W Brukseli rozpoczyna się w czwartek unijny szczyt z udziałem premiera Donalda Tuska, podczas którego jednym z głównych tematów będą rosnące ceny energii w Europie. Polska wynegocjowała istotne zapisy w projekcie końcowych wniosków, które mogą przełożyć się na niższe rachunki za prąd.

- Polska w ostatniej chwili wprowadza do projektu szczytu UE zapisy, które mogą realnie wpłynąć na ceny energii.
- W Brukseli zmienia się narracja wokół systemu ETS – temat, który jeszcze niedawno był tabu.
- Rosną napięcia między państwami UE: część obawia się, że reformy zahamują zieloną transformację.
Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, najważniejszym elementem zmian jest propozycja zwiększenia liczby uprawnień do emisji CO₂ dostępnych na rynku w ramach systemu ETS. Większa podaż pozwoleń oznacza spadek ich ceny, a to bezpośrednio wpływa na koszty produkcji energii – szczególnie w krajach takich jak Polska, gdzie energetyka wciąż opiera się w dużej mierze na węglu i gazie.
Zapis o zwiększeniu tzw. rezerwy stabilności rynkowej pojawił się w projekcie dokumentu dopiero na ostatnim etapie negocjacji. W praktyce oznacza to możliwość „uwolnienia” dodatkowych pozwoleń na emisję, co ma złagodzić presję kosztową w sektorze energetycznym.
W unijnych kuluarach coraz częściej słychać, że stanowisko Polski zyskuje na znaczeniu. Dyplomaci przyznają, że jeszcze niedawno otwarte wskazywanie wpływu ETS na wysokie ceny energii było w Brukseli tematem trudnym. Obecnie coraz wyraźniej mówi się o konieczności reformy systemu.
Czy Polska może doprowadzić do likwidacji ETS? Doradczyni prezydenta komentuje dla Zero.pl
Koszty ETS w Polsce jedne z najwyższych w UE
Pierwotna wersja dokumentu była znacznie bardziej ogólna i ograniczała się do zapowiedzi przygotowania przez Komisję Europejską zestawu narzędzi antykryzysowych. Polska uznała to za wysoce niewystarczające i zabiegała o konkretne działania wpływające bezpośrednio na rynek.
Koszty systemu ETS stanowią średnio około 11 proc. rachunków za energię w krajach UE, jednak w Polsce udział ten sięga nawet 20–24 proc. To sprawia, że zmiany w tym mechanizmie mogą szczególnie silnie odczuć polscy odbiorcy energii oraz rodzimy przemysł.
Dodatkowo w konkluzjach szczytu uwzględniono postulat „specyfiki państw członkowskich”. Oznacza to większą elastyczność dla krajów o bardziej emisyjnej gospodarce, które potrzebują więcej czasu na transformację energetyczną.
Donald Tusk wraz z liderami kilku państw, m.in. Włoch, Czech oraz Rumunii, wezwał do głębszej reformy ETS. Jednym z kluczowych postulatów jest wydłużenie okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień do emisji CO₂, które obecnie mają wygasnąć w 2034 r.
Takie rozwiązanie miałoby pomóc europejskiemu przemysłowi – w tym polskim hutom, cementowniom czy zakładom chemicznym – utrzymać konkurencyjność wobec firm z krajów takich jak Chiny czy Indie.
Bezkonkurencyjna Unia. Jak Europa zgubiła swoją przewagę
Komisja Europejska przygotuje nowe propozycje zmian
Nie wszystkie państwa członkowskie popierają proponowane zmiany. Kraje o bardziej zaawansowanej transformacji energetycznej, jak Holandia, Dania czy Szwecja, obawiają się, że ingerencja w ETS osłabi motywację do inwestowania w odnawialne źródła energii.
Z kolei Francja opowiada się za reformą, ale jednocześnie przestrzega przed destabilizacją rynku. W efekcie nadchodzące negocjacje mogą okazać się trudne i długotrwałe.
Włączenie nowych zapisów do wniosków ze szczytu oznacza, że Komisja Europejska będzie zobowiązana do przygotowania konkretnych propozycji zmian – prawdopodobnie w najbliższych tygodniach. Dodatkowo na lipiec zaplanowano szerszy przegląd funkcjonowania systemu ETS.
Dzisiejszy szczyt może więc okazać się punktem zwrotnym w europejskiej polityce klimatycznej, szczególnie z perspektywy krajów takich jak Polska, dla których koszty transformacji są wyjątkowo wysokie.