Podczas pierwszego posiedzenia Rady Pokoju Polskę w roli obserwatora reprezentował prezydencki minister Marcin Przydacz. – W imię solidarności i wspólnego stanowiska – tłumaczył. Udział polityka w czwartkowym wydarzeniu skomentował wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. – Dobrze się stało – ocenił.

- Polska pojawiła się na pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju w Waszyngtonie jako „obserwator”. Reprezentował ją Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.
- Radosław Sikorski ocenił decyzję pozytywnie. – Dobrze się stało – stwierdził. Podkreślił, że Polska nie podpisała statutu i nie zadeklarowała ani pieniędzy, ani sił pokojowych.
- W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele co najmniej 40 państw. Dziewięciu członków zadeklarowało łącznie 7 mld dol. na pomoc dla Strefy Gazy.
W czwartek w Waszyngtonie odbyło się pierwsze posiedzenie zainaugurowanej z inicjatywy Donalda Trumpa miesiąc wcześniej podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Rady Pokoju. Choć nasz kraj był obecny zarówno podczas inauguracji, jak i na czwartkowym spotkaniu, oficjalnie nie jest członkiem nowopowstałego organu.
Tym razem Polska wystąpiła jako „obserwator”. Reprezentował nas Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta. – Ja uważam, że dobrze się stało, że Polska jest, że mieliśmy obserwatora. Natomiast nie podpisała statutu z oczywistych względów i też nie deklaruje ani pieniędzy, ani sił pokojowych – skomentował decyzję wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, w rozmowie w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News.
Odnosząc się do proponowanej przez amerykańskiego prezydenta pomocy w odbudowie Strefy Gazy, polityk przypomniał, że nasz kraj ma „bogatą tradycję brania udziału w operacjach pokojowych, także na Bliskim Wschodzie”. – Kiedyś byliśmy na Wzgórzach Golan przez parę dekad. Do dzisiaj jesteśmy w Libanie – zauważył.
– Ale mamy taką sytuację, że wojna u granic, więc w tych operacjach nie będziemy brali udziału i pieniędzy na odbudowę Gazy też nie przeznaczymy – podkreślił przy tym szef polskiej dyplomacji.
Jednocześnie Sikorski odparł zarzuty Przydacza o rzekomym antyamerykanizmie rządu. – Trudno się z tym zgodzić, no bo papież Leon jest Amerykaninem, a nie wysłał nikogo. A chyba nie jest antyamerykański. I większość poważnych krajów europejskich też nie wysłała przedstawicieli – stwierdził.
Przydacz po posiedzeniu Rady Pokoju: Dobre spotkanie
Sam Przydacz po zakończeniu posiedzenia Rady Pokoju mówił o nim: – Dobre spotkanie, dobra i żywa dyskusja.
– Nie było tutaj w żaden sposób artykułowane żadne oczekiwanie dotyczące wpłaty jakiegokolwiek miliarda dolarów, o czym niestety dezinformowano w polskiej przestrzeni publicznej. Nie było także oczekiwania wysyłania jakichkolwiek wojsk do Strefy Gazy, nie było też innych obowiązków – informował prezydencki minister.
Pytany przez media o to, dlaczego Polska wzięła udział w tej dyskusji w charakterze obserwatora, polityk odpowiedział: – W imię solidarności i wspólnego stanowiska z naszymi kluczowymi partnerami i sojusznikami.
– Pan prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc w przyszłości oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią, tym, co się dzieje wokół Ukrainy, tym, co się dzieje wobec agresywnej postawy Rosji, warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach, a nie tylko myśleć egoistycznie o tym, co jest tu i teraz – tłumaczył.
Pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. 17 mld dol. na Strefę Gazy
W pierwszym spotkaniu nowopowstałego organu udział wzięli przedstawiciele co najmniej 40 państw. Wśród nich znaleźli się m.in. premier Węgier Viktor Orbán i prezydent Argentyny Javier Milei.
Dziewięciu członków nowopowstałego organu zadeklarowało w trakcie posiedzenia przekazanie łącznie 7 mld dol. na pakiet pomocowy dla zniszczonej wojną Strefy Gazy. Były to Kazachstan, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Bahrajn, Katar, Arabia Saudyjska, Uzbekistan i Kuwejt.
Dodatkowo Stany Zjednoczone przekazać mają kolejne 10 mld dol. – Każdy wydany dolar to inwestycja w stabilność i nadzieję na nowy, harmonijny region – mówił Trump na posiedzeniu.