Reklama
Reklama
Reklama

Mobilizacja, godzina policyjna na granicy i więcej Shahedów. Co szykuje Rosja?

rosyjskie_drony-jedynka-desktop
Rosja eskaluje (fot. shutterstock / Shutterstock)

O prawie 80 proc. wzrośnie w Rosji produkcja bezzałogowców rodziny Geran, na granicy z Estonią wprowadzono godzinę policyjną, a po zakończonym plebiscycie wyborczym do państwowej Dumy szykowana jest wojenna mobilizacja. W ostatnich godzinach mamy serię niepokojących informacji z Rosji. Co szykuje Kreml?

  • Rosyjskie służby specjalne wprowadziły godzinę policyjną na obszarze przygranicznym z Estonią. Szef estońskiego resortu obrony ostrzegał wcześniej, że Rosja może zaatakować jego kraj w ciągu roku. 25 proc. populacji Estonii i Łotwy to Rosjanie. Co zrobią? 
  • Agencja Bloomberg potwierdza, że Kreml wciąż jest zdeterminowany, by po plebiscycie wyborczym przeprowadzić mobilizację rezerwistów. To w tej sprawie Moskwę odwiedził szef CIA. Będzie to oznaczało eskalację w już toczonej wojnie przeciw Ukrainie i prawdopodobną eskalację w wojnie hybrydowej Rosji przeciw NATO.
  • Rosja zwiększa liczbę swoich wersji Shahedów. Strategiczne zakłady zbrojeniowe produkujące bezzałogowce zyskały nowe moce produkcyjne. Kreml chce zwiększyć produkcję o 80 proc.

Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) wprowadziła, od wczoraj, restrykcje w pięciokilometrowym pasie przy granicy z Estonią. Zwłaszcza na wysokości nadgranicznego estońskiego miasta Narwa. Jednym z elementów rosyjskiej polityki jest wprowadzona godzina policyjna, czyli zakaz poruszania się po zmroku.

Estonia szykuje podobne kroki, gdyby w Federacji Rosyjskiej ogłoszono mobilizację. Tallin rozważy wówczas m.in. natychmiastowe zamknięcie granicy na wschodzie. Nowy szef estońskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, gen. Martin Herem, twierdzi, że Rosja może zaatakować Estonię nawet w ciągu 12 miesięcy.

– Jeśli wojna w Ukrainie zakończyłaby się w ciągu pół roku, to Rosja może potrzebować zaledwie kolejnych sześciu miesięcy, aby użyć przeciwko Estonii siły militarnej o nieokreślonej skali – stwierdził na antenie publicznej rozgłośni ERR.

Herem uważa, że na Ukrainie może dojść do rozejmu w ciągu sześciu miesięcy, a kolejne sześć może zająć Kremlowi przygotowanie do nowej wojny. Czy to realny scenariusz?

Reklama
Reklama

Ośrodek Studiów Wschodnich jeszcze w marcu opublikował materiał z przekazem, by nie panikować w związku z hasłem o tzw. Narewskiej Republice Ludowej. To nazwa, która pojawiła się w mediach, a jest analogią do tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (i analogicznie Ługańskiej), czyli rosyjskiego separatystycznego projektu militarnego w ukraińskim Donbasie w 2014 r. Zdaniem analityka OSW, Bartosza Chmielewskiego, zachodnie media przesadziły i Estonii prawdopodobnie nie grozi taki scenariusz.

Kryzys nabrzmiewa

Problem w tym, że Kreml używa coraz ostrzejszej retoryki wobec państw bałtyckich: Estonii, Łotwy i Litwy. W lipcu rosyjskie MSZ zapowiedziało, że skieruje sprawy do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości przeciw Litwie, Łotwie i Estonii, które zdaniem Kremla, systematyczne naruszają prawa etniczne Rosjan. Ponadto Kreml oskarżył „Łotwę i inne kraje bałtyckie”, że rzekomo „udostępniały swoje korytarze powietrzne dla ukraińskich bezzałogowców”. 1 lipca Rosja ogłosiła wstrzymanie ruchu kolejowego na wybranych punktach granicznych z Finlandią, Estonią i Łotwą.  

