Jeszcze kilkanaście lat temu Pekin zapowiadał historyczną zmianę modelu rozwoju. Chiny miały przestać opierać wzrost gospodarczy przede wszystkim na eksporcie i inwestycjach, a motorem gospodarki miała stać się wewnętrzna konsumpcja. Dziś widać jednak, że ten plan napotyka poważne przeszkody.

- Pekin od lat próbuje przestawić gospodarkę z eksportu na konsumpcję, ale efekt jest ograniczony – Chińczycy wolą oszczędzać niż wydawać.
- Wysokie koszty mieszkań, edukacji i zdrowia oraz niepewność na rynku pracy sprawiają, że nawet klasa średnia ogranicza konsumpcję i oszczędza „na czarną godzinę”.
- Coraz więcej młodych odrzuca presję wyścigu ekonomicznego, wpisując się w globalny trend ascetyzmu przypominający – w sensie analitycznym – etos opisany przez Maxa Webera.
Mimo rozbudowanej klasy średniej, nowoczesnych miast i rosnącego poziomu życia Chińczycy coraz ostrożniej podchodzą do wydawania pieniędzy. Niczym niegdysiejsi protestanci opisywani przez Maxa Webera, zamiast być rozrzutnymi jak Katolicy, zaczęli kapitał swój kumulować. Co prawda, nie z powodów religijnych, ale obawiając się o swoją przyszłość.
Od początku poprzedniej dekady chińskie władze konsekwentnie przekonywały, że kraj powinien wejść w nową fazę rozwoju. Dotychczasowy model oparty na taniej produkcji i eksporcie miał ustąpić miejsca gospodarce napędzanej przez konsumentów. W praktyce jednak zmiana okazała się znacznie trudniejsza niż zakładano w zaciszu gabinetów chińskiego kominternu.
Choć oficjalne dane wskazują, że chińska gospodarka nadal rozwija się w tempie około 5 proc. rocznie, udział wydatków gospodarstw domowych pozostaje wyjątkowo niski. Konsumpcja odpowiada za około 40 proc. PKB, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych jest to blisko 70 proc., a we Francji ponad połowa produktu krajowego brutto.
Problem jest na tyle poważny, że państwo regularnie uruchamia programy dopłat zachęcające obywateli do zakupów. Subsydia obejmują między innymi sprzęt AGD, elektronikę użytkową, samochody elektryczne, a nawet mieszkania.
Mimo to efekty pozostają niewystarczające.
Koszmar w prosektorium. Śledczy powinni „zadziałać niezwłocznie”
Zlęknione społeczeństwo konsumpcyjne, które nie chce konsumować
Paradoks polega na tym, że współczesne Chiny są krajem dobrobytu niespotykanego w swojej historii. Centra handlowe należą do największych na świecie, handel w internecie bije kolejne rekordy, a mieszkańcy dużych miast mają dostęp do praktycznie wszystkich światowych marek.
Po zakończeniu epoki gospodarki socjalistycznej konsumpcja stała się symbolem sukcesu. Zakup mieszkania, samochodu czy markowych produktów zaczął świadczyć o pozycji społecznej. Jednocześnie wydawanie pieniędzy zaczęto postrzegać jako element budowania nowoczesnego i silnego państwa.
Coraz częściej okazuje się jednak, że nawet osoby osiągające przyzwoite dochody ograniczają wydatki. Rzadziej odwiedzają restauracje, ostrożniej planują podróże, szczególnie te zagraniczne, a poważniejsze zakupy odkładają na później. Powodem nie jest brak pieniędzy, podkreśla piszący o Chinach Jean-Louis Rocca, lecz narastające poczucie niepewności.
Najbardziej widoczne jest to w mediach społecznościowych, gdzie mimo państwowej kontroli użytkownicy wciąż znajdują sposoby na wyrażanie swoich opinii. W ostatnich latach ogromną popularność zdobyły dwa pojęcia: neijuan oraz jiaolü.
Pierwsze z nich można przetłumaczyć jako „inwolucję". Oznacza ono sytuację, w której coraz większy wysiłek nie przynosi już oczekiwanych rezultatów. Dla młodych Chińczyków oznacza to przede wszystkim przekonanie, że nawet ukończenie dobrych studiów, ciężka praca i oszczędzanie nie gwarantują awansu społecznego ani utrzymania poziomu życia rodziców. Chińczycy, zwłaszcza młodego pokolenia, nie ulegają apologetyce sukcesu, którą od świtu do nocy, serwuje reżim.
