- Z turystyki żyje w Krakowie maksymalnie 20 tys. osób, czyli 5 proc. ogółu pracujących – mniej niż w usługach dla biznesu, edukacji czy przemyśle.
- Wynagrodzenia w krakowskiej turystyce są aż o 45,9 proc. niższe niż średnia w mieście. To ponad dwukrotnie większa różnica niż w Unii.
- Liczba mieszkańców Starego Miasta zmniejszyła się o połowę, a około 12 tys. lokali w Krakowie jest wynajmowanych krótkoterminowo zamiast służyć mieszkańcom.
- Konieczne są zatem: podniesienie opłaty turystycznej do co najmniej kilkunastu złotych za noc, koniec dopłat do promocji masowej turystyki i regulacja najmu krótkoterminowego.
Wątpliwe 15,4 mld zł
Jedyne systematyczne badanie wpływu sektora turystycznego na Kraków prowadzi co roku Małopolska Organizacja Turystyczna. W zeszłym roku oszacowała wydatki odwiedzających na 15,4 mld zł. Zacznijmy jednak od tego, czym ta liczba nie jest. To nie są pieniądze, które trafiły do budżetu miasta, ale szacowany obrót firm.
Same szacunki budzą zresztą wątpliwości. Badanie nie opiera się na analizie realnych przepływów, tylko na ankiecie. Badacze pytają turystów, ile wydają na poszczególne kategorie, a ci odpowiadają. Deklaracja to jednak nie paragon. Po trzecie, nie wiemy, ile z zadeklarowanych kwot realnie zostaje w Krakowie, a ile trafia do platform rezerwacyjnych, linii lotniczych albo do innych miast odwiedzanych przy okazji. W literaturze nazywa się to wyciekiem turystycznym.
Wreszcie raport pokazuje wyłącznie pozytywy ruchu turystycznego i nie zestawia ich z kosztami, jakie masowa turystyka generuje: sprzątaniem miasta, dodatkowymi patrolami straży miejskiej, korkami czy rosnącymi cenami mieszkań.
Wybory w Krakowie. Kandydat Korony o zdradzie elit, szczepieniach i współpracy z Moskwą
Jak jest naprawdę
Zacznijmy od tego, ilu Krakowian faktycznie jest zatrudnionych w turystyce. W Krakowie pracuje 405 tys. osób. Rdzeń branży to zakwaterowanie, gastronomia, biura podróży i organizatorzy turystyki, łącznie około 14,2 tys. osób. Trzeba do tego dołożyć część zatrudnionych w instytucjach kultury, rozrywce i rekreacji oraz w handlu, choć z tych wszystkich usług równie często korzystają sami mieszkańcy. Przy najbardziej hojnym liczeniu z turystyki żyje w Krakowie maksymalnie 20 tys. osób, czyli 5 proc. ogółu pracujących. Krakowska żyła złota zatrudnia więc znacznie mniej niż sektor usług dla biznesu, w którym pracuje 110 tys. osób, mniej niż edukacja z 40 tys. osób i mniej niż przemysł z 35 tys. osób.

Aktywiści straszą: powietrze w Krakowie zabija. Powołują się na tajne dane
Drugą cechą sektora są niskie płace. W Unii Europejskiej wynagrodzenia w turystyce są przeciętnie o 20 proc. niższe niż w reszcie gospodarki. W Krakowie luka jest ponad dwukrotnie większa i sięga 45,9 proc. wobec przeciętnej w mieście. Część tej różnicy wynika ze struktury zatrudnienia, bo krakowską średnią windują płace w usługach dla biznesu, ale skala i tak jest uderzająca. Trudno się zresztą dziwić, skoro mówimy o prostych miejscach pracy o niskiej produktywności, w których trudno o innowacje. Bliżej temu sektorowi do gospodarki rentierskiej, która nie podnosi konkurencyjności, tylko broni dostępu do złoża. W Krakowie tym złożem jest historyczny Rynek.

Źródło: Biuletyn Statystyczny Krakowa – I kwartał 2026 r., Urząd Statystyczny w Krakowie, Kraków 2026 (fot. Biuletyn Statystyczny Krakowa – I kwartał 2026 r., Urząd Statystyczny w Krakowie, Kraków 2026)
Zarabia na tym wąska grupa właścicieli hoteli, lokali rozrywkowych i mieszkań wynajmowanych krótkoterminowo. Nie byłoby to jeszcze problemem, gdyby byli to Krakowianie, bo wtedy ich zyski zostawałyby w gospodarce miasta. W dużej mierze jest to jednak albo kapitał zagraniczny, albo zamożni inwestorzy z całej Polski, którzy ulokowali pieniądze w stolicy Małopolski.
Koszty turystyki dla Krakowa
Ponad szesnaście milionów odwiedzających to dodatkowe sprzątanie, wywóz odpadów, patrole straży miejskiej, wyjazdy pogotowia i szybsze zużycie przestrzeni publicznej w centrum. Ile to dokładnie kosztuje, nie wie nikt, bo w Krakowie nikt nigdy tego nie policzył. To samo w sobie jest zarzutem wobec Magistratu. Miasto co roku publikuje szacunek przychodów branży i ani razu nie zestawiło go z własnymi wydatkami.
To nie koniec problemów. Masowa turystyka działa jak martwica, która toczy centrum miasta. Liczba mieszkańców Starego Miasta zmniejszyła się o połowę. Rynek Główny przypomina dziś lunapark, w którym próżno szukać dawnego salonu miasta.
Łukasz Gibała przed wyborami w Krakowie: Żadnych fajerwerków, żadnych cudów
Kraków jest podręcznikowym przykładem zjawiska, które Marco d'Eramo nazwał „UNESCOcide”, od połączenia słów UNESCO i suicide (ang. samobójstwo). Stare Miasto trafiło na listę światowego dziedzictwa w 1978 r., w pierwszej dwunastce obiektów w historii listy, a wpis, który miał je chronić, uruchomił mechanizm zamieniający żywe miasto w „dekorację teatralną”. Osobną grupą kosztów, które ponoszą wszyscy, są wyższe ceny mieszkań. W Krakowie około 12 tys. lokali wynajmowanych jest krótkoterminowo.

Źródło: deweloperuch.pl (fot. deweloperuch.pl)
To mieszkania w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach w mieście, które powinny służyć mieszkańcom, a zamiast tego pracują jako nierejestrowane hotele. Nikt dotąd nie zbadał w Krakowie, jak wpływa to na ceny. Badania z Barcelony, Lizbony i Berlina pokazują jednak, że w dzielnicach o wysokim nasyceniu najmem krótkoterminowym ceny mieszkań i czynsze rosną wyraźnie szybciej niż w pozostałych częściach miasta. Gdyby mieszkania w Krakowie były tańsze, miasto przyciągałoby więcej ludzi do sektorów, które płacą najlepiej. Przypomnijmy: w usługach dla biznesu pracuje tu 110 tys. osób, pięć razy więcej niż w turystyce. To oni konkurują o te same mieszkania co weekendowi goście i to oni przegrywają.
Gdzie podziały się pieniądze Krakowa? Dług rośnie, inwestycji ubywa
Co dalej?
Chciałbym, żeby kolejny prezydent Krakowa spojrzał na sektor turystyczny uczciwie, a nie przez różowe okulary samej branży. I żeby było jasne: nie chodzi o to, że turyści są źli. Problemem jest wąska grupa zarabiająca na turystyce i przerzucająca koszty na resztę mieszkańców.
Punktem wyjścia jest opłata turystyczna. Skoro turyści korzystają z usług publicznych finansowanych przez mieszkańców, opłata nie jest karą za przyjazd, tylko zwykłym wyrównaniem. Punktem odniesienia powinno być co najmniej kilkanaście złotych za noc, a nie proponowane ostatnio przez rząd pięć.
Po drugie, miasto musi przestać dopłacać do własnego problemu. Wydawanie kolejnych milionów złotych na promocję masowej turystyki pogłębia to, z czym Kraków próbuje sobie poradzić. Akurat ta zmiana nie wymaga ustawy ani zgody ministerstwa. Wystarczy decyzja prezydenta.
Po trzecie i najważniejsze, trzeba uregulować najem krótkoterminowy, który wypatroszył Stare Miasto. Samorząd potrzebuje narzędzia, którym obroni mieszkańców przed wypychaniem ich z własnych mieszkań, czyli prawa do wyznaczania stref, w których najmu na doby po prostu nie ma. Barcelona wygasza wszystkie licencje na mieszkania turystyczne do listopada 2028 r. Nikt tam nie uznał tego za koniec turystyki.
Żadne z tych narzędzi nie odstraszy turystów. Wszystkie przesuwają koszt tam, gdzie on powstaje. Bo spór o turystykę w Krakowie nigdy nie był sporem o to, czy goście mają przyjeżdżać. Był sporem o to, kto za nich płaci.


