Reklama
Reklama
Reklama

Jak oni kłamią. Ekspert o rosyjskiej dezinformacji po incydencie z rakietą

TYLKO NA

– W polskiej infosferze bazowano na teoriach spiskowych. Kreowano sytuację jako ukraińską prowokację, operację pod fałszywą flagą oraz zrzucano winę na Ukraińców – mówi Zero.pl dr Michał Marek z NASK – Państwowego Instytutu Badawczego. Jak podkreśla, po upadku rosyjskiej rakiety na Lubelszczyźnie dezinformację kolportowali zarówno rosyjscy, jak i rodzimi manipulatorzy.

Rosyjska dezinformacja po upadku rakiety na Lubelszczyźnie
Rosyjska dezinformacja po upadku rakiety na Lubelszczyźnie (fot. Wojtek Jargiło / Paweł Supernak / PAP)
  • – W rosyjskiej infosferze komunikaty pojawiły się szybko. Początkowo miały charakter neutralny (...) równolegle zaczęły pojawiać się materiały propagandowe i dezinformacyjne – dr Michał Marek z NASK komentuje działania informacyjne Rosjan po czwartkowym incydencie z rakietą.
  • Jak zauważa, istotną rolę w rozpowszechnianiu manipulacji odegrali również „polscy wewnętrzni dezinformatorzy”.
  • Sztab Generalny Wojska Polskiego opublikował komunikat z podsumowaniem działań dezinformacyjnych po upadku rosyjskiej rakiety w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie.

30 lipca rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 spadła w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Zdarzenie miało miejsce podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę. Początkowo służby informowały o „niezidentyfikowanym obiekcie”. W mediach rozgorzała dyskusja, co się właściwie wydarzyło i do której z walczących na Ukrainie stron należał ów obiekt.

Antyukraiński klimat schłodzi naszą gospodarkę? Liczby mówią same za siebie

Sztab Generalny: Rosjanie aktywnie dezinformowali

W poniedziałek Sztab Generalny Wojska Polskiego poinformował o działaniach rosyjskiego aparatu propagandowego w związku z incydentem. 

„Rosyjskie media i kanały propagandowe wykorzystywały niepełne informacje, brak oficjalnej identyfikacji obiektu oraz rozbieżności w pierwszych doniesieniach do rozpowszechniania alternatywnych i niepotwierdzonych interpretacji” – podkreślono w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych.

Reklama
Reklama

Rosyjskie źródła sugerowały ukraińskie pochodzenie obiektu i próbowały ośmieszać działania polskich służb. „Pojawiły się również próby bezpodstawnego powiązania incydentu z obecnością prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Lublinie” – zaznaczono.

Dr Michał Marek, kierownik zespołu analizy zagrożeń zewnętrznych NASK – Państwowego Instytutu Badawczego, podkreśla w rozmowie z Zero.pl, że manipulacje wokół incydentu krążyły zarówno w rosyjskich, jak i polskich źródłach. Najczęściej rozsyłały je środowiska trwale zaangażowane w rozsiewanie prorosyjskich przekazów.

Jak sztucznie wytworzono chaos informacyjny

– W rosyjskiej infosferze komunikaty pojawiły się szybko. Początkowo miały charakter neutralny, donoszono o niezidentyfikowanych obiektach w polskiej przestrzeni powietrznej – zauważa dr Marek. Jak dodaje, równolegle zaczęły pojawiać się materiały propagandowe i dezinformacyjne – szczególnie na Telegramie.

– Wytworzono pewnego rodzaju chaos: sugerowano, że jest kilka obiektów równolegle ze wskazywaniem na jeden. Kolportowano również przekaz, że niezależnie od tego, co się wydarzyło, Polacy i tak odpowiedzialnością obarczą Rosję – podkreśla ekspert.

W opublikowanej w piątek analizie serwisu Disinfo Digest zauważono, że rosyjskie oficjalne media „zaczęły przypisywać polskim władzom ukryte cele polityczne”. Dziennik „Moskowskij Komsomolec” rozwinął tezę, że incydent wykorzystano do odbudowania społecznego poparcia dla Ukrainy. „Sugerowano, że polskie władze potrzebują obrazu wspólnego rosyjskiego zagrożenia, aby ograniczyć znaczenie sporów historycznych, gospodarczych i politycznych między Polską a Ukrainą” – czytamy w analizie.

Nagłówek artykułu w serwisie mk.ru (fot. Mk.ru)

Jak przekonywali eksperci Disinfo Digest, celem rosyjskiego aparatu propagandowego było „utrzymanie niepewności, rozmycie odpowiedzialności oraz stworzenie wrażenia, że ustalenie rzeczywistego przebiegu incydentu jest niemożliwe albo podporządkowane interesom politycznym”. Zdarzenie wpisano w szerszą narrację o militaryzacji Polski i wschodniej flanki NATO.

