Reklama

Gospodarkę czeka gazowy szok? Konflikt na Bliskim Wschodzie trzęsie rynkiem

Reklama
TYLKO NA

– Im dłużej potrwa blokada Cieśniny Ormuz, tym bardziej prawdopodobny staje się czarny scenariusz dla światowej gospodarki – mówi portalowi Zero.pl analityk Jakub Szkopek. Ceny w hurcie biją rekordy po tym, jak transport LNG przez Cieśninę Ormuz zamarł, a Katar wstrzymał produkcję surowca. Ekonomiczne konsekwencje wzrostu cen gazu mogą być duże. Czy odczują je w swoich portfelach Polacy?

Przez konflikt na Bliskim Wschodzie komplikuje się sytuacja na rynku gazu
Przez konflikt na Bliskim Wschodzie komplikuje się sytuacja na rynku gazu (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Na rynku gazu panuje niepokój, a notowania surowca mogą zakończyć tydzień największym wzrostem od 3 lat.
  • Polska ma zabezpieczone dostawy błękitnego paliwa, ale przedłużający się kryzys może wpłynąć na inflację ogółem. Analityk Jakub Szkopek w rozmowie z Zero.pl wskazuje, że możliwy jest czarny scenariusz dla gospodarki.
  • Co z cenami gazu dla odbiorców indywidualnych i przemysłowych? Wyjaśniamy.

Reklama

Trwa wojna na Bliskim Wschodzie. Śledź naszą relację na żywo

Źródłem szoku cenowego, jaki wkrótce może dotknąć polską i światową gospodarkę, jest Cieśnina Ormuz, położona między Zatoką Perską od zachodu a Zatoką Omańską od wschodu. Jej północne wybrzeże kontroluje Iran, który po atakach USA i Izraela – zgodnie z wcześniejszymi groźbami – zamknął ten strategiczny szlak, przez który codziennie przepływało średnio 20,3 mln baryłek ropy naftowej i 290 mln m sześc. skroplonego gazu ziemnego (dane za 2024 r. według amerykańskiej Administracji Informacji Energetycznej).


Reklama

Początkowo obawy rynków i państw koncentrowały się na możliwych niedoborach ropy i gazu na świecie. Akcenty przesuwają się jednak coraz wyraźniej w kierunku konsekwencji cenowych blokady Ormuzu.


Reklama

Dla Unii Europejskiej i Polski podstawowym zagrożeniem nie jest brak bezpieczeństwa dostaw ropy naftowej i gazu, lecz gospodarcze skutki wzrostu cen tych surowców” – piszą eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) w najnowszym wydaniu swojego tygodnika.

Wojna na Bliskim Wschodzie a dostawy gazu

O tym, że gazu w Polsce nie zabraknie, zapewnia redakcję Zero.pl Gaz-System, państwowy operator gazociągów. – Wybuch konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie nie spowodował zakłóceń w ciągłości zasilania krajowej sieci przesyłowej, dzięki zapewnionej dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu ziemnego do Polski – przekazała nam rzeczniczka spółki Agnieszka Głośniewska.


Reklama

Egzekucję Chameneiego planowali już dawno. Izrael zdradza kulisy


Reklama

– Krajowe zapotrzebowanie jest zabezpieczone nie tylko przez import gazu skroplonego (LNG), ale również dzięki dostawom surowca wydobywanego na norweskim szelfie kontynentalnym i transportowanego do Polski gazociągiem Baltic Pipe – dodaje rzeczniczka Gaz-Systemu. – Dodatkowo rozbudowana sieć połączeń międzysystemowych z państwami Unii Europejskiej zapewnia dostęp do gazu z wielu kierunków, wzmacniając nasze bezpieczeństwo energetyczne. 

Zapasy gazu uszczuplone

Wojciech Listoś, analityk rynku energii i gazu w Energy Solution, zauważa jednak, że cała Europa jest obecnie w trudnej sytuacji, bo musi odbudowywać zapasy gazu uszczuplone przez warunki pogodowe.


Reklama

– Przed wybuchem konfliktu sytuacja podażowa nie była zła; same dostawy surowców do Europy były bardzo stabilne, a dostawy LNG były wręcz najwyższe od kilku lat – mówi. – Ale przez mroźną zimę mamy do czynienia z presją popytową: poziom wypełnienia magazynów gazu w Europie to obecnie 30 proc., podczas gdy średnia dla ostatnich 5 lat to 45 proc., a Europa musi przygotować się na kolejny sezon zimowy.


Reklama

Polskie magazyny gazu na koniec doby gazowej 5 marca były wypełnione w 49 proc. (jest to stan równoznaczny z poziomem o godzinie 6 w dniu 6 marca) – wynika z informacji na stronie internetowej spółki Gas Storage Poland, zarządzającej magazynami. Zgromadzono w nich 17 926,6 GWh gazu. 

Według platformy AGSI monitorującej rynek gazu w Europie, roczne zużycie gazu w Polsce to 241,5 TWh, a dzienny pobór gazu to 136,2 GWh.


