– To lekcja żywej historii, której nie zastąpi żaden podręcznik – mówi Tomasz Wolny, zapraszając na szóstą edycję Akcji Riksza. Już 31 lipca ulicami Warszawy przejdzie wyjątkowa inicjatywa, która łączy pokolenia i pozwala spotkać bohaterów zrywu z 1944 r. – Ludzie podchodzą, robią zdjęcia, witają się. Dla Powstańców to jest jeden z najlepszych dni w roku. Sami mówią, że spośród wszystkich uroczystości rocznicowych na to czekają najbardziej. Tu nie dzieli ich od ludzi żadna barierka. Zachęcam każdego: przyjeżdżajcie do stolicy! – namawia Wolny.

- Szósta edycja wyjątkowej inicjatywy w stolicy: Już 31 lipca ulicami Warszawy przejedzie Akcja Riksza. W wydarzeniu upamiętniającym wydarzenia sprzed 82 lat wezmą udział Powstańcy Warszawscy.
- Amerykańskie kabriolety zamiast tradycyjnych rikszy: Inicjatywa narodziła się z pomysłu Mariusza Doromonieca, którego zainspirował pułkownik Henryk Filipski. Obecnie bohaterów wożą zabytkowe auta.
- Wydarzenie tworzy przestrzeń do rozmów, wspólnego śpiewu oraz pamiątkowych zdjęć. Dla wielu bohaterów to jeden z najważniejszych dni w całym roku.
Niewygodna prawda o Wołyniu. Jak historia stała się zakładniczką współczesnej polityki?
Już w piątek w Warszawie będzie można wziąć udział w niezwykłym wydarzeniu. Po raz szósty ulicami stolicy przejedzie Akcja Riksza, czyli jednocześnie wzruszająca i zaskakująca inicjatywa na część Powstańców Warszawskich.
Dlaczego Akcja Riksza?
– Wszystko wymyślił Mariusz Doromoniec – opowiada w rozmowie z Zero.pl Tomasz Wolny jeden z organizatorów wydarzenia: – Zainspirował go pan pułkownik Henryk Filipski ps. Jeremi. Wspominał, że do Powstania jechał właśnie rikszą. Wiózł koleżankę sanitariuszkę, a w torbie mieli ukrytą broń. „Jeremi” rzucił, że „chciałby jeszcze kiedyś przejechać się taką rikszą” i to wystarczyło. Życzenie Powstańca jest dla nas rozkazem. Mariusz wpadł na pomysł, aby w ten sam sposób przewieźć bohaterów ulicami Warszawy. Nie chcieliśmy tworzyć konkurencji dla oficjalnych obchodów z 1 sierpnia, dlatego zorganizowaliśmy to wieczorem, w wigilię wybuchu zrywu.
Współorganizatorami akcji – oprócz Doromonieca i Wolnego – są jeszcze Krzysztof Grabski i Marcin Czapliński. Inicjatywa jest całkowicie oddolna, bez udziału samorządu, stowarzyszeń czy fundacji.
Trasa przejażdżki zaczyna się na Placu Krasińskich, zaraz po Apelu Poległych. – Najpierw o 18.00 odprawiana jest msza święta w katedrze na Placu Krasińskich, o 19.00 rozpoczyna się apel, potem przemówienia... A potem my ich (Powstańców – przyp. red.) stamtąd wyrywamy – wylicza Wolny i z wielkim entuzjazmem zaczyna opowiadać, jak wyglądała pierwsza edycja akcji.
Dorastali na powojennych Kaszubach. „Można było dostać po łapach”
„Wydarzyły się rzeczy niesamowite”
– Początkowo ciężko było wyciągnąć Powstańców za barierki przez tłum oficjeli – obecni byli Prezydent RP, prezydent Warszawy, działał SOP... Ale kiedy za pierwszym razem usiedli na nasze riksze i ruszyliśmy ulicami stolicy, wydarzyły się rzeczy niesamowite – mówi.
– Wszystko było całkowicie spontaniczne. Podczas przejażdżki dołączały do nas kolejne osoby, również kolejni Powstańcy. Szedłem obok z megafonem i wołałem: „Dobry wieczór Warszawo! Oto najwięksi bohaterowie, Powstańcy Warszawscy!”. Była z nami kapela „Sztajer”, śpiewaliśmy pieśni powstańcze – wspomina Wolny.
