
Rada Unii Europejskiej rzutem na taśmę przedłużyła sankcje na ponad 2,6 tys. osób i podmiotów powiązanych z agresją na Ukrainę. Obostrzenia będą obowiązywać aż do 2029 r. Unia musiała jednak pójść na trudny kompromis – z czarnej listy wykreślono dwóch kluczowych oligarchów Władimira Putina.
- Rada UE wydała oficjalny komunikat na pięć godzin przed wygaśnięciem dotychczasowych obostrzeń, zabezpieczając system sankcyjny na kolejne trzy lata.
- W wyniku kulisowych negocjacji i presji m.in. Francji oraz Słowacji z listy sankcyjnej usunięto bliskich reżimowi biznesmenów: Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana.
- Ukraina i Łotwa ostro sprzeciwiały się uległości wobec oligarchów. Ryga zgodziła się na porozumienie, wybierając „mniejsze zło”, ale nakłada na nich obostrzenia krajowe.
Karol Nawrocki przed przemówieniem w ONZ. Zdradził, jakie wątki poruszy
Decyzja o przedłużeniu unijnych obostrzeń zapadła w atmosferze napięcia, zaledwie na pięć godzin przed wygaśnięciem dotychczasowych przepisów. Wszystkie 27 państw członkowskich zdołało osiągnąć jednomyślność, zatwierdzając utrzymanie restrykcji indywidualnych – obejmujących zakaz podróżowania po Europie, zamrożenie aktywów oraz zakaz udostępniania jakichkolwiek środków gospodarczych. Przepisy wchodzą w życie natychmiast po publikacji w Dzienniku Urzędowym UE.
Kluczową zmianą w przyjętym porozumieniu jest horyzont czasowy. Do tej pory sankcje wymagały odnawiania w procedurze jednomyślnej co pół roku, co stwarzało okazję do politycznych szantaży. Prowizoryczne przedłużenie obostrzeń o tydzień pozwoliło negocjatorom wypracować rozwiązanie, które zamraża unijną listę aż do 2029 r. Oznacza to, że przez najbliższe trzy lata żaden kraj Wspólnoty nie będzie mógł lobbować za wykreśleniem konkretnych nazwisk.
Choć oficjalny komunikat Unii Europejskiej unika podawania konkretnych nazwisk, powołując się jedynie na przedłużenie obostrzeń „bez niektórych osób”, z ustaleń wynika jednoznacznie, że z czarnej listy znikają dwaj potężni Rosjanie. Chodzi o Aliszera Usmanowa oraz Michaiła Fridmana – miliarderów powszechnie uznawanych za filary finansowe i polityczne reżimu Władimira Putina.
Dyplomatyczne turbulencje i veto, którego nie było
Gra o wykreślenie rosyjskich biznesmenów toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Dotychczas to Słowacja, często w aliansie z węgierskimi władzami, regularnie wykorzystywała moment odnawiania sankcji do walki o interesy wybranych oligarchów. Prawdziwe zaskoczenie przyniosła jednak postawa Francji, która niespodziewanie włączyła się w obronę Usmanowa.
Najsilniejszy opór wobec ustępstw stawiała Łotwa. Premier Andris Kulbergs do ostatnich godzin prowadził intensywne rozmowy z przywódcami państw europejskich, dążąc do zatrzymania obu miliarderów na liście. Ostatecznie Ryga ugięła się.
– To nie był wybór między dobrym a złym rozwiązaniem, ale między złym a znacznie gorszym: wybieraliśmy między zmianą statusu dwóch osób a przyszłością całego systemu sankcji, który dotyczy ponad 2,6 tys. osób i podmiotów powiązanych z rosyjską agresją – powiedział Kulbergs.
Łotwa zapowiedziała już, że usunięci oligarchowie pozostaną objęci restrykcjami na poziomie jej własnego prawa krajowego.
Oburzenie Kijowa i sygnał wysłany na Kreml
Decyzja Brukseli wywołała natychmiastową reakcję w Kijowie. Ukraina od początku tygodnia stanowczo apelowała do partnerów z Unii o utrzymanie presji na rosyjski biznes. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha wskazywał jednoznacznie, że Usmanow i Fridman bezpośrednio zasilają i legitymizują agresywny reżim na Kremlu, a pobłażliwość wobec nich jest działaniem całkowicie niedopuszczalnym.
W ocenie ukraińskiej dyplomacji decyzja o wykreśleniu oligarchów wysyła fatalny sygnał polityczny do Moskwy. Pokazuje bowiem, że mimo oficjalnej jedności, europejski system sankcyjny ma pęknięcia, które da się wykorzystać za pomocą lobbingu. Kijów stoi na stanowisku, że w obliczu przedłużających się walk na froncie presja gospodarcza powinna być konsekwentnie dokręcana, a nie łagodzona w ramach dyplomatycznych targów.
„Decyzja o wykreśleniu Usmanowa i Fridmana z listy sankcyjnej jest haniebna i nieuzasadniona. Moskwa świętuje, ponieważ osiągnęła to, czego chciała: poczucie bezkarności, upokorzenie UE i podziały wśród Europejczyków” – napisał Sybiha na X.
Obejrzyj także: