
Traktuję te zmiany jako wyraz nerwowości rządzących przed poddaniem się demokratycznej ocenie ich działań. Dlatego mówię jasno: kuglowania wyborami nie będzie – wskazywał prezydent Karol Nawrocki, wetując parlamentarną propozycję zmian w Kodeksie wyborczym. Sejmowa większość nie daje jednak za wygraną i podczas tego posiedzenia próbuje przegłosować podobne zmiany w inny sposób.
- Sejmowa większość planuje korektę podziału mandatów w oparciu o migracje ludności oraz Centralny Rejestr Wyborców. Projekt ma objąć łącznie 23 z 41 okręgów wyborczych.
- Obowiązek regularnego przeglądu demograficznego istnieje od 2011 r. Mimo to Sejm ignorował wnioski składane przez Państwową Komisję Wyborczą już cztery razy.
- Okręg podwarszawski zyskałby trzy mandaty, powiększając skład z 12 do 15 posłów. Z kolei w 13 rejonach, w tym w Łodzi czy Lublinie, ubyłoby po jednym mandacie.
Sejm po raz kolejny próbuje przyjąć nowelizację Kodeksu wyborczego, która wpływałaby na podział mandatów w okręgach wyborczych. – To wynika wprost z konstytucyjnej zasady równości wyborów. Waga każdego głosu musi być zbliżona, co warunkuje również zasadę proporcjonalności. Wszystko w ordynacji zaczyna się od sprawiedliwego przypisania mandatów do populacji – tłumaczy nam wnioskodawca projektu Mariusz Witczak z Koalicji Obywatelskiej.
Zgodnie z aktualnym prawem o zmianę podziału mandatów wnioskuje do Sejmu Państwowa Komisja Wyborcza, a następnie izba przyjmuje propozycję na drodze nowelizacji ustawy. A przynajmniej powinna to robić. – Od 2014 r. zwracamy się z pismem w tej sprawie już czwarty raz – wskazuje sędzia Sylwester Marciniak, szef Państwowej Komisji Wyborczej.
PKW wnioskuje o zmianę podziału mandatów, Sejm od lat ją ignoruje
Potrzeba zmiany podziału mandatów w okręgach wynika bezpośrednio z demografii. Ze względu na migracje w kraju istnieją znaczne dysproporcje w kwestii tego, ile głosów potrzebnych jest do zdobycia mandatu.
– Pierwsza propozycja zmian podziału została skierowana przez PKW już w latach 2014–2015 do ówczesnego marszałka Sejmu, a obecnego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego. Już wówczas PKW alarmowała, że nastąpiły przesunięcia ludnościowe i należy dostosować liczbę mandatów do rzeczywistej liczby mieszkańców – punktuje Marciniak.
I dodaje: – Przez minione dziesięć lat te dysproporcje uległy drastycznemu pogłębieniu. Wówczas sprawa dotyczyła kilkunastu okręgów, a dzisiaj mówimy już o konieczności korekt w dwudziestu kilku okręgach.
Prawo zobowiązujące Sejm do dokonywania takiego przeglądu pojawiło się w Kodeksie wyborczym już w 2011 r., za rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. – Zapisaliśmy tam wprost obowiązek dokonywania przeglądu demograficznego raz pod koniec każdej kadencji, aby wybory były sprawiedliwe. Tyle że Sejm tego obowiązku nie realizował – stwierdza Witczak.
– Przez dekadę Sejm chował raporty pokazujące dysproporcje do szuflady – punktuje poseł Koalicji Obywatelskiej. – W międzyczasie wydarzyła się jednak rzecz fundamentalna: powstał Centralny Rejestr Wyborców. To jest obiektywna baza danych, na którą nikt ze sceny politycznej nie ma żadnego wpływu – kształtują ją wyłącznie sami obywatele poprzez meldunek – dodaje.
To minister spraw wewnętrznych miałby dokonywać zmiany podziału
Aktualna propozycja nowelizacji Kodeksu wyborczego zakłada, że zmiany w podziale okręgów wprowadzane będą na podstawie rozporządzenia ministra właściwego do spraw wewnętrznych. Marciniak wobec tej propozycji jest sceptyczny.
– Wciąganie ministra – niezależnie od tego, z jakiego ugrupowania pochodzi, bo władza w demokracji się zmienia – w sprawy podziału mandatów nie jest właściwym kierunkiem. Zawsze pojawi się podejrzenie, że szef resortu ingeruje, aby zwiększyć szansę wygrania własnego obozu – ocenia.
Zdaniem szefa PKW to właśnie niezależny organ wyborczy powinien mieć tę kompetencję: – Nawet przy obecnym modelu, w którym siedmioro członków PKW wskazuje Sejm, a więc kluby parlamentarne, Komisja pozostaje ciałem kolegialnym z udziałem sędziów i jej decyzje powinny być znacznie mniej polityczne, a także cieszą się większym zaufaniem społecznym. Chodzi o legitymizację procesu wyborczego.
