– Ukraina nie jest regionalnym ani tym bardziej globalnym graczem strategicznym o potencjale demograficznym i gospodarczym, który pozwalałby jej na samodzielne rozszerzanie konfliktów – ocenia płk rez. prof. Dariusz Kozerawski, komentując ukraiński atak na Morzu Kaspijskim. W rozmowie z Zero.pl ekspert analizuje strategiczne i gospodarcze powiązania między starciem w Ukrainie a konfliktem amerykańsko-irańskim oraz czy obie wojny mogą przerodzić się w jeden konflikt o zasięgu globalnym.

Agnieszka Waś-Turecka, Zero.pl: Kilka dni temu Ukraina zaatakowała irański statek na Morzu Kaspijskim. Część komentatorów oceniła, że była to ukraińska próba rozszerzenia wojny z Rosją i połączenia jej z tą amerykańsko-irańską.
Płk rez. prof. zw. dr hab. Dariusz Kozerawski z Katedry Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pułkownik rezerwy Wojska Polskiego, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej: Nie podzielam tej opinii. Zachód – zarówno Stany Zjednoczone, jak i Europa – jest już bardzo głęboko zaangażowany w ten konflikt. Pamiętamy początki z 2022 r. i ówczesne dyskusje, gdy zastanawiano się nad wysyłaniem zaledwie ręcznych wyrzutni przeciwpancernych czy przeciwlotniczych. Wtedy wszyscy mówili, że absolutnie nie wyślą czołgów, transporterów ani samolotów odrzutowych, by nie prowokować Rosji. Dziś widzimy, że Ukraina od dwóch lat otrzymuje w zasadzie wszystko to, co te państwa mają na stanie, czyli najbardziej wyrafinowane i najpotężniejsze systemy uzbrojenia.
„Wnioski są dla Rosjan, niestety, obiecujące”. Mocne słowa po wybuchu rakiety
Ale bezpośrednie zaangażowanie w walkę nadal nie wchodzi w grę?
Nie. Ani europejskie państwa NATO, ani tym bardziej Stany Zjednoczone nie wyrażają woli bezpośredniego udziału w działaniach militarnych. Na ten moment mówimy o wsparciu sprzętowym, logistycznym, wywiadowczym i humanitarnym, ale nie o wysyłaniu żołnierzy na front. Walczyć musi sama Ukraina i jej obywatele.
Co więcej, strona ukraińska nie ma co do tego żadnych złudzeń. Nikt w Kijowie nie powiela takich nadziei, zwłaszcza pamiętając m.in. o zapisach najnowszej amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie Rosja w żadnym miejscu nie została nazwana wrogiem czy przeciwnikiem. Chwilowe sukcesy Ukraińców nieco zmieniają optykę, ale byłbym bardzo ostrożny w prognozowaniu, że USA nagle zaczną strategicznie wspierać Ukrainę na wielką skalę.
Wracając jeszcze do ataku na Morzu Kaspijskim – pojawia się także interpretacja, że działanie mogło być przysługą dla USA: otwarciem nowego frontu na akwenie, co miało uderzyć w Teheran i odciążyć Stany Zjednoczone.
Nie interpretowałbym tego w ten sposób. Działania zbrojne od 2022 r. prowadzone są na Morzu Czarnym, Azowskim i Kaspijskim. Ich intensywność zależała od tego, jakimi zdolnościami w danym momencie dysponowali Ukraińcy i na ile Rosja mogła sobie na tych akwenach pozwolić. Teraz zdolności Kijowa niszczenia obiektów wzrosły, ale sama ukraińska koncepcja kontrolowania tych rejonów przy użyciu różnych systemów dronowych – podwodnych, nawodnych, latających – funkcjonuje niemalże od początku konfliktu.
Atak na Morzu Kaspijskim nie jest więc niczym przełomowym. To po prostu kolejny element niszczenia rosyjskich możliwości logistycznych i ekonomicznych, w tym tzw. floty cieni. Ukraina ma długą listę skutecznych, udanych ataków dronowych na takie statki. Nie wiemy, czy ukraiński wywiad dostarczył informacji, że na tym irańskim statku jest uzbrojenie, czy po prostu był to jeden z rutynowych ataków na flotę cieni. Te jednostki często nie są przecież oznaczone i pływają pod fałszywą banderą.
