Reklama

W Brukseli popłoch i nadzwyczajne spotkanie. Widmo nowego kryzysu

Reklama

W poniedziałek w Brukseli unijni ministrowie ds. energii debatowali na temat tego, jak Europa może uniknąć kolejnego szoku energetycznego w obliczu trwającej wojny na Bliskim Wschodzie. Spowodowała ona gwałtowny wzrost cen ropy i gazu. Portal Zero.pl dowiedział się, że polski minister energii do Brukseli nie pojechał, ale to nie znaczy, że nie jesteśmy tam reprezentowani. Jakie opcje są na stole?

Unijni ministrowie ds. energii radzili w Brukseli nad sposobami uniknięcia kryzysu energetycznego
Unijni ministrowie ds. energii radzili w Brukseli nad sposobami uniknięcia kryzysu energetycznego (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Poniedziałek upływa w Brukseli pod znakiem podwyższonego napięcia. Unijni ministrowie ds. energii spotkali się by rozmawiać o tym, jak uniknąć kolejnego kryzysu cenowego.
  • Powodem są negatywne skutki wojny na Bliskim Wschodzie. Presja inflacyjna zaczyna rozlewać się na europejskie gospodarki.
  • Jakie opcje leżą na stole w Brukseli? Co powiedział przedstawiciel Polski?

Reklama

Nie jest tajemnicą, że Unia Europejska jest mocno uzależniona od importowanej ropy i gazu. Po zerwaniu z dostawami z kierunku wschodniego (po agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r.) oczy większości krajów członkowskich Wspólnoty zwróciły się m.in. w kierunku Bliskiego Wschodu jako źródła dostaw węglowodorów.

Europa w obawie przed kryzysem energetycznym

Teraz, kiedy region ten stanął w ogniu po atakach USA i Izraela na Iran, Europa znów boleśnie odczuwa, jak bardzo jest narażona na globalne wahania cen surowców energetycznych. To dlatego Komisja Europejska zaczęła pracę nad nadzwyczajnymi środkami zaradczymi, które mają zapobiec wystąpieniu kolejnego kryzysu energetycznego w UE.

Stawka jest wysoka – według think tanku Breugel, którego szacunki przywołuje Reuters, na wsparcie podczas poprzedniego kryzysu na rynku energii, czyli w 2022 r., państwa członkowskie UE wydały ponad 500 mld euro (z czego 158 mld euro wyłożyły Niemcy).


Reklama

„Mamy kryzys cenowy” – powiedział dziennikarzom komisarz UE ds. energii, Dan Jorgensen, przed rozpoczęciem spotkania ministrów. Przy okazji nie omieszkał zapewnić, że nie ma ryzyka dla dostaw ropy naftowej i gazu do krajów Unii, ponieważ lwią ich część zabezpieczają kontrakty zawarte ze Stanami Zjednoczonymi, Norwegią i innymi dostawcami, których bezpośrednio nie dotyczą cięcia produkcji na Bliskim Wschodzie.


Reklama

Nowy ból głowy ministra finansów. Wojna w Zatoce Perskiej zadała cios

Co planuje Bruksela?

Jorgensen powiedział też, że Bruksela przygotowuje „ukierunkowane, krótkoterminowe” środki, które powinny zapobiec gruntownej przebudowie europejskiego rynku energii elektrycznej.

Jakie opcje leżą na stole? Wiadomo już, że Niemcy, Rumunia i Szwecja wykluczyły scenariusz, w którym Europa wycofuje się z całkowitej rezygnacji ze sprowadzania rosyjskiego gazu. Z kolei Węgry w zeszłym tygodniu zwróciły się do KE z prośbą o zniesienie sankcji na rosyjskie dostawy energii.


Reklama

Wiadomo, że UE czeka niełatwe zadanie – z jednej strony musi ona radzić sobie ze spadającą konkurencyjnością europejskiego przemysłu w obliczu rosnących cen energii, z drugiej – dbać o nastroje konsumentów. A z trzeciej – realizować swoją agendę klimatyczną.


Reklama

Środki nadzwyczajne, które były tematem rozmów europejskich ministrów ds. energii, to – jak podaje Reuters, powołując się na unijnych urzędników zaznajomionych ze sprawą – wsparcie dla przemysłu, obniżenie podatków krajowych oraz wykorzystanie nadchodzącej rewizji unijnego rynku emisji dwutlenku węgla (system EU ETS). W tym ostatnim rozwiązaniu chodzi o to, by obniżyć ceny emisji poprzez zwiększenie podaży pozwoleń (przypomnijmy, że obecnie firmy w UE muszą posiadać uprawnienia na każdą wyemitowaną tonę dwutlenku węgla, w myśl zasady „zanieczyszczający płaci”).

Ostrożne stanowisko Polski

Polskę na spotkaniu unijnych ministrów ds. energii reprezentuje Wojciech Wrochna, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, o czym poinformował portal Zero.pl zastępca dyrektora Departamentu Komunikacji w ME, Grzegorz Łaguna. Zapytaliśmy też w ME, z jakimi konkretnie propozycjami strona polska udaje się do Brukseli – czy będziemy postulować np. czasowe zmiany dotyczące mechanizmu uprawnień do emisji, czy może będą prowadzone rozmowy o obniżce VAT na energię elektryczną? Tu wciąż oczekujemy na odpowiedź.


Reklama

Co decyduje o cenie za litr paliwa? Bierzemy ceny paliw pod lupę


Reklama

Na razie możemy bazować jedynie na krótkim komentarzu Wojciecha Wrochny dla przedstawicieli mediów zgromadzonych w Brukseli. – Rynek i inwestorzy potrzebują stabilności, więc nie możemy z dnia na dzień zawieszać zasad – cytuje wypowiedź Wrochny Agencja Reutera. To wyraźny akcent na to, że wpływy z unijnego systemu handlu emisjami ETS wracają do budżetów krajowych. – Nie możemy z dnia na dzień zmniejszać dochodów – dodał Wrochna.

Reuters zauważa w tym kontekście, że Polska, od dawna krytykująca system ETS, zajęła tym samym bardziej ostrożne stanowisko.

W listopadzie 2025 r. resort klimatu i środowiska szacował, że wpływy do budżetu Polski z systemu ETS zamkną się w przedziale 15-18 mld zł.


Reklama

Źródła: Zero.pl, Reuters

Reklama