Najgorszy scenariusz jest taki, gdy władze w Iranie uznają, że nie mają już nic do stracenia i tym samym zdecydują się na walkę do końca. Końca, który trudno sobie wyobrazić. Wbrew pozorom, mimo działań militarnych, zakulisowa maszyna dyplomatyczna jest cały czas w ruchu – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Jakub Sławek, były ambasador RP w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Urszula Mirowska-Łoskot, Zero.pl: W sobotę rano Izrael zaatakował Iran, a do operacji włączyły się Stany Zjednoczone, co potwierdził prezydent Donald Trump. Teheran odpowiedział rakietami w regionie. Jak długo potrwa atak USA i Izraela na Iran?
Dr Jakub Sławek, były ambasador w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, dyplomata z 20-letnim doświadczeniem w krajach arabskich, arabista: Potrwa tak długo, aż prezydent Donald Trump uzna, że osiągnął cele strategiczne, które założył. Zakładając, że Stany Zjednoczone i Izrael mają strategię, to uznają w pewnym momencie, że założenia tej strategii zostały osiągnięte i ogłoszą koniec bezpośrednich działań wojskowych przeciwko Iranowi. Ale czy to potrwa trzy doby, czy siedem dni, czy dwanaście, czy jeszcze dłużej? Bardzo, bardzo trudno powiedzieć. To jest wszystko tak naprawdę oparte w tym momencie na pewnej spekulacji.
Jakie to cele?
Dostępne informacje wskazują, że USA dążą do zmiany władzy i właściwie do obalenia reżimu. Wydaje się, że jest nadal mało prawdopodobne, aby to się powiodło.
Teraz najważniejsze jest tak naprawdę to, co dzieje się za kulisami. Nie ulega wątpliwości, że toczą się rozmowy na temat sposobów zakończenia wojny, a przynajmniej nieeskalowania konfliktu.
Czyli?
Działania dyplomatyczne są w tym momencie kluczowe. Może przy pomocy negocjującego Omanu, oraz być może innych państw, uda się przekonać Iran jednak do jakichś ustępstw wobec Stanów Zjednoczonych, albo spełnienia ich warunków, co też być może spowoduje wstrzymanie działań wojennych. Jest trochę tych scenariuszy.
Najważniejsze, moim zdaniem, czego trzeba by absolutnie uniknąć, to jest to, żeby władze w Iranie nie uznały, iż nie mają już nic do stracenia i tym samym zdecydują się na walkę do końca. Końca, który trudno sobie wyobrazić. Wbrew pozorom, mimo działań militarnych, ta zakulisowa maszyna dyplomatyczna jest cały czas w ruchu. To akurat bardzo ważne.
Bardzo ważne jest, aby uniknąć eskalacji, ponieważ wówczas straty pod każdym względem byłyby ogromne.
Czy my jako Polska mamy się czego obawiać?
Amerykanie stawiają sprawę jasno, że nigdy nie dopuszczą do tego, a przynajmniej tak twierdzą, żeby Iran posiadał broń atomową. Natomiast w tym momencie wydaje mi się, że poważniejszego zagrożenia dla nas tutaj, bezpośrednio w Europie, a w Polsce tym bardziej, nie ma. Pojawiają się oczywiście informacje w mediach i w przestrzeni publicznej, że Iran posiada struktury terrorystyczne na kontynencie europejskim, ale trudno określić zagrożenie z ich strony jako realistyczne. Nie wydaje mi się, aby bezpośrednie zagrożenie było duże. Należy jednak pamiętać, że w 2020 r. belgijskie służby bezpieczeństwa udaremniły atak Iranu na zebranie irańskiej opozycji pod Paryżem. Teraz najważniejsza jest próba odnalezienia pewnego rodzaju przewidywalności i wizja powrotu do stabilności.
A co z Polakami, którzy przebywają w tamtym regionie?
Ważne jest, aby Polacy, których zastała sytuacja zamkniętej przestrzeni powietrznej w tym regionie, mogli zacząć wracać do Polski bezpiecznie. Akurat region Zatoki ma ogromne doświadczenie w logistyce lotniczej, więc jak tylko sytuacja pozwoli na bezpieczne przywrócenie funkcjonowania połączeń lotniczych, to uda się rozładować ruch w miarę sprawnie i szybko. Myślę, że warto na ten moment też podkreślić, że sytuacja w Emiratach i regionie nadal jest pod kontrolą i nie ma powodów do paniki.