Drugim często używanym słowem jest „lęk". To właśnie ono najlepiej oddaje nastroje pokolenia, które dorastało w przekonaniu, że ciężka praca zapewni stabilną przyszłość. Dziś coraz więcej młodych ludzi uważa, że ta obietnica przestała obowiązywać. Pod tym względem i tu kolejne zaskoczenie, marsowe nastroje młodych świadczyłyby o wpisaniu się Chin w globalne trendy. Niepewność i lęk w obliczu niepewnej sytuacji ekonomicznej, wezwań ekologicznych czy te związane z rozwojem sztucznej inteligencji, raczej dotyczyło młodych Europejczyków.
Prokuratura po tekście Zero.pl o prosektorium: Są informacje, o których nie wiedzieliśmy
Dyplom przestał gwarantować sukces
Jeszcze dwie dekady temu ukończenie studiów praktycznie zapewniało znalezienie dobrej pracy. Dynamicznie rozwijająca się chińska gospodarka potrzebowała wykwalifikowanych specjalistów i oferowała im coraz wyższe wynagrodzenia.
Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Liczba absolwentów uczelni rośnie szybciej niż zapotrzebowanie rynku. Wielu młodych ludzi miesiącami poszukuje zatrudnienia, a jeśli już je znajduje, często otrzymuje wynagrodzenie niewiele wyższe od osób bez wyższego wykształcenia.
Oficjalne statystyki mówią o bezrobociu młodych przekraczającym 16 proc., jednak wielu ekonomistów ocenia, że rzeczywista skala problemu może sięgać nawet 25–30 proc. Dane te nie obejmują przy tym znacznej części pracowników migrujących, którzy wykonują dorywcze zajęcia i nie są ujmowani w statystykach.
Coraz częściej dochodzi także do redukcji etatów i obniżek wynagrodzeń. Dodatkową presję wywiera rozwój sztucznej inteligencji, która w niektórych branżach zaczyna zastępować pracowników wykonujących zadania biurowe i analityczne. Chiński rynek pracy, pod tym względem, wydaje się być o wiele bardziej skłonny do automatycznej redukcji zatrudnienia. Chiny nie są bowiem „skrępowane” presją związków zawodowych.
Nie dziwi więc ogromna popularność egzaminów do administracji publicznej. Praca urzędnika nadal uchodzi za jedną z niewielu gwarancji stabilnego zatrudnienia, przewidywalnych zarobków oraz pewnej emerytury.
Klasa średnia pod presją: wysokie koszty życia i słabe państwo opiekuńcze
Jednym z kluczowych powodów, dla których Chińczycy ostrożnie podchodzą do wydawania pieniędzy, jest struktura wydatków gospodarstw domowych. Mimo dynamicznej modernizacji kraju, system zabezpieczenia społecznego pozostaje relatywnie słaby.
Wydatki na ochronę zdrowia i politykę społeczną w Chinach sięgają zaledwie ok. 7–8 proc. PKB. Dla porównania w krajach OECD to średnio ponad 20 proc. Oznacza to, że znaczna część kosztów – leczenia, edukacji czy zabezpieczenia emerytalnego – spoczywa bezpośrednio na rodzinach.
W praktyce nawet osoby z klasy średniej muszą liczyć się z dużymi obciążeniami. Opieka medyczna często pokrywa tylko część kosztów, a leczenie poważniejszych chorób może generować wysokie wydatki prywatne. Edukacja, mimo formalnie darmowego systemu, wiąże się z kosztami zajęć dodatkowych, korepetycji czy studiów za granicą.
Mieszkanie jako fundament i ciężar
Jeszcze większym problemem pozostaje rynek nieruchomości. Posiadanie mieszkania jest w Chinach nie tylko podstawową potrzebą, ale też kluczowym symbolem statusu społecznego i warunkiem zawarcia małżeństwa.
Choć ceny nieruchomości w ostatnich latach spadły średnio o kilkanaście procent, w największych metropoliach nadal pozostają bardzo wysokie. Dla wielu młodych osób zakup mieszkania jest możliwy jedynie dzięki wieloletniemu kredytowi i wsparciu rodziny.
Szacuje się, że przeciętne gospodarstwo domowe przeznacza nawet jedną czwartą dochodu na obsługę kredytu hipotecznego. W efekcie nawet osoby o stabilnych zarobkach ograniczają bieżącą konsumpcję, aby utrzymać płynność finansową.
