Atak sił USA na irańską wyspę Chark, do którego doszło w miniony weekend, to zapowiedź dalszej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie – i widmo kontynuacji wzrostów cen ropy. Jak wskazują eksperci, ten niewielki skrawek lądu w północnej części Zatoki Perskiej ma bardzo duże znaczenie dla globalnego rynku energii. Czy notowania „czarnego złota” znów pójdą w górę?

- Amerykanie zaatakowali cele militarne na irańskiej wyspie Chark. W powietrzu wisi groźba dalszych ataków, tym razem na infrastrukturę naftową wyspy.
- Oznaczałoby to dalszą eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie i nowe zagrożenia dla rynku surowców energetycznych. W tej sytuacji nie odpoczniemy od wzrostów cen ropy.
- Dlaczego wyspa Chark jest tak ważna i jak mogą zmienić się globalne notowania ropy? Wyjaśniamy.
Rozkaz Donalda Trumpa, by zaatakować irańskie cele militarne znajdujące się na wyspie Chark, położonej w północnej części Zatoki Perskiej, sprawił, że ten niewielki skrawek lądu znalazł się w centrum uwagi światowych rynków. To dlatego, że na Chark znajduje się jeden z najważniejszych węzłów infrastruktury naftowej Teheranu.
Wyspa Chark, której powierzchnia to zaledwie 25 km kw., uważana jest za jeden z najbardziej „wrażliwych” punktów Iranu, jeśli chodzi o infrastrukturę gospodarczą. Jak podaje CNBC, obsługuje ona ok. 90 proc. eksportu irańskiej ropy. Zdolność przeładunkowa tamtejszego terminala (połączonego rurociągami z najbogatszym irańskim lądowym złożem Aga Dżari) wynosi ok. 7 mln baryłek ropy dziennie. Dla rządu w Teheranie jest to więc kluczowe źródło napływu dochodów z handlu „czarnym złotem”.
Trzęsienie ziemi w spółce od Izery. Konflikt, brak decyzji i rezygnacja prezesa
Tymczasem Donald Trump zasugerował, że o ile piątkowy (13 marca) atak oszczędził infrastrukturę naftową na wyspie, to może ona zostać obrana za cel podczas kolejnych bombardowań. Według amerykańskiego prezydenta stanie się tak, jeśli Iran nie przestanie blokować Cieśniny Ormuz, kluczowej morskiej arterii dla globalnego handlu ropą.
Kluczowa rola wyspy Chark
Według analityków JPMorgan bezpośrednie uderzenie na naftowe instalacje na wyspie Chark oznaczałoby natychmiastowe wstrzymanie lwiej części irańskiego eksportu ropy, wynoszącego 1,5 mln baryłek dziennie.
„Odbudowanie zniszczonej infrastruktury naftowej na wyspie zajęłoby lata, pozbawiając Teheran najważniejszego źródła przychodów” – skomentowała obecną sytuację dla CNBC Vandana Hari, analityczka rynków energii.
Cel Trumpa wydaje się zatem jasny – chodzi o gospodarcze „zagłodzenie” reżimu w Teheranie.
Eksperci cytowani przez amerykańskie media są zgodni co do tego, że sam fakt, iż USA obrały za cel wyspę Chark, dowodzi nie tylko tego, jak ważna jest ona dla samego Iranu, ale też jej znaczenia dla globalnego rynku energii. Josh Young, dyrektor ds. inwestycji w Bison Interests, wskazuje, że to wprawdzie niejedyny port naftowy Iranu, ale ewentualne przejęcie kontroli przez siły USA nad wyspą Chark oznaczałoby, że taki sam los może spotkać inne irańskie instalacje eksportowe.
To, co dzieje się obecnie wokół wyspy Chark, zwiastuje dalszą eskalację konfliktu i możliwość kontynuacji wzrostów cen ropy – wskazują specjaliści.
Ropa będzie kontynuować wzrosty?
Po pierwsze, „odcięcie” od globalnego krwiobiegu naftowego kolejnych irańskich instalacji oznaczałoby jeszcze większe uszczuplenie globalnej podaży ropy, która i tak mocno ucierpiała na skutek blokady Ormuzu. Po drugie – jak powiedział CNBC politolog Edward Fishman z amerykańskiego think tanku Council on Foreign Relations – Teheran prawdopodobnie odpowiedziałby odwetowymi atakami na infrastrukturę energetyczną innych krajów regionu Zatoki Perskiej, będących sojusznikami USA, np. Arabii Saudyjskiej.
Ryzyko wliczone w cenę
Analityk rynków energetycznych z grupy inwestycyjnej Carlyle, Jeff Currie, zauważył, że konflikt na Bliskim Wschodzie przyspiesza zmiany w wycenie surowców energetycznych. Rynki będą teraz mocno brać pod uwagę ryzyko dla całego łańcucha dostaw.
Firma Roberta Lewandowskiego ma długi. „Faktury nieopłacone od pół roku”
„Stawki ubezpieczeń od ryzyka wojennego prawdopodobnie jeszcze przez długi czas po zakończeniu obecnego konfliktu pozostaną podwyższone” – napisał w komentarzu dla CNBC. Jak dodał, możliwa jest trwała zmiana w zachowaniu traderów: gromadzenie zapasów, renegocjowanie kontraktów, walka o alternatywnych dostawców. Wszystko to wpłynie na ceny ropy naftowej na każdym etapie łańcucha dostaw.
Zdaniem analityka Carlyle, świat zmierza w kierunku nowego paradygmatu energetycznego, w którym ryzyka dla bezpieczeństwa będą trwale wpisane w ceny surowców. Podwyższone ceny będą w związku z tym dotyczyły przede wszystkim surowców przepływających przez globalne „wąskie gardła”.