Reklama

Analitycy PIE podkreślają, że z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego Europy i Polski blokada w Cieśninie Ormuz ma mniejsze znaczenie dla dostaw ropy, a zdecydowanie większe dla gazu. To dlatego, że wąskie gardło transportu ropy drogą morską można ominąć dzięki rurociągom (pierwszy z nich to rurociąg do Fujarah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, który pozwala ominąć Cieśninę Ormuz; drugi prowadzi do Yanbu w Arabii Saudyjskiej i pozwala ominąć także Cieśninę Bab al-Mandab; trzeci rurociąg, SUMED, dostarcza ropę bezpośrednio nad Morze Śródziemne, omijając Kanał Sueski).


Reklama

„Skala podwyżek przekracza marżę właściciela stacji”. Mamy scenariusze dla rynku paliw

Ale podobnej infrastruktury nie ma w przypadku gazu, przez co problemem staje się eksport tego surowca z rejonu Zatoki Perskiej, zwłaszcza z Kataru. „Dlatego też konsekwencje na rynku gazu są poważniejsze niż na rynku ropy naftowej” – piszą eksperci PIE. „Dodatkowo, problemem mogą okazać się ograniczone możliwości magazynowania surowców, a w konsekwencji wstrzymanie produkcji” – dodają.


Reklama

Możliwy czarny scenariusz?

W piątek 6 marca przed południem sytuacja podażowa skomplikowała się jeszcze bardziej: firma QatarEnergy ogłosiła stan siły wyższej w związku ze swoimi zobowiązaniami umownymi dotyczącymi dostaw LNG do klientów. Orlen – który odbiera sporo skroplonego gazu ziemnego z Kataru (w 2025 r. było to 17 ładunków spośród łącznej liczby 81 ładunków LNG przyjętych w terminalu w Świnoujściu) – otrzymał zawiadomienie od QatarEnergy dotyczące dwóch dostaw LNG zaplanowanych na kwiecień i maj. Mogą one zostać opóźnione lub anulowane.


Reklama

„Na obecnym etapie informacja ta nie wpływa na realizację dostaw LNG do Orlenu” – zapewnił koncern w oświadczeniu nadesłanym do redakcji Zero.pl. Spółka podkreśliła, że zawiadomienie od QatarEnergy ma charakter formalny i dotyczy wybranych wolumenów kontraktowych.

– Im dłużej potrwa blokada Cieśniny Ormuz, tym bardziej prawdopodobny staje się czarny scenariusz dla światowej gospodarki – mówi w rozmowie z Zero.pl Jakub Szkopek, analityk Erste Securities.


Reklama

– Pamiętajmy, że Europa odcięła się sama od dostaw gazu z Rosji, w związku z czym nasze zakupy koncentrują się teraz na Bliskim Wschodzie i w USA – dodaje.


Reklama

-Bardzo dużo gazu na Bliskim Wschodzie kupują też obecnie Chiny, które przez ostatnie dwa lata miały problem ze wzrostem PKB i kupowały tego gazu mniej – przypomina analityk Erste. – Teraz ta konkurencja o surowiec się zaostrzy na wielu rynkach. Europa jest po mroźnej zimie, wypełnienie magazynów gazu w krajach UE sięga ok. 30 proc. (na szczęście prognozy pogody są obecnie optymistyczne), a do października–listopada trzeba będzie je odbudować do 70–80 proc. Ceny gazu, które w minionych dwóch latach były względnie stabilne lub wręcz spadały, mogą w wyniku tej rywalizacji wzrosnąć (choć pamiętać należy, że Chińczycy akurat nie ustawią się w kolejce po gaz amerykański).


Reklama

Gaz-System przypomina w komentarzu dla naszej redakcji, że w ubiegłym roku większość dostaw gazu skroplonego do terminala w Świnoujściu pochodziła z kierunku amerykańskiego (w 2025 r. były to 62 ładunki na 81 ogółem), a nie bliskowschodniego.


Reklama

Kontrakty na gaz poszybowały

Ceny gazu ziemnego w Europie w piątek ok. 9:30 rosły o 2,5 proc. do prawie 52 euro za MWh (mowa o kontraktach na surowiec z dostawą na kwiecień w holenderskim hubie TTF). I tak jednak łączny tygodniowy wzrost cen może być największy od 2023 r. i przekroczyć 50 proc.

 


Reklama

Ceny gazu zanotowały bardzo duży wzrost, o kilkadziesiąt procent na giełdzie w Holandii, co jest efektem obaw rynku o ogół czynników geopolitycznych związanych z zamknięciem Cieśniny Ormuz, a bezpośrednio – decyzją koncernu Qatar Energy o zaprzestaniu produkcji LNG – mówi w rozmowie z Zero. pl Dominik Brodacki, szef działu energetycznego Polityki Insight (QE podjął taką decyzję po tym, jak dron z Iranu uderzył w infrastrukturę energetyczną w Ras Laffan służącą do produkcji LNG).