Reklama
Reklama

„To bajki”. Generał Wałerij Załużny o szansach wejścia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego

Rosyjscy i polscy dezinformatorzy

Zmanipulowane i dezinformacyjne przekazy z zaangażowaniem kolportowano również na polskich kontach w mediach społecznościowych. W kolejnych dniach po incydencie promowano również prorosyjskie narracje – m.in. przekonującą, jakoby Ukraina była wrogiem, a Rosja sojusznikiem Polski w stosunkach międzynarodowych.

„Nie jestem rusofilem, ale uważajcie, to Rosja broni Polskę przed Ukrainą. Banderowską. Banderowską Ukrainą” – słyszymy w relacji kanału jednego z prorosyjskich środowisk.

– W polskiej infosferze bazowano na teoriach spiskowych. Kreowano sytuację jako ukraińską prowokację, operację pod fałszywą flagą oraz zrzucano winę na Ukraińców – mówi dr Michał Marek. Jak zauważa, również w Polsce kolportowano teorię, jakoby pojawienie się obiektu było rzekomo zaplanowaną operacją, konsekwencją spotkania Donalda Tuska z Wołodymyrem Zełenskim, do którego doszło dzień wcześniej.

„Polowanie” na cywila w Chersoniu. W sieci pojawiło się drastyczne nagranie

– Kolejny raz istotną rolę odegrali polscy wewnętrzni dezinformatorzy – osoby prawdopodobnie niewspółpracujące ze stroną rosyjską, lecz z różnych powodów dostrzegające korzyści z manipulowania polskim społeczeństwem – zauważa dr Marek.

Polscy internauci przekonywali, że incydent był „prowokacją”, względnie konsekwencją wcześniejszego spotkania Donalda Tuska i Wołodymyra Zełenskiego (fot. TikTok / X)

– To jest bardzo ciekawe, że zaraz po tym incydencie Tusk deklaruje dalsze wsparcie Ukrainy – mówi autor nagrania, które na TikToku wyświetliło blisko pół miliona internautów. – Ta prowokacja pomogła Ukrainie, Zełenskiemu. Czyli czyja to jest wina, czyja prowokacja? Piszcie w komentarzu, będzie weselej – dodaje.

Reklama
Reklama

Rosjanie trwale zaangażowani w zaognianie relacji między Polakami a Ukraińcami

Rosyjska propaganda i konta regularnie nagłaśniające jej przekazy potraktowały incydent z rakietą jako przerywnik w najważniejszej prowadzonej teraz operacji. – Fala ściśle rosyjskiej dezinformacji zaistniała, ale nie osiągnęła takiego natężenia, jak w przeszłości – na przykład w czasie kryzysu dronowego – mówi Zero.pl dr Michał Marek.

Jak zauważa, w ostatnich tygodniach nagłaśniano przede wszystkim przykłady przemocowych zachowań pomiędzy Polakami a Ukraińcami. – Strona rosyjska nadal koncentrowała się na promowaniu przekazów dotyczących polsko-ukraińskich napięć. W przekazie tym Polaków kreuje się na ekstremistów, a Ukraińców przedstawia się jako zagrożenie – podkreśla.

30 lipca serwis fact-checkingowy Konkret24 opisał popularne w sieci nagranie z mężczyzną z Ukrainy, który siekierą niszczył dach samochodu. Wideo rozpowszechniano jako rzekomy „atak na Polaków” i wykorzystano do szerzenia antyukraińskiej narracji. W rzeczywistości pojazd był wrakiem przeznaczonym do złomowania. Nagranie powstało dla żartu w jednym z warsztatów we Wrocławiu, co potwierdzili dziennikarze.

Nagranie z mężczyzną niszczącym samochód przedstawiano jako dowód na agresję Ukraińców względem Polaków (fot. Facebook)

4 sierpnia serwis Demagog opisał z kolei kolportowaną w sieci listę rzekomych przestępstw Ukraińców (dywersja, podpalenia, przestępczość zorganizowana), sugerującą dominację tej nacji w statystykach przestępczości. W rzeczywistości w 2025 r. Ukraińcy popełnili 17 027 przestępstw, co stanowi 2 proc. wszystkich popełnionych w tym okresie. Eksperci Demagoga tłumaczą, że dominacja Ukraińców w statystykach przestępczości obcokrajowców wynika z liczebności tej grupy. Dodają, że w sieci regularnie manipuluje się nagłaśniając incydenty z przeszłości, czy przedstawiając aktualne wydarzenia bez pełnego kontekstu.

Reklama
Reklama