Jednocześnie spowolnienie na rynku nieruchomości uderza w majątek rodzin klasy średniej. W Chinach przez lata inwestycje w mieszkania stanowiły podstawową formę oszczędzania – dziś ten model traci na stabilności.
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy migrantów wewnętrznych, którzy od dekad napędzają chińską gospodarkę. W przeszłości praca w miastach pozwalała im stopniowo poprawiać warunki życia i awansować społecznie.
Obecnie ten mechanizm działa znacznie słabiej. Część młodych migrantów, mimo wykształcenia, trafia do nisko płatnych prac, często tymczasowych. Szacuje się, że nawet 20–25 proc. kurierów i dostawców w dużych miastach ma wyższe wykształcenie.
Dodatkowo system rejestracji miejsca zamieszkania nadal ogranicza dostęp do pełnych świadczeń społecznych dla osób spoza danego miasta. W wielu regionach wprowadzono system punktowy, który premiuje wykształcenie, stabilne zatrudnienie i posiadanie nieruchomości. W praktyce oznacza to selektywny dostęp do miejskiej klasy średniej.
„Tangping” – pokolenie, które odmawia wyścigu
W odpowiedzi na presję ekonomiczną i społeczną wśród młodych Chińczyków pojawiło się, opisuje na lamach Le Grand Continent Rocca, zjawisko określane jako tangping, czyli „leżenie plackiem”. To symboliczna odmowa udziału w wyścigu szczurów.
Część młodych ogranicza swoje ambicje zawodowe, wybiera mniej wymagające prace lub przenosi się do mniejszych miast o niższych kosztach życia. Niektórzy decydują się na życie minimalistyczne, rezygnując z aspiracji związanych z karierą, konsumpcją i zakładaniem rodziny.
Co ciekawe, ów minimalizm znów świadczyłby o wpisywaniu się Państwa Środka, do światowych trendów. Moda na „oszczędne”, niemal ascetyczne, życie jest tradycyjnie pokłosiem kultury purytańskiej, które trafnie objął swoimi analizami Weber. Protestanckie życie w ujęciu Max Weber nie było ani ucieczką od świata, ani prostą rezygnacją z jego dóbr, lecz raczej chłodną, zdyscyplinowaną metodą jego ujarzmienia od środka.
Zjawisku temu towarzyszy rosnąca niechęć do presji społecznej oraz coraz większa krytyka modelu życia opartego na nieustannej rywalizacji.
Zmienia się również podejście do życia rodzinnego. Coraz więcej młodych Chińczyków odkłada decyzję o małżeństwie lub całkowicie z niej rezygnuje. Dla wcześniejszych pokoleń był to obowiązkowy etap życia, dziś coraz częściej traktowany jako kosztowna i ryzykowna decyzja finansowa.
Wymagania wobec partnerów są wysokie – istotne są nie tylko dochody, ale także status rodziny, stabilność zatrudnienia czy perspektywy mieszkaniowe. W wielu parkach miejskich nadal funkcjonują „rynki matrymonialne”, gdzie rodzice publikują ogłoszenia dotyczące potencjalnych kandydatów do małżeństwa.
Spadająca liczba urodzeń jest bezpośrednio powiązana z kosztami życia. Posiadanie dzieci – zwłaszcza więcej niż jednego – coraz częściej uznawane jest za luksus. Do tego dochodzą obawy o przyszłość zawodową i finansową.
Gospodarka konsumpcyjna bez konsumenta
Chińska gospodarka formalnie posiada wszystkie cechy nowoczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego – rozwinięty sektor usług, rosnącą klasę średnią i wysoką urbanizację. W praktyce jednak struktura wydatków gospodarstw domowych nie pozwala na pełne przejście do modelu opartego na konsumpcji.
Wysokie koszty mieszkań, edukacji i ochrony zdrowia, niepewność na rynku pracy oraz ograniczone zabezpieczenia społeczne sprawiają, że Chińczycy wolą oszczędzać niż wydawać. Jednocześnie młodsze pokolenie coraz częściej kwestionuje sens udziału w intensywnej rywalizacji ekonomicznej.
W efekcie kraj stoi przed paradoksem: z jednej strony posiada ogromny potencjał konsumpcyjny, z drugiej – strukturalne i mentalnościowe bariery ograniczają jego wykorzystanie.