Reklama

– Przedłużająca się blokada Ormuzu to większy wzrost cen gazu, ale też innych surowców energetycznych, jak węgiel i ropa, które mają niską elastyczność cenową: kiedy ich potrzebujemy, to zapłacimy za nie każdą cenę – zauważa Jakub Szkopek. – Od 3 marca obserwujemy też wzrost kosztów przewozu ropy i gazu do rekordowych poziomów – kto ma tankowiec i może pływać, bo nie utknął po drugiej stronie Cieśnin Ormuz, ten podnosi stawki.

Jest jedna dobra wiadomość: jak mówi Dominik Brodacki, z Kataru do naszego kraju płyną obecnie dwa statki wyprawione dawno temu, które już jakiś czas temu minęły Cieśninę Ormuz (Orlen ze swej strony we wspomnianym oświadczeniu dla Zero.pl zapewnił, że dostawy przewidziane na marzec są realizowane zgodnie z harmonogramem).


Reklama

Co dalej z cenami gazu?

Pozostaje jednak pytanie o ceny. Czy odbiorcy powinni szykować się na wzrosty? – Na początku większe zmiany w cenach są widoczne na rynku hurtowym, one z kolei powoli wpływają na rynek detaliczny – mówi Wojciech Listoś z Energy Solution. – A na rynku hurtowym nie jest obecnie za ciekawie – przypomina, zauważając, że w szczytowym momencie ceny gazu w hubie TTF szły w górę o 100 proc.


Reklama

Dominik Brodacki z Polityki Insight zaznacza, że jeśli wojna będzie się przedłużać, a perturbacje w regionie się utrzymają, to należy zakładać, że koszty zakupu gazu jednak wzrosną. – Mowa tu nie tylko o surowcu z Krajów Zatoki, ale generalnie na świecie. Orlen i inne koncerny będą wtedy zmuszone szukać gazu gdzie indziej. Mogą to być zakupy na rynku spot, np. z krajów Afryki Północnej czy Norwegii. Warto zauważyć, że obecnie na globalnym rynku LNG jest nadpodaż gazu, ale główny znak zapytania dotyczy ceny surowca – państwa europejskie będą musiały konkurować o gaz z państwami azjatyckimi, które są w większym stopniu dotknięte skutkami zamknięcia cieśniny Ormuz, a traderzy będą pływać tam, gdzie dostaną wyższą cenę za surowiec.

W komunikacie przesłanym do naszej redakcji Orlen, który sprowadza LNG przez terminal w Świnoujściu, zapewnia, że dąży do tego, by „zapewnić swoim klientom paliwa w najniższych możliwych cenach”. – Poziom cen paliwa gazowego dla odbiorców objętych taryfą jest ustalany przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, na podstawie obowiązujących przepisów prawa oraz przedstawianych kalkulacjach kosztowych. Dlatego bieżące notowania kontraktów nie stanowią samodzielnej ani bezpośredniej podstawy do kształtowania cen w taryfie – informuje nas biuro prasowe płockiego koncernu.


Reklama

Od 25 lutego br. obowiązują nowe stawki za paliwo gazowe, które pozostaną w mocy do końca czerwca br. Cennik dotyczy 7 mln klientów spółki myOrlen (dawny PGNiG Obrót Detaliczny). Spółka podkreśla, że ceny w nowej taryfie są niższe. Taryfa ta została zatwierdzona przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na początku lutego – wcześniej regulator wezwał Orlen do złożenia wniosku o zmianę taryfy, bo rynkowe ceny gazu spadały. Teraz te spadki sa tylko wspomnieniem.

– W krótkim terminie sytuacja na Bliskim Wschodzie nie powinna wpływać na cenę gazu, bo większość podmiotów o takiej skali jak Orlen ma zapewnione dostawy w ramach kontraktów terminowych – wskazuje Wojciech Listoś. – Nie jesteśmy więc nastawieni na duże ryzyko w związku z występującym obecnie wzrostem cen na rynku. Jeśli jednak niepokój na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał, to być może rynek zacznie dyskontować także przyszłe ryzyka, a kontraktacja gazu na kolejne miesiące roku zacznie z czasem uwzględniać wyższe wyceny w hurcie nie tylko dla części przedsiębiorstw, ale i dla osób fizycznych.

Jakub Szkopek z Erste Securities zwraca uwagę na jeszcze jeden kanał, poprzez który sytuacja na rynku gazu może oddziaływać na gospodarkę. – Grupa Azoty wstrzymała kontraktację na nawozy, by móc poczekać na rozwój sytuacji (koncern poinformował o tym we wtorek 3 marca – red.). Inni producenci mogą pójść w ich ślady, a moment jest niekorzystny z punktu widzenia rolnictwa – to już ten czas, kiedy należy wyjeżdżać w pole i te nawozy aplikować. Oprócz wyższych kosztów głównego surowca dla samych spółek energochłonnych, mamy też zatem kwestię zmniejszonej dostępności nawozów na rynku, co będzie skutkowało wzrostem ich cen, a to z kolei kanałem produktów rolnych może wpłynąć na inflację ogółem.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński ocenił, że eskalacja konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej i jego skutki są obecnie głównym ryzykiem dla inflacji w Polsce.


Reklama