Przede wszystkim trzeba jednak podkreślić, że Ukraina nie jest regionalnym ani tym bardziej globalnym graczem strategicznym o potencjale demograficznym i gospodarczym, który pozwalałby jej na samodzielne rozszerzanie konfliktów. Jej sytuacja jest całkowicie inna niż na przykład Iranu.
Z czego wynika ta różnica?
Przede wszystkim z tego, że Iran jest regionalnym mocarstwem strategicznym. To potężne państwo mające ponad 90 mln ludności, ponad 600-tys. armię czynną i olbrzymi potencjał technologiczny oraz militarny, który został zresztą kompletnie zlekceważony przez Amerykanów.
Zauważmy, że podczas tej wojny Iran obalił mit budowany przez ostatnie dekady, mówiący o tym, że Stany Zjednoczone są twardym gwarantem bezpieczeństwa dla swoich sojuszników w Zatoce Perskiej. To przekonanie pękło jak bańka mydlana. Iran pokazał, że bazy amerykańskie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii czy w Bahrajnie nie przeszkadzają mu w ich skutecznym niszczeniu i zabijaniu amerykańskich żołnierzy.
Mówimy tu przecież o setkach rannych i kilkunastu zabitych żołnierzach amerykańskich. A to są wyłącznie dane amerykańskie, które należałoby jeszcze zweryfikować w innych źródłach, o czym mówię jako uczestnik operacji w Iraku i Afganistanie.
Atak na Morzu Kaspijskim to jeden z punktów stycznych dwóch wojen: Rosji z Ukrainą i USA z Iranem. Nie jest jednak jedyny. W jaki sposób te konflikty się przenikają?
Przede wszystkim musimy pamiętać, że wszystko zaczyna się i kończy na polityce. To zresztą jedna z płaszczyzn, na której wojny te wykazują głębokie podobieństwa i zależności.
W oba konflikty zaangażowani są ci sami globalni gracze: Stany Zjednoczone i Chiny. Rosję wymieniamy jako agresora w Ukrainie, a w konflikcie amerykańsko-irańskim ważnym graczem jest też Izrael, ale w obu miejscach politycznie obecne są Waszyngton i Pekin. Chiny od dekad bardzo blisko współpracują z Iranem, a jednocześnie udzielają wsparcia politycznego, gospodarczego i wywiadowczego Rosji.
Po drugie, niezwykle istotny jest wymiar militarny i wywiadowczy. Gdy zaczęła się inwazja na Ukrainę, to Iran wspierał Rosję technologią dronową, chociażby słynnymi Shahedami. Teraz, gdy wybuchł konflikt amerykańsko-irański, sytuacja się odwróciła: to Rosjanie udzielają Iranowi kluczowego wsparcia wywiadowczego, przekazują dane z rozpoznania satelitarnego, a także dostarczają amunicję, leki czy żywność.
Iran oskarża Ukrainę o eskalację wojny. Chodzi o atak na Morzu Kaspijskim
Donald Trump zdaje się nie dostrzegać rosyjskiego zaangażowania w Iranie.
Współpraca tych dwóch autorytarnych mocarstw przeciwko USA jest ewidentna. Donald Trump łudzi się, że udobruchaniem Władimira Putina zneutralizuje Rosję w kontekście konfrontacji z Chinami. Ale to się nie uda, bo interesy rosyjsko-chińskie są w wielu obszarach zbieżne, a na pewno sprzeczne z polityką amerykańską.
Wróćmy do punktów stycznych między tymi wojnami. Mieliśmy już wymiar polityczny i militarny.
Trzecią kwestią jest poziom gospodarczy. Kiedy wojska irańskie blokują cieśninę Ormuz, zyskuje na tym Federacja Rosyjska, bo ceny paliw rosną, a Rosja sprzedaje swoje surowce państwom grupy BRICS, takim jak Indie czy Chiny.
