio stwierdził: „nie trzeba mieć pełnej umowy napisanej w jeden dzień”.


Reklama

Porozumienie warunkowe

Oznacza to zatem próbę wyjścia z impasu poprzez zawarcie krótkiego, politycznego protokołu ustaleń. Nie rozstrzygałby on wszystkich spornych kwestii, lecz otwierałby 30-dniowe okno negocjacyjne. W tym czasie strony miałyby dopracować szczegółowe zapisy dotyczące otwarcia Cieśniny Ormuz, zobowiązań do ograniczenia irańskiego programu nuklearnego, a także stopniowego znoszenia amerykańskich sankcji.

Sam dokument, jak podają media, miałby charakter ramowy. Ogłaszałby formalne zakończenie wojny i wskazywał mechanizm dalszych rozmów. Niemniej kluczowe dla tego stanowiska jest to, że wszystkie zapisy dotyczące ustępstw wobec Iranu byłyby warunkowe i uzależnione od zawarcia ostatecznego porozumienia. Protokół nie byłby więc dwustronnym porozumieniem, lecz jednostronnym, politycznym dyktatem warunkowości.

Co do szczegółów projektu, pomimo wcześniej przytoczonej deklaracji Rubio znalazły się w nim zapisy dotyczące moratorium na wzbogacanie uranu, wzmocnionego systemu inspekcji, usunięcia z Iranu wysoko wzbogaconego uranu oraz międzynarodowego zobowiązania Teheranu do niewchodzenia na ścieżkę budowy broni jądrowej. Po stronie amerykańskiej miałaby pojawić się zgoda na stopniowe znoszenie sankcji i uwolnienie miliardów dolarów zamrożonych irańskich środków.


Reklama

USA kontra Iran: gra o nowy porządek regionalny


Reklama

Obiektywnie, patrząc na zapisy tego porozumienia, nie można mówić o jakiejkolwiek prognozie przełomu negocjacyjnego. Sam fakt rozmów o jednostronicowym protokole pokazuje, że Amerykanie nie zamierzają rezygnować ze swoich żądań, choć zaproponowali Irańczykom rozłożenie tego procesu na etapy: najpierw zatrzymanie wojny i otwarcie oficjalnych negocjacji, a dopiero później szczegółową umowę.

W takiej amerykańskiej optyce propozycja jest zatem próbą stworzenia politycznego „kompromisu”, w którym każda ze stron byłaby w stanie przedstawić go jako swój sukces negocjacyjny. Iran mógłby utrzymywać, że nie zgodził się na pełne ustępstwa nuklearne, natomiast USA mogłyby ogłosić, że presja militarna ma sens, ponieważ udało się zamrozić program wzbogacania uranu, ustanowić inspekcje oraz rozpocząć proces wygaszania konfliktu.

Cała konstrukcja pozostaje jednak – mało powiedzieć – chwiejna, gdyż w jej założeniach amerykańska blokada morska Iranu ma trwać do czasu osiągnięcia pełnego porozumienia. Dla Teheranu jest to nieakceptowalne, gdyż podważałoby jego wysiłki strategiczne na rzecz ustanowienia międzynarodowego uznania własnej kontroli nad Cieśniną Ormuz.


Reklama

Z kolei USA, biorąc pod uwagę kwestię własnej wiarygodności, nie mogą teraz podjąć decyzji o zniesieniu blokady. W ujęciu całościowym na szali znajduje się bowiem przekonanie, że gracz taki jak Iran powinien podporządkować się presji USA.


Reklama

Jeśli tego nie zrobi, efekt będzie taki, że to Iran narzuci ton rozmowom. Jak inaczej interpretować sytuację, w której Amerykanie, mimo ogromnego zaangażowania sił od 70 dni, nie są w stanie osiągnąć swoich celów wojennych, dodatkowo tracąc faktyczną kontrolę nad Cieśniną Ormuz na rzecz Iranu?

Spór o kontrolę

Problem polega na tym, że strukturalnie nie ma już powrotu do stanu sprzed 28 lutego i braku czyjejkolwiek kontroli nad Cieśniną Ormuz. Próbę przełożenia tej perspektywy na język polityczny Amerykanie podjęli wraz z początkiem tygodnia, zamieniając „Epic Fury” na „Project Freedom” – wolność Cieśniny Ormuz. Deklarowanym celem operacji było jej otwarcie zgodnie z zasadą swobodnej wymiany handlowej na morzach: „wolne morza, wolne towary” – z tym zastrzeżeniem, że pod nadzorem US Navy.

Operacja, według deklaracji CENTCOM, obejmowała zaangażowanie okrętów marynarki wojennej, bezzałogowych statków powietrznych, ponad 100 samolotów bazowania lądowego i morskiego oraz około 15 tys. żołnierzy. Siły te miały koordynować bezpieczny przepływ wyznaczonymi torami wodnymi.


