Nie mam najmniejszych wątpliwości: będzie kwas, będzie afera. Będzie też polityczna przepychanka i pojawią się głosy typu „kto to mógł przewidzieć?”.
No to już teraz mówię, że to przewidziałem. A nawet nie tyle przewidziałem, ile porozmawiałem z ekspertami i osobami zaangażowanymi w tworzenie systemu kaucyjnego. Problem jest znany, tylko na razie niektórym wygodniej go nie dostrzegać.
Polacy oddają butelki, policja kupuje wodę bez kaucji. Ujawniamy absurd systemu
Ogólnikowy przepis (na dramat)
Pieniądze z nieodebranych kaucji oraz ze sprzedaży zebranych opakowań i surowców uzyskanych z ich przetwarzania mają finansować system kaucyjny. Tak wynika z art. 40i ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Ustawa wymienia zadania operatorów, ale nie określa dostatecznie precyzyjnie, jakie wydatki można uznać za finansowanie systemu i gdzie przebiegają granice ich racjonalności.
I poszczególni operatorzy – tworzeni przez producentów napojów, w tym wielkie międzynarodowe korporacje – różnie podchodzą do tematu.
Niektórzy uważają, że trzeba podejść do sprawy najuczciwiej, jak się da. Jeśli Kowalski zapłaci 50 groszy i wyrzuci butelkę, pobrane od niego pieniądze powinny usprawnić zbiórkę: zwiększyć liczbę punktów, przyspieszyć odbiór opakowań albo poprawić ich przetwarzanie. System powinien stać się dzięki nim wygodniejszy dla Kowalskiego, by kolejnym razem zastanowił się, czy nie warto zwrócić butelki.
Ale jest też drugie podejście: luźniejsze. Już w kwietniu w Zero.pl pisaliśmy, że nic nie stoi na przeszkodzie, by z tych środków zlecać kampanie reklamowe promujące system kaucyjny. Nie ma też – a przynajmniej tak się wydaje – przeszkód, by pokrywać z nich wynagrodzenia pracowników operatora, koszty obsługi prawnej czy usług doradczych. Wreszcie: czy z pieniędzy zebranych od ludzi będzie można wypłacać premie zarządzającym całym kaucyjnym biznesem? Żaden przepis tego nie zakazuje.
I, dla jasności, nie twierdzę, że każda kampania, opłacona faktura prawnika albo pensja pracownika jest czymś nagannym. Tyle że między koniecznym kosztem a rozrzutnością jest spora przestrzeń.
Zaufanie do systemu
Podkreślmy wyraźnie, że nie mówimy o pieniądzach budżetowych. Nie są to też przychody ze sprzedaży napojów. Środki pojawiają się dlatego, że obywatel zapłacił kaucję, a potem jej nie odzyskał. Właśnie dlatego sposób wydawania tych pieniędzy wymaga szczególnej przejrzystości.
Nie wystarczy podać, ile łącznie kosztowało „funkcjonowanie systemu”. Powinniśmy jako społeczeństwo dostać niebawem informację, ile wydano na odbiór i transport opakowań, ile na obsługę sklepów i inwestycje, a ile na marketing, prawników, doradców oraz wynagrodzenia władz poszczególnych operatorów. Warto też wiedzieć, czy pieniądze trafiały do podmiotów powiązanych z jego akcjonariuszami.
System, w założeniu ustawodawcy, ma przecież doprowadzić do tego, by jak najwięcej opakowań wracało, a pula nieodebranych kaucji była możliwie mała. Nie wolno więc dopuścić do sytuacji, w której operatorzy mieliby interes w utrudnianiu zwrotów.
Producenci ponoszą część kosztów i muszą osiągać wymagane poziomy zbiórki. Jednak każda wysoka pensja czy kosztowna kampania finansowana z nieodebranych kaucji będzie rodziła podejrzenie, że ktoś zarabia na tym, iż butelki nie wracają. Temu można zapobiec tylko pełną przejrzystością.
W ministerstwie zadowoleni (z siebie)
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdaje się nie dostrzegać ryzyka albo, w najlepszym razie, je bagatelizuje. Minister Paulina Hennig-Kloska napisała kilka dni temu w portalu X: „wszystkie środki z niezwróconych kaucji muszą być reinwestowane w system, budowę gospodarki obiegu zamkniętego i recykling odpadów, wszystko będzie rozliczone”.
W odpowiedzi zapytałem: „czy operatorzy mogą te środki wydawać na wynagrodzenia oraz koszt obsługi prawnej i działalność w zakresie promocji i marketingu?”.
Pani minister odpowiedziała mi, że operatorzy to firmy stworzone przez producentów napojów i pracują na wspólny rachunek ekonomiczny grupy. A koszt niezwróconej butelki i kaucji jest kosztem producenta, bo gdy nie wraca butelka, nie wraca również surowiec, który trzeba kupić, więc rosną koszty produkcji.
Jak to się ma do mojego pytania? Nie wiem. Albo jestem za głupi i nie rozumiem odpowiedzi, albo odpowiedź najzwyczajniej w świecie nie padła. Im szybciej padnie, tym lepiej dla wszystkich. I dla systemu kaucyjnego też.


