Choć projekt ustawy wdrażającej unijny program SAFE nie trafił jeszcze na biurko prezydenta, mnożą się pytania, jaką decyzję w jego sprawie podejmie Karol Nawrocki. – Tak czy siak będzie pewnie krytykowany – komentuje prezydencki minister Marcin Przydacz. „Chcieliby znowu kraść i brać za twarz” – odpowiada wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

- Senat przyjął poprawki do ustawy wdrażającej unijny program SAFE. Zakładają spłatę pożyczki z rezerwy celowej zamiast budżetu MON oraz wprowadzenie kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej.
- Opozycja krytykuje mechanizm warunkowości, od którego zależą wypłaty środków. Przywołuje doświadczenia z KPO z czasów rządu Mateusza Morawieckiego i wstrzymywanie funduszy dla Polski. Koalicja rządząca argumentuje, że w tym przypadku warunkowość dotyczy jedynie realizacji projektu.
- Prezydent ma zero-jedynkową sytuację. Może tylko podpisać albo tylko zawetować. Tak czy siak, będzie pewnie krytykowany za swoją decyzję – komentuje Marcin Przydacz.
Pod koniec tygodnia Senat przegłosował poprawki do projektu ustawy wdrażającej unijny program pożyczek SAFE. Zakładają one m.in. spłatę związanej z programem pożyczki z rezerwy celowej zamiast budżetu MON oraz wprowadzenie kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej. Żadna z poprawek nie odpowiada jednak na wątpliwości zgłaszane przez opozycję.
Opozycja boi się warunkowości. Koalicja rządząca uspokaja
Głównym zarzutem głosującej przeciwko unijnemu programowi opozycji jest mechanizm warunkowości, od którego uzależnione będą wypłaty. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości jako argument przywołują sposób, w jaki unijne organy działały podczas wypłat dla Polski środków z przyjętego podczas rządów Mateusza Morawieckiego Krajowego Planu Odbudowy.
– Element warunkowości jest oczywiście dużym problemem, bo mamy jako Polska złe doświadczenia z warunkowością – komentował w piątek na antenie Polsat News Marcin Przydacz, szef biura polityki międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego, na co wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski odpisał: „Chcieliby znowu kraść i brać za twarz”.
Politycy koalicji rządzącej argumentują jednak, że mechanizm warunkowości w przypadku programu SAFE znacznie różni się od tego znanego z KPO. Jego głównym celem jest ochrona unijnego budżetu przed nieprawidłowymi wydatkami. Komisja Europejska faktycznie może wstrzymać wypłaty, ale jedynie wtedy, kiedy istnieć będzie zagrożenie dla prawidłowego wykorzystania funduszy spowodowane m.in. korupcją lub naruszeniem zasad zakupowych.
Przydacz: Prezydent ma zero-jedynkową sytuację
Niezależnie od tego niepewne jest, jaką decyzję podejmie prezydent Karol Nawrocki, kiedy projektu ustawy trafi już na jego biurko. – Ma zero-jedynkową sytuację. Może tylko podpisać albo tylko zawetować. Tak czy siak, będzie pewnie krytykowany za swoją decyzję – ocenił Marcin Przydacz.
– Prezydent ma tutaj po pierwsze swoją ekspertyzę, po drugie wewnętrzną odwagę do tego, żeby podejmować decyzje zgodne z polskim interesem. Ja jestem przekonany, że dywaguje, jeśli podpiszę, no to oczywiście trzeba będzie robić wszystko, żeby tej warunkowości było jak najmniej – mówił prezydencki minister.
Polacy podzieleni ws. SAFE. Blisko jedna trzecia niezdecydowana
Decyzja o poparciu ustawy lub jego braku jest trudna także ze względu na potencjalny odbiór społeczny. Z jednej strony istnieje grupa Polaków, która sprzeciwia się projektowi, czego dowodem jest sobotni protest przed Pałacem Prezydenckim. Z drugiej strony sondaże pokazują, że trend jest odwrotny.
Zgodnie z badaniem przeprowadzonym w ubiegłym tygodniu przez SW Research na zlecenie „Rzeczpospolitej” pozytywną ocenę programowi wystawiło 45,4 proc. badanych, podczas gdy negatywną o ponad połowę mniej – 21,8 proc. Znacząca za to była grupa osób niezdecydowanych, która wyniosła 32,8 proc.
Ale i w badaniach sytuacja nie jest jednoznaczna. Zgodnie z kolejnym sondażem przeprowadzonym przez SW Research na zlecenie „Rzeczpospolitej” kilka dni później 38,3 proc. Polaków obawia się, że program SAFE może służyć interesom Niemiec. Taką tezę propaguje m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przeciwnego zdania jest 32,7 proc. badanych. Ponownie blisko jedna trzecia – 29 proc. – nie ma zdania.
