Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, twierdzi, że w Berlinie został brutalnie pobity przez policję podczas próby upamiętnienia polskich ofiar zbrodni niemieckich. Działacz wrócił do Polski z podejrzeniem wstrząsu mózgu i problemami z oddychaniem. O szczegółach zajścia opowiedział w rozmowie z Zero.pl.

- Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, twierdzi, że we wtorek w Berlinie podczas próby złożenia hołdu polskim ofiarom zbrodni niemieckich został brutalnie pobity przez niemiecką policję.
- Polska dyplomacja, według jego relacji, nie zareagowała skutecznie: konsul oddzwonił po 40 minutach i na miejsce nie przyjechał.
- Bąkiewicz wrócił do kraju przez Słubice z podejrzeniem wstrząsu mózgu i problemami z oddychaniem, zapowiadając weryfikację niemieckiej dokumentacji medycznej w polskim szpitalu.
Robert Bąkiewicz, wraz z działaczami Ruchu Obrony Granic, pojawił się we wtorek w Berlinie z krzyżem, polskimi flagami i tabliczkami przypominającymi zbrodnie niemieckie. Cel, jak tłumaczy, był skromny: dojść do miejsca pamięci, odmówić modlitwę, zapalić świeczki i zaśpiewać hymn. Skończyło się w policyjnej furgonetce, ciosach z pięści i – według jego relacji – duszeniu przez pięciu funkcjonariuszy jednocześnie.
Bąkiewicz skuty w Berlinie. Polskie MSZ reaguje
Rocznica, krzyż i „kamień pogardy”
Bąkiewicz nie przyjechał do Berlina przypadkowo. Jak wyjaśnia, wizyta była zaplanowana dokładnie rok po oficjalnym odsłonięciu miejsca pamięci, które jego środowisko określa mianem „kamienia pogardy” – uznając, że sposób upamiętnienia polskich ofiar jest nieadekwatny do skali zbrodni. Równolegle przypadała rocznica podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie.
– To kpina z państwa polskiego – mówi nam Bąkiewicz. – Dlatego ustaliliśmy, że przejdziemy tam z krzyżem, polskimi flagami i tabliczkami informującymi o zbrodniach niemieckich – opisuje.
Do miejsca pamięci Polacy nie zostali dopuszczeni. Wokół kamienia Niemcy wyznaczyli bowiem neutralną strefę, do której nie można wchodzić z symbolami religijnymi czy ideologicznymi. Nie można tam nawet przebywać z żadną narodową flagą.
Dlatego, gdy tylko grupa Polaków w biało–czerwonych barwach pojawiła się przy miejscu pamięci, natychmiast wokół nich pojawiły się furgonetki z niemiecką policją.
Funkcjonariusze – jak twierdzi Bąkiewicz – nie zadali żadnych pytań. Pierwszym celem służb stał się krzyż.
– Nie powiedzieli: dzień dobry panowie, co wy tutaj, dlaczego bez zgłoszenia. Po prostu podbiegli i wyrywali nam krzyż – relacjonuje działacz.
Po długich negocjacjach policja miała zgodzić się na przemarsz – ale wyłącznie do wyznaczonego punktu w parku, oddalonego od miejsca pamięci o 200 m. Bąkiewicz ocenia to jako absurd: – Przyjechaliśmy specjalnie przed ten pomnik, a kazali nam stać w pustym parku.
Gdy Polacy próbowali przedostać się do kamienia, policja ich zablokowała. – Niemcy powiedzieli kategorycznie, że nie mamy prawa ruszyć się dalej do pomnika – twierdzi lider ROG.
„Sierpy od dołu w twarz, a potem kolana”
Po odśpiewaniu hymnu, gdy Bąkiewicz i jego towarzysze chcieli opuścić park z 5-metrowym krzyżem, policja zaczęła ich bić.
– Facet złapał mnie za głowę, zaczął zadawać ciosy z pięści – sierpy od dołu w twarz – a potem wjechał z kolanami. Po czym zaczęli mnie dusić. Zasłaniali usta, wsadzali palce do nosa. Robiło to pięciu na raz, w momencie gdy ja nie stawiałem żadnego oporu – opisuje Bąkiewicz.
„Nie warto bać się tęczy”. Dotarliśmy do maila z KPRM na Miesiąc Dumy
Następnie miał zostać zakuty w kajdanki i umieszczony w policyjnej furgonetce, w pomieszczeniu o wymiarach – jak szacuje – około 60 na 60 centymetrów. Przy słońcu, z wyłączoną cyrkulacją powietrza. – Odbierałem to jako znęcanie się – mówi wprost.
Gdy próbował poinformować żonę i media o sytuacji, policjanci mieli ponownie go pobić. Telefon zabrali – jak wskazuje – bez sporządzenia protokołu.
Konsulat zadzwonił, ale nie przyjechał
Na ratunek polskiej dyplomacji Bąkiewicz twierdzi, że nie mógł liczyć. Jak nam opowiada, przez długi czas nie mógł się dodzwonić do nikogo z ambasady ani konsulatu.
Gdy został zwolniony, skontaktował się z MSZ – konsul oddzwonił po około 40 minutach i uznał sytuację za „rutynową”. Na miejsce nie przyjechał ani razu, choć kontaktował się później SMS-em i telefonicznie. – Ta pomoc nam nie została udzielona – ocenia Bąkiewicz.
Bąkiewicz wrócił do Polski, gdy z nami rozmawiał był w Słubicach. Niemcy w szpitalu mówili w trybie przypuszczającym: prawdopodobnie brak zagrożenia życia, możliwe wstrząśnienie mózgu. Badania USG jamy brzusznej trwały wyjątkowo długo, co sam interpretuje jako znak, że lekarze obawiali się obrażeń wewnętrznych.
Pełną dokumentację medyczną otrzymał dopiero po interwencji – według niego, Niemcy na początku chcieli mu wydać niepełny wypis.
– Jadę do polskiego szpitala. Chcę, żeby Polacy to zbadali – zapowiada. – Niemcy mówili w trybie przypuszczającym, że prawdopodobnie z głową nic nie mam, ale mogę mieć, bo objawy wyglądały na wstrząśnienie mózgu – wskazuje.
Informacje o połamanych żebrach, które pojawiły się w mediach społecznościowych, Bąkiewicz określił jako niepotwierdzone – ma problemy z oddychaniem, ale nie wie jeszcze, co dokładnie mu dolega. Na wszystkie opisane zdarzenia – jak zapewnia – istnieją nagrania wideo.
Do zdarzenia odniósł się we wpisie na platformie X rzecznik MSZ Maciej Wewiór. – Odnośnie zajścia w Berlinie: nasz konsul na miejscu działa – ustala w tej chwili okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania – przekazał rzecznik resortu dyplomacji.
Berlińska policja również poinformowała o zajściu: krótko przed godz. 16 przed Reichstagiem zgromadziło się około 15 osób ubranych w żółte kamizelki. Uczestnicy mieli ze sobą transparenty oraz duży drewniany krzyż i zamierzali przejść przed Głaz Pamięci. Służby nie dopuściły jednak do zorganizowanego przemarszu.
Według komunikatu policji, uczestnikom przy wsparciu tłumacza zaproponowano zorganizowanie zgromadzenia w pobliskim Skulpturenparku lub indywidualne udanie się do miejsca pamięci. Mimo to grupa miała wspólnie ruszyć w kierunku pomnika.
W związku z tym, funkcjonariusze podjęli interwencję wobec sześciu osób. Policja przekazała, że podczas działań doszło do stawiania oporu, dlatego użyto również środków przymusu bezpośredniego. Po zakończeniu czynności wszystkie osoby zostały zwolnione na miejscu.
