Reklama
Reklama
Reklama

Plany lekcji grozy. „Polityka prorodzinna kończy się u nas na etapie przedszkola”

TYLKO NA
white-10
Dzieci czekające na autobus i sprawdzające plan lekcji. (fot. PAP)

Nowy rok szkolny jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a rodzice już pokazują plany lekcji swoich dzieci. W wielu przypadkach trudno mówić o komforcie nauki. Zajęcia zaczynają się o 7.00, kończą nawet po 17.00, a pomiędzy nimi pojawiają się długie okienka. – Jednego dnia na 14:45, drugiego na 8:00. To już chyba trzecia zmiana wchodzi – komentuje jedna z matek.

  • Rodzice pokazują plany lekcji swoich dzieci. W niektórych szkołach zajęcia trwają od rana do późnego popołudnia.
  • Lekcje zaczynają się nawet o 7.00, a kończą po 17.00. Zdarzają się też wielogodzinne okienka.
  • Szczególnie trudna sytuacja dotyczy uczniów dużych szkół i klas sportowych.
    Nauczyciele również wskazują na problemy z układaniem planów.
  • W jednej ze szkół matematyka trafiła na siódmą i ósmą godzinę lekcyjną.

Dyskusję o planach lekcji rozpoczęła historia Agaty Jagodzińskiej, przewodniczącej Związkowej Alternatywy w Krajowej Administracji Skarbowej. W dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego opisała w mediach społecznościowych plan swojej 12-letniej córki. Zgodnie z pierwotnym harmonogramem dziewczynka miała zaczynać lekcje o godz. 7.00 aż cztery razy w tygodniu. „Czy oczekiwanie od 12-letniego dziecka, że cztery dni w tygodniu będzie gotowe do nauki i koncentracji już o 7 rano, jest zdrowe i zgodne z zasadami higieny nauki?” – pytała Jagodzińska.

Jej wpis wywołał dużą dyskusję w sieci. W sprawę zaangażowała się posłanka KO Monika Rosa, która – jak później wyjaśniała – nie interweniowała bezpośrednio w szkole, lecz przekazała informacje o sytuacji organowi prowadzącemu. Ostatecznie plan został zmieniony i liczba dni, w których córka Jagodzińskiej ma zaczynać lekcje o godz. 7.00, zmniejszyła się z czterech do dwóch. Historia ta stała się przyczynkiem do szerszej dyskusji o tym, jak wyglądają plany lekcji w polskich szkołach. Do redakcji Zero.pl zaczęły trafiać kolejne przykłady od rodziców i nauczycieli.

Reklama
Reklama

„Wygląda to na przygotowanie do pracy w korporacji”

„I teraz pytanie: jak pogodzić taki plan lekcji dziecka z pracą na pełen etat? Jak to zrobić, żeby dziecko nie siedziało pół dnia na przepełnionej świetlicy? Polityka prorodzinna kończy się u nas na etapie przedszkola...” – napisała na portalu X Wioletta publikując plan dziecka. 

– Uczniowie klas licealnych mają jeszcze trudniej niż uczniowie szkół podstawowych. Tam już nikt nie przejmuje się komfortem, ważne żeby ulepić plan. Moja 16-letnia córka chodzi do drugiej klasy liceum i w nowym roku szkolnym ustawiono jej lekcję wychowania fizycznego na początek zajęć, ale o godzinie 7.00 rano – i to dwa razy w tygodniu. Musi wstać o piątej, bo do szkoły ma około godzinę jazdy, a po „wuefie” czeka ją jeszcze 6 albo 7 lekcji. Zimą będzie wychodzić i wracać w ciemnościach. Wygląda to na przygotowanie do pracy w korporacji – mówi Zero.pl pan Zbigniew z Warszawy.

Szkoła w lesie zamiast w klasach. „Zostaliśmy na lodzie”

To już chyba trzecia zmiana”

„Jednego dnia na 14:45, drugiego na 8:00. To klasa trzecia. Ale w naszej szkole klasy czwarte po trzy razy kończą o 18:00, ósme po dwa razy... To już chyba trzecia zmiana wchodzi” – pisze na Facebooku pani Edyta.

Problem nie dotyczy wyłącznie dużych miast. Jeden z rodziców opisuje sytuację w niewielkiej wiejskiej szkole. Tam udało się uniknąć dwuzmianowości, ale ułożenie planu również okazało się dużym wyzwaniem.

Jak relacjonuje, szkoła musi uwzględnić nie tylko zwykłe lekcje, lecz także m.in. rewalidację, zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze, logopedię, socjoterapię, terapię ręki, TUS, konsultacje z psychologiem i pedagogiem oraz zajęcia rozwijające zainteresowania. Do tego dochodzą nauczyciele dochodzący i osoby łączące kilka funkcji. – Ilość kombinacji przeogromna – podsumowuje.

Lekcje od 7.15 do 16.55. I siedem okienek

Problemem są nie tylko godziny rozpoczęcia i zakończenia zajęć. Dla nauczycieli ułożenie planu również może oznaczać wiele godzin spędzonych w szkole bez prowadzenia lekcji.

Reklama
Reklama

„Lekcje odbywają się od 7.15–16.55, czasami dłużej. Pracując w jednej szkole mam 7 okienek” – opisuje jedna z nauczycielek.

Inna osoba wskazuje, że w jej szkole pierwsza lekcja zaczyna się o 7.05, a ostatnia kończy o 16.15. „Od lat jest dwuzmianowość, w tym roku „upchnięcie” wszystkiego w plan to godziny siedzenia. Szkoła nie chce się rozciągnąć, a sale lekcyjne nie rozmnażają i mamy mniej o jedną klasę”.

Na absurdy w planach lekcji, które dotyczą ważnych przedmiotów, w rozmowie z Zero.pl wskazuje Małgorzata, nauczycielka z województwa łódzkiego. – W mojej klasie uczniowie mieli w planie matematykę, a więc przedmiot egzaminacyjny na siódmej i ósmej godzinie lekcyjnej. To karygodne. Udało się przenieść dwie matematyki – jedną na siódmą godzinę z ósmej i jedną na piątą. To dalej jednak nie załatwia całej sprawy – mówi.

Klasa sportowa: lekcje do 17.05, potem trening

Jeszcze bardziej napięty rozkład pokazuje rodzic z Torunia, którego córka chodzi do klasy sportowej. W poniedziałek i wtorek lekcje trwają od 9.40 do 17.05, a następnie dziewczyna ma trening. W środę zajęcia zaczynają się już o 7.10 i kończą o 14.35, a trening odbywa się wieczorem. W czwartek lekcje trwają od 8.00 do 15.35, a w piątek zaczynają się o 7.10. To oznacza, że część dni uczennica spędza w szkole przez wiele godzin, a po lekcjach czekają ją jeszcze treningi. – Plan tragedia! – komentuje matka.

Reklama
Reklama

Czekamy na kolejne zgłoszenia. Jeśli Wasze dziecko ma plan lekcji, który wygląda jak „plan grozy”, pokażcie nam go. Interesują nas konkretne godziny rozpoczęcia i zakończenia zajęć, liczba okienek oraz problemy z dojazdem czy zajęciami dodatkowymi.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Staciwa
Przemysław StaciwaDziennikarz
Reklama
Reklama