Jak tłumaczy Witczak, wplecenie w nowelizację przedstawiciela rządu wynika z wymagań prawnych. – Załącznik określający liczbę mandatów w okręgach musi mieć swoje umocowanie w źródłach prawa powszechnie obowiązującego – musi być albo ustawą, albo aktem wykonawczym niższej rangi, czyli rozporządzeniem. Trzeciej drogi w polskim porządku prawnym nie ma – mówi.
– Minister nie ma prawa zmienić ani jednego przecinka czy cyfry. Dostaje uchwałę PKW wyliczoną na podstawie Centralnego Rejestru Wyborców i jego jedynym zadaniem jest jej urzędowa publikacja. To czysty pas transmisyjny – zaznacza.
Nawrocki może ponownie zawetować ustawę, ale większość ma plan
Poprzednie weto prezydent Karol Nawrocki argumentował obawą, że przypisywanie mandatów do okręgów stanie się elementem gry politycznej. Zdaniem Witczaka takie zagrożenie nie istnieje, ponieważ podział będzie wynikać bezpośrednio z danych demograficznych.
– To zadaje kłam wypowiedziom prezydenta Karola Nawrockiego, który twierdził publicznie, że to jest „kupczenie mandatami”. Jakie kupczenie? Korekty dokonuje się w roku wyborczym, aby ta „fotografia” demograficzna była jak najświeższa i w 100 proc. oddawała rzeczywistość. Gdybyśmy robili to z wieloletnim wyprzedzeniem, rozkład ludności znów by się zmienił – ocenia.
I dodaje: – Skoro Sejm od 2014 r. ignoruje wnioski PKW, trzeba przekazać tę kompetencję bezpośrednio Państwowej Komisji Wyborczej. PKW nie kreuje polityki, jest związana wzorem kodeksowym i danymi z CRW. Zrobi dokładnie to samo, co powinien zrobić Sejm, tylko bez politycznych kalkulacji.
Czytaj również: Hermeliński o zmianach w ordynacji wyborczej. „Nie widzę szans”
Mimo tego polityk nie jest przekonany, czy prezydent przychyli się do propozycji. W takim przypadku Koalicja Obywatelska próbować będzie dokonać zmiany podziału zgodnie z obowiązującym prawem.
– Jeśli prezydent zawetuje załącznik oparty wprost na danych z Centralnego Rejestru Wyborców, to będzie tak, jakby wetował poranny wschód słońca albo okrągły kształt Ziemi. Będziemy mieli wówczas do czynienia z wetowaniem czystej arytmetyki demograficznej – ocenia Witczak.
Sceptyczny pozostaje także Marciniak. – Nadzieję zawsze warto mieć, ale jestem realistą. Po pierwsze, nie wiemy, czy w samym parlamencie uda się utrzymać zgodę, gdy przyjdzie do twardych decyzji. Po drugie, kluczowe jest to, co ostatecznie znajdzie się w ustawie, która trafi na biurko prezydenta – odpowiada.
– W polskiej legislacji nagminną praktyką stało się wrzucanie do projektów neutralnych, niebudzących kontrowersji, przepisów skrajnie politycznych, które stają się zapalnikiem sporu. Jeżeli tak stanie się i tym razem, los ustawy będzie przesądzony – przyznaje.
Nie tylko o podział mandatów chodzi
Także i tym razem zmiana dotycząca podziału mandatów nie będzie jedyną proponowaną ingerencją w Kodeks wyborczy. Poza nią parlamentarzyści chcą likwidacji tzw. komitetów-widm.
– To patologiczny proceder, a my proponujemy jednoznaczne rozwiązanie: dopiero formalne zarejestrowanie kandydata na prezydenta albo zarejestrowanie listy daje komitetowi prawo delegowania członków do obwodowych komisji wyborczych. Likwidujemy komitety-widma na wczesnym etapie – tłumaczy Witczak.
Na ten moment obie propozycje stanowią oddzielne projekty, które jednak będą procedowane i czytane łącznie. – Mają one charakter wybitnie deregulacyjny i punktowy – są zawężone do bardzo konkretnych problemów prawnych i nie wprowadzają wywracającej wszystko reformy systemowej – zaznacza poseł-wnioskodawca.
Jeśli proponowane przez posłów zmiany wejdą w życie, zmianie ulegnie liczba mandatów łącznie w 23 z 41 okręgów wyborczych. Największym beneficjentem zmian byłby okręg podwarszawski, którego reprezentacja wzrosłaby z 12 do 15 parlamentarzystów.
Dodatkowe dwa miejsca w Sejmie przypadłyby miastu Wrocław, natomiast po jednym nowym pośle zyskałyby m.in. Gdańsk, Poznań, Rzeszów, Kraków II oraz centralny okręg warszawski. Z kolei w 13 rejonach wyborczych pula mandatów uległaby pomniejszeniu o jeden – redukcja objęłaby m.in. Łódź, Lublin, Kielce, Opole, Olsztyn, Legnicę czy Wałbrzych.
Może zainteresuje Cię także:

