Prokuratura Okręgowa w Warszawie bada cyberatak na firmę MyDr, z której systemów miały zostać wykradzione dane niemal 19 mln Polaków. Wśród nich są numery PESEL, dane kontaktowe oraz informacje o zdrowiu, receptach i lekach.

- Prokuratura Okręgowa w Warszawie objęła nadzorem śledztwo w sprawie cyberataku na MyDr. Postępowanie prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości.
- Z systemów MyDr miały zostać skradzione dane dotyczące niemal 19 mln Polaków. Baza ma ponad 2 TB i zawiera informacje o lekach oraz receptach.
- Wśród potencjalnie wykradzionych danych są numery PESEL, dane kontaktowe i informacje o zdrowiu. Śledczy sprawdzają, czy trafiły one do osób trzecich.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła nadzór nad postępowaniem dotyczącym cyberataku na firmę MyDr. Śledztwo prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Z zaatakowanych systemów miały zostać wykradzione dane milionów Polaków, w tym informacje dotyczące leczenia, recept i leków.
Śledztwo w sprawie włamania do systemów MyDr
O prowadzeniu postępowania poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba. Sprawa dotyczy nieuprawnionego dostępu do systemów informatycznych należących do MyDr.
Śledczy ustalają m.in., kto uzyskał dostęp do danych i w jaki sposób udało mu się ominąć lub przełamać zabezpieczenia. Prokuratura bada również późniejsze przekazanie części informacji osobom trzecim.
Jak przekazał prok. Skiba, postępowanie prowadzone jest „w sprawie uzyskania przez nieustaloną osobę, nie później niż w dniu 6 sierpnia 2026 roku, bez uprawnienia, za pośrednictwem sieci internet, dostępu do całości lub części systemu informatycznego administrowanego przez MyDr oraz przechowywanych na serwerach spółki informacji nieprzeznaczonych dla sprawcy”.
Śledczy badają również, czy doszło do bezprawnego przetwarzania danych osobowych, w tym informacji szczególnie wrażliwych dotyczących zdrowia.
Jakie informacje mogły zostać wykradzione?
Sprawa jest szczególnie poważna ze względu na charakter danych znajdujących się w systemach MyDr. Chodzi o informacje dotyczące pacjentów podmiotów medycznych korzystających z usług firmy.
Wśród danych znajdują się m.in.:
- imiona i nazwiska,
- numery PESEL,
- numery telefonów,
- adresy e-mail,
- informacje dotyczące stanu zdrowia,
- treści notatek sporządzanych podczas wizyt lekarskich,
- informacje o wystawionych receptach.
Cyberatak dotknął ogromnej bazy danych
W środę Ministerstwo Cyfryzacji potwierdziło, że MyDr padło ofiarą cyberataku. Według przekazanych informacji skradziona baza ma ponad 2 TB danych, a znajdujące się w niej informacje dotyczą m.in. leków i recept niemal 19 mln Polaków.
Sprawą zajmuje się Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Teraz postępowanie jest dodatkowo nadzorowane przez warszawską prokuraturę.
Skala incydentu sprawia, że jednym z najważniejszych pytań pozostaje to, czy wykradzione informacje trafiły już do osób trzecich i czy mogą zostać wykorzystane do kolejnych przestępstw.
Gawkowski: skradzione dane nie są obecnie dostępne publicznie
Do sprawy odniósł się również wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Zapewnił, że służby monitorują sytuację i na ten moment nie ma informacji o publicznym udostępnieniu skradzionej bazy.
– Nie ma w przestrzeni publicznej danych skradzionych w cyberataku. Nie są one wystawione nigdzie na sprzedaż, ani nie są elementem żadnej gry. Monitorują to służby – przekazał Gawkowski.
Minister ponownie zaapelował również do Polaków o zastrzeżenie numeru PESEL. To jedno z działań, które może ograniczyć ryzyko wykorzystania danych osobowych np. do prób wyłudzenia kredytu lub innych zobowiązań.
Co dalej ze sprawą MyDr?
Śledczy muszą teraz ustalić przede wszystkim źródło ataku, sposób uzyskania dostępu do systemów oraz zakres informacji, które faktycznie zostały skopiowane. Ważne będzie również ustalenie, czy i w jakim zakresie dane zostały przekazane dalej.
Cztaj również: Z tej firmy wyciekły dane prawie 19 mln pacjentów. Czym jest MyDr?
Ze względu na obecność w bazie informacji dotyczących zdrowia pacjentów sprawa może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla samej firmy, ale przede wszystkim dla osób, których dane znajdowały się na zaatakowanych serwerach.