Dlaczego w Polsce trzeba wrzucać butelki do automatu pojedynczo, skoro w Norwegii wystarczy wrzucić cały worek? Poseł Tomasz Rzymkowski zapytał o to ministerstwo. Odpowiedź rzuca światło na kulisy polskiego systemu kaucyjnego.

- Automaty pozwalające wrzucać całe worki butelek są w Polsce dostępne, ale droższe – i to rynek, nie przepisy, zdecyduje o ich upowszechnieniu.
- Ministerstwo zapewnia, że bezgotówkowe rozliczenia kaucji są już możliwe w części maszyn, a bon papierowy można zawsze wymienić na gotówkę przy kasie – bez konieczności robienia zakupów.
- – Mam też wrażenie, że ministerstwo nie dostrzega fundamentalnej różnicy między polskim a norweskim modelem – komentuje dla Zero.pl poseł Rzymkowski.
W sieci krąży film porównujący systemy kaucyjne w Polsce i Norwegii. Różnica jest uderzająca – w Norwegii konsument wrzuca cały worek puszek i butelek, a automat sam wszystko sortuje i liczy. W Polsce każde opakowanie trzeba wkładać osobno. Poseł Tomasz Rzymkowski z Koła Poselskiego Demokracja Bezpośrednia postanowił zapytać ministerstwo, dlaczego tak jest i czy coś się w tej kwestii zmieni.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska w odpowiedzi na interpelację wyjaśniło, że technologia stosowana w Polsce i Norwegii jest co do zasady identyczna – w obu przypadkach automat musi zidentyfikować każde opakowanie osobno, odczytując kod kreskowy.
Różnica sprowadza się do pierwszego etapu: w automatach typu „multi-feed” użytkownik wsypuje do komory nawet do 100 sztuk naraz, a maszyna sama układa je w kolejce do skanowania. W Polsce dominują tańsze automaty „single-feed”, gdzie opakowania wkłada się jedno po drugim.
Ministerstwo podkreśliło, że polskie przepisy nie narzucają konkretnego rodzaju automatu – decyzja należy do sklepów i operatorów. Droższe automaty z funkcją hurtowego przyjmowania opakowań są dostępne na rynku i mogą je kupować również polskie sklepy, ale jak wskazał resort – są dedykowane przede wszystkim dużym hipermarketom. Mniejsze sklepy po prostu ich nie potrzebują i prawdopodobnie nie będą ich kupować.
Dobra wiadomość jest taka, że sytuacja ma się zmienić. Jak napisało ministerstwo, przy rosnącej skali systemu „pojawienie się w Polsce automatów umożliwiających hurtowy zwrot to kwestia czasu”.
Norweski podatek kontra polska opłata produktowa
Autor wspomnianego filmu twierdził, że norweski rząd nakłonił firmy do stworzenia sprawnego systemu specjalnym podatkiem – im więcej butelek zbierały, tym mniej płaciły. Dlaczego nie można było tak samo zrobić w Polsce? – pytał w interpelacji Rzymkowski.
Ministerstwo potwierdziło, że norweski mechanizm działa dokładnie tak jak opisano: producenci płacą wysoki podatek środowiskowy, który spada do zera, gdy poziom zwrotów przekroczy 95 proc. To właśnie ten podatek skłonił firmy do zbudowania jednego z najlepszych systemów kaucyjnych na świecie – rocznie w Norwegii zwraca się ponad 1,5 miliarda opakowań.
W Polsce przyjęto inne podejście, wymuszone unijną dyrektywą. Zamiast podatku, który maleje wraz ze wzrostem zwrotów, zastosowano opłatę produktową dla tych, którzy nie wywiązują się z obowiązku zbiórki. Może ona sięgnąć nawet 5 zł za kilogram tworzywa lub metalu. Logika jest podobna – kara finansowa ma mobilizować firmy do uczestnictwa w systemie – ale narzędzie inne.
Bon kaucyjny i przyszłość płatności
Poseł Rzymkowski zapytał też o coś, co rok temu obiecywano, a potem zniknęło z dyskusji – możliwość bezgotówkowego zwrotu kaucji bezpośrednio na kartę lub przez BLIK.
Ministerstwo potwierdziło, że takie automaty już istnieją, ale są droższe, więc nie każdy sklep chce je kupować. Większość maszyn drukuje bon papierowy z kwotą kaucji. I tu resort przypomniał o ważnym prawie konsumenta: taki bon można zrealizować w gotówce przy kasie sklepu. Co więcej, sklep nie może uzależnić wypłaty od dokonania zakupów. Jeśli masz bon, masz prawo do gotówki, nawet jeśli nic nie kupujesz.
Według ministerstwa klimatu norweski system działa od 1999 r. i osiąga poziom zwrotów między 92 a 97 proc. Polski system jest znacznie młodszy. Na koniec kwietnia 2026 r. zwrócono ponad miliard opakowań. Liczba automatów RVM skoczyła z 9,5 tys. do 12,5 tys. w ciągu dwóch tygodni. 81 proc. wszystkich zwrotów odbywa się właśnie przez automaty.
Rzymkowski: Zabrakło rzetelnej analizy
– Przede wszystkim odbieram to jako przejaw pewnego „chciejstwa” ze strony ministerstwa, ale też jako przyznanie, że cały system nie został dobrze przemyślany – komentuje odpowiedź resortu poseł Rzymkowski. W rozmowie z Zero.pl dodaje, że zabrakło rzetelnej analizy ryzyka i oceny tego, jak system kaucyjny będzie funkcjonował w praktyce w Polsce.
Zwraca uwagę, że z przedstawionych danych wynika, iż miesięcznie na rynek trafia około 3–3,5 miliarda butelek, natomiast skupowanych jest około miliarda. – To oznacza stopę zwrotu poniżej 30 proc. Dla porównania, w Norwegii jest to ponad 95 proc. – komentuje.
Mówi, że w swojej interpelacji zwracał też uwagę na mechanizmy mobilizujące producentów i operatorów systemu. W Norwegii funkcjonuje m.in. podatek ekologiczny, którego nie płaci się po osiągnięciu odpowiedniego poziomu zwrotu butelek. To powoduje, że wszystkim uczestnikom systemu realnie zależy na tym, aby klientom jak najbardziej ułatwić oddawanie opakowań.
– W Polsce wygląda to niestety bardzo źle. Mówię to także jako zwykły użytkownik systemu. Po pierwsze, nie wszystkie butelki oznaczone symbolem kaucji są przyjmowane przez automaty. Po drugie, same automaty są często przepełnione i trzeba czekać, aż pracownik znajdzie czas, by je opróżnić – dodaje.
„Teraz wy i wasze dzieci macie wszystkich wyręczać”. Stanowski o systemie kaucyjnym
Kolejny problem dotyczy kuponów wydawanych przez automaty. Rzymkowski informuje, że zdarza się, iż mimo zapewnień ministerstwa nie można ich zrealizować następnego dnia, ponieważ niektóre sklepy wprowadzają ograniczenie ważności do końca dnia, w którym kupon został wydrukowany.
Według posła największy problem polega jednak na niewydolności całego systemu. – Polacy chcą oddawać butelki – widać to po kolejkach przy automatach – ale infrastruktura po prostu tego nie wytrzymuje. W Norwegii można wrzucić cały worek butelek naraz, a maszyna sama je szybko przelicza i drukuje kupon. U nas często już jedna źle odczytana butelka powoduje problem, a wokół automatów zalegają opakowania, których nie ma gdzie wyrzucić – mówi.
Jego zdaniem to efekt braku odpowiedniej analizy i nadmiernego przekonania, że „jakoś to będzie”. Tymczasem kraje skandynawskie budowały swoje systemy przez dekady i wyciągały wnioski z praktyki. – Mam też wrażenie, że ministerstwo nie dostrzega fundamentalnej różnicy między polskim a norweskim modelem. Sam fakt istnienia kaucji i butelek nie oznacza jeszcze, że system działa tak samo. Liczy się efekt końcowy. W Norwegii mamy ponad 95 proc. zwrotu, a w Polsce mniej niż 30 proc. – przypomina.
To – jak dodaje – oznacza, że każdego miesiąca ogromna liczba butelek nie wraca do systemu. Jeśli przemnożymy tę skalę przez 50 groszy kaucji, okazuje się, że z kieszeni obywateli „wyparowują” miesięcznie setki milionów, a nawet ponad miliard złotych niewykorzystanej kaucji.