Reklama

Równolegle planowano intensyfikację działań związanych z rozminowywaniem cieśniny. Amerykańskie siły miały również zaangażować się bezpośrednio poprzez eskortowanie statków handlowych przez cieśninę oraz reagować w przypadku prób irańskich ataków.


Reklama

Choć w poniedziałek przez cieśninę bezpiecznie przepłynęły trzy statki handlowe pod banderą USA, we wtorek operacja została zawieszona. Według obwieszczeń Trumpa:

Na podstawie prośby Pakistanu i innych krajów, a także faktu, że poczyniono wielki postęp w kierunku kompletnego i ostatecznego porozumienia z przedstawicielami Iranu, wspólnie zgodziliśmy się, że podczas gdy blokada pozostanie w pełnej mocy, Projekt Wolność zostanie wstrzymany na krótki okres, aby sprawdzić, czy umowa może zostać sfinalizowana i podpisana.

Pozostaje pytanie, czy to przywołana przez Trumpa jego dobra wola doprowadziła do zawieszenia planów odblokowania cieśniny.


Reklama

Odpowiedzi można doszukiwać się w irańskiej postawie wyrażonej przez Ebrahima Aziziego, przewodniczącego komisji bezpieczeństwa narodowego irańskiego parlamentu: „OSTRZEŻENIE. Każda amerykańska ingerencja w nowy reżim morski Cieśniny Ormuz będzie uważana za naruszenie zawieszenia broni. Cieśnina Ormuz i Zatoka Perska nie będą zarządzane przez urojeniowe wpisy Trumpa”.


Reklama

Równolegle z ogłoszeniem przez Trumpa w niedzielę „Projektu Wolność” Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił utworzenie systemu kontroli tranzytu przez cieśninę – Persian Gulf Strait Authority. Oznaczało to faktyczne zinstytucjonalizowanie irańskich procedur przeprawy przez cieśninę. Ten swoisty urząd ma być organem odpowiedzialnym za kontrolę ruchu, decydowanie o tym, kto może, a kto nie może przeprawić się przez cieśninę, oraz miejscem dokonywania rozliczeń z tytułu myta za przeprawę.

Zinstytucjonalizowanie irańskiej kontroli nad cieśniną, wraz z amerykańskim przeciwdziałaniem w postaci „Projektu Wolność”, doprowadziło do prób egzekwowania determinacji najpierw poprzez walkę narracyjną, później przez bezpośrednie użycie siły.
Celem – do którego Iran się nie przyznał, nazywając ataki działaniami pod „fałszywą flagą” – były Zjednoczone Emiraty Arabskie.


Reklama

W ich kierunku wystrzelono salwę 15 pocisków rakietowych oraz 4 dronów. Większość z nich ZEA przechwyciły, jednak jeden dron przebił się i uderzył w Fujairah Petroleum Industrial Zone, czyli strefę przemysłu naftowego w Fudżajrze. Dwa kolejne trafiły w pusty tankowiec należący do Emiratów. W odpowiedzi USA zatopiły sześć irańskich łodzi. Incydent faktycznie doprowadził do eskalacji.


Reklama

Jak jednak powiedzieli na wtorkowej konferencji prasowej sekretarz Pete Hegseth oraz przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine, ataki Iranu znajdowały się „poniżej progu wznowienia głównych operacji bojowych”, potwierdzając, że zawieszenie broni pozostaje w mocy.

Kolejnym aktem determinacji Iranu w egzekwowaniu ustanowionych przez siebie zasad kontroli nad cieśniną był atak na statek towarowy CMA CGM San Antonio, należący do francuskiego armatora. Jednostka miała próbować przepłynąć trasą wyznaczoną i wspieraną przez USA, przy wyłączonych transponderach AIS.

Statek został wykryty przez Irańczyków, a następnie trafiony pociskiem. W ten sposób Iran zademonstrował swoją kontrolę nad cieśniną, jednocześnie podważając amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Kilka godzin po ataku Trump poinformował o zawieszeniu operacji „Projekt Wolność”.


Reklama

Kryzys zaufania

Zawieszenie amerykańskiej operacji miało wynikać również z innego powodu – kryzysu zaufania pomiędzy Amerykanami a państwami Zatoki Perskiej: Arabią Saudyjską i Kuwejtem. Kryzys został wywołany samym ogłoszeniem przez Trumpa „Projektu Wolność” poprzez wpis na swoim medium.


Reklama

To właśnie wtedy państwa Zatoki miały dowiedzieć się o amerykańskiej inicjatywie bez wcześniejszego poinformowania ich o tych planach. Inaczej miało być jednak w przypadku Teheranu, który – według tych doniesień – został uprzedzony o zbliżającej się operacji. Waszyngton miał ostrzec Teheran, aby nie ingerował w działania mające umożliwić statkom przejście przez Cieśninę Ormuz. Stało się inaczej.

Amerykańska postawa miała wywołać w Rijadzie „wściekłość”. Jej konsekwencją miało być zawieszenie dostępu USA m.in. do bazy lotniczej Prince Sultan oraz saudyjskiej i kuwejckiej przestrzeni powietrznej. Decyzja miała faktycznie uziemić operację oraz pozbawić ją parasola osłony powietrznej, chroniącego statki w tranzycie.

Za tymi – choć niepotwierdzonymi oficjalnie – wydarzeniami przemawia nietypowa pod względem operacyjnym sytuacja na bliskowschodnim niebie. 5 maja, czyli w momencie, kiedy zawieszenie broni znalazło się na skraju załamania, w powietrzu nie znajdowały się żadne tankowce Sił Powietrznych USA. Działo się to w momencie, gdy Iran nie tylko odrzucił amerykańską propozycję porozumienia, lecz także nazwał oczekiwania Waszyngtonu nierealnymi.


Reklama

W czwartek, jak podał „Wall Street Journal”, ograniczenie miało zostać zdjęte, co może tłumaczyć następcze odwieszenie „Projektu Wolność”. Zaraz po doniesieniach „WSJ” Amerykanie postanowili odpowiedzieć na irańskie ataki. Według irańskich oskarżeń Amerykanie mieli przeprowadzić atak na dwa irańskie tankowce.


Reklama

W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że w obliczu amerykańskiej blokady Iran używa swojej floty tankowców jako magazynów, by odciążyć swoją przeciążoną infrastrukturę. Jednak nawet to nie wystarcza. Zdjęcia satelitarne wskazują, że Iran mógł zdecydować się na zrzuty swojej ropy do wód Zatoki.

Celom nawodnym miały towarzyszyć uderzenia wzdłuż wybrzeży Bandar Khamir, Siriku oraz wyspy Qeshm. Teheran, odpowiadając na ataki, obrał za cel amerykańską flotę znajdującą się w Zatoce. Wbrew narracji Teheranu nie ma żadnego potwierdzenia, aby którykolwiek amerykański okręt został uszkodzony. Bez wątpienia irańskie komunikaty są częścią walki informacyjnej.

Sama wymiana ognia miała jednak miejsce. Świadczy o tym komunikat amerykańskiego CENTCOM. W tym wypadku strona amerykańska przedstawia jednak odmienną narrację. Według USA to Amerykanie działali w samoobronie, a atak został sprowokowany przez siły irańskie, które „wystrzeliły wiele pocisków, dronów i małych łodzi”.


Reklama

Gra na czas

Wszystko to dzieje się w cieniu negocjacji. Wymiana ciosów między stronami dowodzi, że obie strony próbują zarządzać ryzykiem eskalacji. Robią to poprzez dozowanie przemocy. Ten cykl niestabilności może zapowiadać przedłużającą się presję, w ramach której Iran może próbować grać na czas.


Reklama

Wojna w Iranie. Między zawieszeniem broni a eskalacją

Z jednej strony będzie liczył na odporność własnej gospodarki, z drugiej – na rosnące koszty polityczne i gospodarcze po stronie USA. W prognozach Teheranu mogłoby to doprowadzić do zmiękczenia amerykańskiego stanowiska, gdzie w konsekwencji Waszyngton zostałby faktycznie zmuszony do zaakceptowania powstałego stanu rzeczy.

Czy tak się stanie – czas pokaże. Na dziś fakt jest taki, że Cieśnina Ormuz pozostaje dla obu stron punktem ciężkości stanowisk negocjacyjnych. Problem polega na tym, że nie ma już powrotu do stanu sprzed 28 lutego. Obecnie trwa próba złamania woli przeciwnika poprzez poszukiwanie kolejnych narzędzi presji.


Reklama

Niestety, przy takim znaczeniu cieśniny dla światowego handlu, żadna ze stron nie zamierza ustępować. Największe zagrożenie wynika z narastającej niestabilności oraz błędnej oceny własnej przewagi przez obie strony.

W tym kontekście istotne są ujawnione przez „Washington Post” szacunki CIA, według których Iran może przetrwać amerykańską blokadę morską od 90 do 120 dni, a być może nawet dłużej, zanim zacznie mierzyć się z poważniejszymi trudnościami gospodarczymi. Pozostaje zatem zadać pytanie: której stronie sprzyja czas?


Reklama

Źródło: Zero.pl
Wojciech J. Kittel
Wojciech J. KittelAnalityk think tanku Strategy and Future oraz współpracownik magazynu „Układ Sił”. Zajmuje się strategią oraz analizą zmian na współczesnym polu walki - autor zewnętrzny

Reklama