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) w maju opublikował „Białą Księgę rosyjskich ataków sabotażu i dywersji wobec członków Rady Państw Morza Bałtyckiego”, gdzie wymieniono incydenty wymierzone w państwa bałtyckie. Spośród 151 aktów sabotażu przeprowadzonych na terytorium UE na zlecenie Rosji, w latach 2022-2026, do 15 doszło na Litwie, 11 w Estonii, 5 na Łotwie, a w Polsce – 31.

Reklama
Reklama

Estonia i Łotwa mają na swoim terytorium ok. 25 proc. ludności rosyjskiej – w Estonii jest ok. 300 tys. Rosjan, na Łotwie – 400 tys. Rosja wielokrotnie w swej historii używała rosyjskiej diaspory jako pretekstu do operacji militarnych, bazując na separatyzmach. Oprócz spraw ludnościowych za słabość tych państw od strony wojskowej wskazuje się brak głębi strategicznej – małe terytorium powoduje, że w razie konfliktu zbrojnego trudno się bronić.

Czytaj także: Broń pancerna z „grzywą”. Karne pułki i czołgi jak z „Mad Maxa”

Litwa, Łotwa oraz Estonia budują Bałtycką Linię Obrony, która współgra z polską Tarczą Wschód. Potencjał militarny Estonii i Łotwy na stopie pokojowej szacuje się na ok. 15 tys. żołnierzy zawodowych i formacji ochotniczych, z możliwościami mobilizacyjnymi między 80 tys. a nawet 150 tys. (dla obu państw, w przypadku długotrwałej wojny). Ponadto państwa bałtyckie chroni misja lotnicza NATO – Baltic Air Policing, oraz państwa ramowe: Niemcy na Litwie, Kanada na Łotwie i Wielka Brytania w Estonii, wraz ze wsparciem wielonarodowych grup bojowych. Polacy służą w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego na Łotwie. 

Mobilizacja w Rosji

Kaskada rosyjskich prowokacji zbiega się niebezpiecznie z analizowaną w mediach potencjalną mobilizacją w Federacji Rosyjskiej. Agencja „Bloomberga” dotarła do informacji, że Kreml wciąż jest zdeterminowany do powyborczej mobilizacji, która ma objąć ok. 300 tys. rezerwistów. Moskwa planuje zrobić to po cichu, unikając masowej ucieczki Rosjan z kraju, jak we wrześniu 2022 r. Obecna faza wojny jest prowadzona głównie siłami żołnierzy kontraktowych.

Reklama
Reklama

Mobilizacja rezerwistów polega na przymusowym wcieleniu do wojska, a następnie wysłania na wojnę w Ukrainie, lub w innym kierunku, mężczyzn, którzy odbyli wcześniej zasadniczą służbę wojskową. Potocznie nazywa się ich „mobikami”. Ryzyko mobilizacji w Rosji spowodowało ekstraordynaryjną wizytę w Moskwie szefa CIA, Johna Ratclifee’a. W stosunkach między państwami ogłoszenie mobilizacji oznacza wojenną eskalację, ponieważ koszt powołania pod broń, umundurowania, przewiezienia, a nawet wykarmienia setek tysięcy żołnierzy jest tak wielki i obciążający budżet, że oznacza przejście gospodarki państwowej na tory wojenne, czyli eskalację.

Więcej ludzi i więcej dronów

Rosja chce zmobilizować nie tylko rezerwy ludzkie, ale także produkcję bezzałogowców wojskowych. Włókno węglowe to kluczowy element wykorzystywany do budowy korpusów dronów-kamikaze o układzie delta (latające skrzydło). Jak donosi „Politico”, Kreml nakazał rozbudowę zakładów Alabuga-Wołokno w Tatarstanie, należących do państwowego koncernu Rosatom. Zakład ma produkować dodatkowe 500 ton włókna  węglowego klasy lotniczej do zastosowania wojskowego.

Ma się to przełożyć na zwiększenie produkcji rosyjskich Shahedów, czyli rodziny bezzałogowców Geran o 28 tys. dronów rocznie. Daje to wzrost prawie o 80 proc. w rocznej produkcji. Docelowo Rosja chce do 2030 r. wyprodukować 130 tys. bezzałogowców Geran, a do 2035 r. zwiększyć tę liczbę do 350 tys. dronów-kamikaze. Pamiętajmy także, że mowa wyłącznie o Geraniach.