Wreszcie po czwarte, dochodzi wojna informacyjna. Oba supermocarstwa, uważane za pierwszą i drugą armię świata, ponoszą ogromne straty wizerunkowe. Amerykanie nie radzą sobie z Iranem, a Rosja od ponad czterech lat z Ukrainą, która ma znacznie mniejszy potencjał demograficzny niż chociażby Iran. Oba mocarstwa tracą i oba są agresorami: to Rosja nielegalnie zaatakowała Ukrainę i – niezależnie od oceny irańskiego reżimu – to nie Teheran zaatakował USA.
Czy te wojny mogą w przyszłości ściślej się połączyć? Czy możliwy jest scenariusz, w którym Stany Zjednoczone z Ukrainą wspólnie zadziałają przeciwko Iranowi i Rosji?
Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w pomoc Ukrainie będzie bezpośrednio zależało od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Na razie mamy tam do czynienia z eskalacją, na którą zresztą w USA nie ma już pieniędzy. W Kongresie nawet duża część Republikanów mówi wprost, że trzeba ten konflikt zakończyć, bo to kompromitacja dla kraju i wojna nie do wygrania. Również w ruchu MAGA pojawia się rozczarowanie.
Donald Trump liczył na błyskawiczny sukces wizerunkowy, który przykryłby wewnętrzne problemy w kraju, tymczasem uwikłał się w starcie zbrojne bez łatwego rozstrzygnięcia na swoją korzyść.
Czyli Stany Zjednoczone będą się stopniowo wycofywać z tych konfliktów?
Niekoniecznie, ponieważ Donald Trump i jego otoczenie nie prowadzą polityki racjonalnej. Nie opierają się na analizach CIA czy Pentagonu. Na przykład dochodzą do nas sygnały z Pakistanu, że Trump rozważa wręcz inwazję lądową w Iranie. To byłby kolejny poważny błąd strategiczny, przekładający się na ogromne straty wśród amerykańskich żołnierzy. USA mają ich w regionie około 50 tys., podczas gdy Iran ma 600 tys. pod bronią i miliony w rezerwie.
Czyli scenariusz, że w przyszłości te dwa konflikty mogą zlać się w jedną wojnę o charakterze globalnym, nie jest wykluczony?
Moim zdaniem taki rozwój sytuacji nie jest możliwy. To są konflikty o charakterze regionalnym.
Ukraina nie jest na tyle ważnym graczem, by była w stanie sama rozszerzać konflikty. W przypadku Iranu natomiast Trump chciał konfliktu lokalnego, ale to mu się nie udało. Teheran świadomie go umiędzynarodowił, uderzając w sojuszników USA i pokazując, że nie schowają się za plecami Waszyngtonu.
Pamiętajmy jednak: zarówno wojna rosyjsko-ukraińska, jak i amerykańsko-irańska to konflikty regionalne, które mają jedynie globalny zasięg. Ich dalszy przebieg i ewentualna eskalacja będą zależały od decyzji politycznych globalnych graczy strategicznych.
*Płk rez. prof. zw. dr hab. Dariusz Kozerawski – pracownik Katedry Bezpieczeństwa Narodowego (Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych, Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych) Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pułkownik rezerwy Wojska Polskiego, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej, członek Bractwa Weteranów w Polsce oraz Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ. Prowadził seminaria z zakresu strategii i bezpieczeństwa w Parlamencie Europejskim, Sztabie Wojskowym UE, NATO Defense College w Rzymie. Uczestniczył w operacjach międzynarodowych, prowadził badania w strefach działań wojennych i stabilizacyjnych w: Bośni i Hercegowinie, Kosowie, Iraku, Afganistanie, Mołdawii, Jordanii, Armenii. Kierował szkoleniami NATO w Bagdadzie i Kijowie. Badacz/ekspert zajmujący się bezpieczeństwem międzynarodowym, narodowym, strategią bezpieczeństwa, edukacją dla bezpieczeństwa oraz studiami nad konfliktami zbrojnymi. Współpracuje z Kwaterą Główną NATO oraz RAND Corporation.

