Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski udał się na szczyt G7 we francuskim Evian-les-Bains, startując z lotniska w Kiszyniowie, a nie z dotychczasowego Rzeszowa. To już druga taka sytuacja w ostatnim czasie. Wywołało to falę spekulacji o politycznym tle decyzji i kryzysie w relacjach z Polską.

- Wołodymyr Zełenski na szczyt G7 wyleciał z Mołdawii; wcześniej jego bazą przez trzy lata był polski Rzeszów.
- Ukraińskie media sugerowały, że ominięcie Polski ma podłoże polityczne i wiąże się z konfliktami wokół upamiętniania UPA.
- Ukraińskie MSZ stanowczo odcina się od teorii spiskowych, nazywając łączenie logistyki bezpieczeństwa z polityką „sztucznym”.
W poniedziałek wieczorem samolot z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz ukraińską delegacją państwową wystartował z lotniska w Kiszyniowie w kierunku Genewy. Celem podróży jest szczyt państw grupy G7, odbywający się we francuskim Evian-les-Bains. Maszyna wzbiła się w powietrze o godz. 19:48, co natychmiast odnotowały serwisy monitorujące ruch lotniczy, w tym Airnavradar.
Jak zauważa portal Europejska Prawda, to już drugi przypadek w krótkim odstępie czasu, kiedy ukraiński przywódca korzysta z mołdawskiej infrastruktury zamiast polskiej. Dotychczas, przez ponad trzy lata pełnoskalowej wojny, to Jasionka pod Rzeszowem stanowiła „okno na świat” dla dyplomacji z Kijowa. Sama maszyna prezydencka w przerwach między rejsami często stacjonowała w Krakowie, dysponującym lepszym zapleczem technicznym.
Oficjalny samolot Zełenskiego przyleciał do Kiszyniowa z Krakowa w ciągu dnia 15 czerwca. Pierwsze domysły o trwałej zmianie bazy pojawiły się już w miniony weekend, gdy prezydent Ukrainy udał się w podróż do Wielkiej Brytanii, również wybierając start ze stolicy Mołdawii zamiast z terytorium Polski.
Konflikt pamięci w tle logistyki
W ukraińskich mediach i przestrzeni publicznej zaczęły krążyć hipotezy wiążące tę decyzję z ochłodzeniem stosunków na linii Kijów-Warszawa. Punktem zapalnym miał być niedawny spór dyplomatyczny dotyczący nadania jednej z jednostek ukraińskich Sił Obrony imienia powiązanego z UPA, co wywołało stanowczy sprzeciw strony polskiej.
MSZ Ukrainy uderza w spekulacje
Do narastających emocji i doniesień medialnych postanowiło oficjalnie odnieść się Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy. Rzecznik resortu, Heorhij Tychyj, kategorycznie zaprzeczył, jakoby modyfikacja trasy prezydenta miała jakikolwiek związek z polityką czy relacjami z Warszawą.
„Widziałem to powiązanie. Wydaje mi się, że jest ono sztuczne. Logistyka prezydenta jest ustalana osobno przez jego służby protokolarne. Nie polityzujmy kwestii logistyki, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa. Szczerze mówiąc, nie ma tu wymiaru politycznego i nie należy się go doszukiwać” – oświadczył rzecznik ukraińskiego MSZ.