– Gdy weszliśmy w uliczki Starego Miasta, ludzie wstawali w ogródkach restauracyjnych, wiwatowali, bili brawo. Gdy doszliśmy do Placu Zamkowego, restauratorzy, nie wiadomo skąd, wyciągnęli krzesła dla Powstańców. Pojawiło się wino, szampan i zaczęły się opowieści. Przechodnie siadali wokół, u stóp Powstańców i słuchali. Pytałem bohaterów o emocje – o to, co mieli w sercach wtedy i co czują teraz. Podczas tego spotkania zrodziła się niezwykła więź, międzypokoleniowa transmisja emocjonalna i kulturowa. Tego nie da się przeżyć przez ekran telefonu czy telewizora. To musi być spotkanie na żywo, okraszone ich emocjami i piosenką z tamtych lat – opowiada Wolny.
I kontynuuje: – Zabraliśmy ich potem dalej Krakowskim Przedmieściem. Ludzie znowu wstawali, klaskali. W końcu dojechaliśmy do Placu Piłsudskiego i tam zaległa kompletna cisza. W skupieniu zeszliśmy przed Grób Nieznanego Żołnierza, by złożyć hołd pomordowanym kolegom i koleżankom.
Poruszające opowieści
Przez cztery lata riksze stanowiły nieodłączny element akcji. Rok temu jednak organizatorzy zdecydowali się na zmiany.
– W zeszłym roku, ponieważ nasi bohaterowie są coraz starsi i poruszają się głównie na wózkach, o kulach czy balkonikach, wymyśliliśmy, że riksze zastąpimy amerykańskimi kabrioletami. Jak na prawdziwe gwiazdy przystało! Podjeżdżają klasyki z epoki, Powstańcy siadają na pakach, a na zabytkową ciężarówkę wchodzi kapela Ferajna z Hoovera. Mamy nagłośnienie i jedziemy! – opowiada Wolny.
I kolejny raz podczas naszej rozmowy podkreśla, jak wielkie i niesamowite emocje wywołuje Akcja Riksza.
– Ludzie podchodzą, robią zdjęcia, witają się. Dla Powstańców to jest jeden z najlepszych dni w roku. Sami mówią, że spośród wszystkich uroczystości rocznicowych na to czekają najbardziej. Tu nie dzieli ich od ludzi żadna barierka. Mogą uściskać młodzież, porozmawiać z harcerzami, ucałować ich, zrobić wspólne zdjęcie – wylicza.
– Nasi bohaterowie czują się wtedy niesamowicie i dzielą się prawdziwymi, głębokimi emocjami. Na przykład Janusz Walendzik, pseudonim „Czarny”, łącznik Witolda Pileckiego. Chociaż znam go od lat, dopiero podczas tej akcji usłyszałem historię, w której opowiedział, jak jako 14-latek pomścił śmierć swojej ukochanej Helenki. Z kolei Pan Henryk Piotrowski w dzień akcji ma urodziny. Jako 14-latek został podwójnym sierotą –
Niemcy zamordowali mu najpierw ojca, potem matkę, a niedługo później zmarł jego
brat. Mimo to poszedł walczyć. Pan Henryk powiedział nam ostatnio: „Wśród was czuję się najlepiej. Nigdzie nie jest mi tak dobrze, jak z wami” – opowiada Wolny.
Przyjeżdżajcie do Warszawy!
Jak Akcja Riksza będzie wyglądać w tym roku? Jako że 31 lipca wypada w piątek organizatorzy spodziewają się tłumów. – Nie będziemy stać gdzieś na uboczu – wjedziemy pod samą Kolumnę Zygmunta. Tam się rozsiądziemy, będą czekały fotele. I oddamy głos Powstańcom – zapowiada Wolny.
– Moim wielkim marzeniem jest, aby jak najwięcej Polaków miało okazję spotkać Powstańca Warszawskiego na żywo, dopóki są jeszcze z nami – podkreśla.
I dodaje: – Dlatego zachęcam każdego: przyjeżdżajcie do Warszawy! W tym roku wigilia Powstania przypada w piątek, przed nami cały weekend. Cokolwiek robicie, pakujcie się i przybywajcie. Akcja „Riksza” pozwala spotkać bohatera twarzą w twarz, porozmawiać, pośpiewać pieśni, które 82 lata temu prowadziły ich do walki. Pozwala poczuć radość z tego, że żyją i że Warszawa podniosła się z ruin, ale też oddać hołd gigantycznej ofierze ponad 200 tys. pomordowanych mieszkańców.
– To jest lekcja żywej historii, której nie zastąpi żaden podręcznik. To potężny ładunek emocjonalny, który daje siłę nam wszystkim – organizatorom i mieszkańcom, ale przede wszystkim samym Powstańcom. Niezależnie od tego, ile mają lat, podczas tej nocy znowu czują się młodzi – podsumowuje Wolny.