Reklama
Reklama

Rosja planuje w 2026 r. wyprodukować siedem mln dronów (głównie FPV) oraz zwiększyć liczebność Sił Systemów Bezzałogowych do 165 500 żołnierzy. Na obecną chwilę liczbę takich żołnierzy szacuje się na ok. 100 tys. Jak raportuje „The Moscow Times” rekrutacja i szkolenie operatorów dronów idzie opornie. Z zakładanej pierwszej tury dużej rekrutacji na 34 tys. specjalistów zakontraktowano lub przeszkolono zaledwie 8 tys. Nie zmienia to jednak faktu, że ambicje Kremla w tej materii są wielkie.

Czytaj także: Polskie służby jak CIA albo Mossad? Faliński: musi być zgoda polityków

Umasowione programów z pilotażu dronów w wojsku, na uczelniach wyższych, w szkołach średnich, w szkołach podstawowych i w organizacji politycznej „Junarmii” i programie „Błyskawica” mają do 2030 r. przynieść Rosji między milionem a 1,5 miliona operatorów, z których będzie mogła skorzystać armia. Moskwa obecnie ma wyspecjalizowane pododdziały pilotów dronów takie jak m.in. centra „Rubikon” oraz bataliony „Wega”.

Geranie to całe spektrum dronów. Przypomnijmy, że pochodzą one od zakupionych przez Federację Rosyjską bezzałogowców irańskich Shahed. Dron Geran-1 to odpowiednik Shaheda-131 przenoszącego głowicę o masie 15 kg, Geran-2 to natomiast rosyjski odpowiednik najbardziej znanego drona z tej linii – Shaheda-136 przenoszącego głowicę ponad 50 kg (do nawet 90 kg). Dron ten został rozwinięty do turbo-odrzutowego Gerana-3, czyli odpowiednika Shaheda-238. Geran-3 to pomost w eksperymentowaniu z napędem dronów Geran/Shahed.

Reklama
Reklama

Kolejne z serii, Geran-4, a zwłaszcza Geran-5, to drony będące tańszymi zamiennikami pocisków manewrujących. Pierwsze Geranie latały z prędkościami od 100 do 200 km/h, a obecne mają osiągi od 300 km/h do 600 km/h. Przy czym Geran-5 nie przypomina już pierwotnego Shaheda – ma cylindryczny kadłub, przenosi głowicę odłamkowo-burzącą o masie 90 kg. W zależności od zużycia paliwa Geranie mają zasięg ok. 1000 km.

Turbo-odrzutowe wersje dają mniejszy czas obronie przeciwlotniczej na przeciwdziałanie. Rosja eksperymentuje ze zmianą taktyki używając coraz większej liczby bezzałogowców o napędzie odrzutowym, a przekonała się o tym Polska, ponieważ to przy granicy ukraińsko-polskiej właśnie odrzutowe Geranie raziły cele na kolei i przy przejściu granicznym.

Szef Ukraińskiego Centrum Bezpieczeństwa i Współpracy, Serhij Kuzan, uważa, że produkowane w rosyjskiej specjalnej strefie ekonomicznej Alabuga drony, mogą w przyszłości stać się narzędziem rosyjskich kampanii uderzeniowych przeciw Europie. Geranie wykorzystuje się do masowych ataków (tzw. saturacyjnych), drony ZALA Lancet polują na cele o wysokiej wartości wojskowej. Przy czym, posiadając Geran-4, a zwłaszcza Geran-5, Rosja zyskała zamienny dla pocisku manewrującego środek walki do atakowania takich celów.

Reklama
Reklama

Podsumowując, Federacja Rosyjska w kolejnych swoich działaniach pokazuje, że stawia na eskalację w wojnie i to rozumianej nie wyłącznie jako starcie Rosji z Ukrainą, ale także w wojnie hybrydowej wobec państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Źródło: Zero.pl
Michał Bruszewski
Michał BruszewskiDziennikarz
Reklama
Reklama