Reklama
Reklama
Reklama

Wojna biskupów z Nowacką. Ekspert wskazuje, co razi Polaków

TYLKO NA

– Polacy na ogół rozumieją przyczyny, dla których Kościół zajmuje określone stanowisko, jednak nie akceptują formy tego przekazu ani postawy części duchownych – komentuje oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski w sprawie lekcji religii i edukacji zdrowotnej Filip Flisowski. W rozmowie z Zero.pl ekspert zaznacza, że problemem bywa m.in. „brutalny i arbitralny” język komunikacji.

biskupi, KEP, kościół
KEP wystąpiła z apelem dotyczącym m.in. edukacji zdrowotnej / na zdjęciu 404. zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski (fot. Albert Zawada / PAP)
  • Episkopat krytykuje obowiązkową edukację zdrowotną oraz cięcia w lekcjach religii, apelując o uszanowanie praw rodziców.
  • Szefowa MEN Barbara Nowacka zdecydowanie odrzuca stanowisko duchownych, zarzucając im wywoływanie politycznej awantury.
  • Filip Flisowski w rozmowie z Zero.pl ocenia, że Polaków razi przestarzały i nakazowy styl Episkopatu, a resortowi edukacji brakuje chęci do dialogu.

Dzwony kościelne za głośne? „Były zawsze, a teraz nagle komuś przeszkadzają”

Prezydium Konferencji Episkopatu Polski nie odpuszcza tematu edukacji zdrowotnej. W oświadczeniu „Młody człowiek zasługuje na więcej” biskupi napisali, że „przyjmują z troską i niepokojem" decyzję MEN o obowiązkowym charakterze tego przedmiotu od 1 września.

„Zwracamy uwagę, że problemu nie rozwiązuje pozostawienie modułu dotyczącego seksualności jako nieobowiązkowego. Wychowanie tak wrażliwej sfery ludzkiego życia musi szanować prawo rodziców do decydowania o jego kształcie” – stwierdzili duchowni.

Reklama
Reklama

Zaapelowali także o „niezwłoczne przywrócenie właściwego miejsca" lekcjom religii w szkole.

Kiedyś kościół, później klub i walki w kisielu, a teraz? „Działy się tam rzeczy różne”

Apel dość szybko skomentowała ministra edukacji Barbara Nowacka, według której „biskupi, jak co roku przed 1 września, próbują wywołać awanturę”.

– Biskupi nie mają prawa ingerować w podstawy programowe edukacji zdrowotnej, matematyki, fizyki i biologii, tak jak minister edukacji nie ma prawa ingerować w to, jakie są treści nauczane na lekcjach religii. Więc jeżeli tak im zależy, to niech zadbają, żeby młodzi ludzie chcieli chodzić na te lekcje religii – stwierdziła na antenie TVN24.

Problem z formą komunikacji

A co o apelu biskupów myślą Polacy? – Na ogół rozumieją przyczyny, dla których Kościół zajmuje określone stanowisko, jednak nie akceptują formy tego przekazu ani postawy części duchownych – mówi w rozmowie z Zero.pl Filip Flisowski z Kongresu Katoliczek i Katolików oraz magazynu „Kontakt”.

Wielu Polaków deklaruje wiarę i ma sentyment do Kościoła, ale jednocześnie znaczna część – w tym osoby regularnie praktykujące – wykazuje postawy antyklerykalne. Wynika to z faktu, że język komunikacji bywa brutalny i arbitralny. Kluczowymi postawami powinny być wzajemne wysłuchanie i dialog – ocenia ekspert.

Reklama
Reklama

Zdaniem Flisowskiego „problem leży nie tylko w meritum, ale przede wszystkim w formie”.

– Sposób komunikacji w przestrzeni publicznej mocno ewoluował na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Zamiast jednostronnych przemówień stawia się na inne formy przekazu. Tymczasem w Kościele pozostała siermiężna forma listu, co uważam za nieskuteczne: tych, których ma oburzyć – oburza, a dla większości pozostaje niezauważona – mówi.

Krytyczne reakcje 

W sytuacji, gdy „listy sprawiają wrażenie bardziej nakazowych niż tłumaczących czy wspierających, ludzie odnoszą się do nich raczej negatywnie, a biskupi nie
korzystają z doradców i specjalistów od strategii i komunikacji
”.

Reklama
Reklama

– Pokazują to reakcje na poprzednie listy – zarówno te o charakterze antyaborcyjnym, jak i te krytykowane przez prawicową opinię publiczną, dotyczące relacji z wyznawcami judaizmu czy Ukraińcami. Głosy, które pojawiają się po ich publikacji, są z reguły krytyczne, niezależnie od tego, z której strony sporu politycznego dobiegają – przypomina Flisowski.

I odnosi się konkretnie do apelu dotyczącego edukacji zdrowotnej.

– Choć rozumiem motywację stanowiska biskupów, to osobiście się z nim nie zgadzam. Edukacja zdrowotna zawiera wiele pożytecznych treści – na przykład dotyczących ochrony przed nadużyciami seksualnymi. Dzieci przeszkolone w tym zakresie potrafią się bronić, wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc i potrafią rozpoznać sytuacje naruszające ich intymną sferę.

Niepotrzebne zwarcia z biskupami?

A co z reakcją szefowej MEN Barbary Nowackiej?

Pani minister często niepotrzebnie prowadzi do zwarcia z biskupami. Z moich rozmów z przedstawicielami hierarchii kościelnej wynika, że mają oni uzasadnione pretensje o brak dialogu ze strony ministerstwa. Zamiast narzucać reformy z miesiąca na miesiąc, należałoby usiąść do stołu i wypracować kompromis – zarówno w kwestii lekcji religii, jak i edukacji zdrowotnej – ocenia Flisowski.

Reklama
Reklama

I podkreśla: – W demokratycznym państwie dialog jest podstawą, a partnerzy nie powinni przerzucać się decyzjami czy listami.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama