– Stał się cud. Wróciliśmy do Polski – to słowa pana Zbigniewa, męża pani Janiny, która po udarze utknęła na Cyprze. Dramatyczną historię polskiej turystki opisaliśmy na łamach Zero.pl. Ubezpieczyciel nie chciał zapewnić pani Janinie transportu do kraju, chociaż miała ona wykupioną polisę w wariancie premium. Po interwencji Zero.pl w sprawie nastąpił zwrot. Pani Janina jest bezpieczna w szpitalu w Łodzi.

- Pani Janina doznała udaru podczas wakacji na Cyprze i utknęła tam z powodu braku dobrej woli ubezpieczyciela, który nie chciał jej sprowadzić do kraju. Jej historię opisaliśmy na łamach Zero.pl.
- Po tym, jak nasz portal zajął się sprawą, pani Janina wróciła do Polski. – Stał się cud – mówi nam jej mąż, pan Zbigniew.
- Polska turystka jest bezpieczna w szpitalu w Łodzi. Wróciła do kraju specjalistyczną karetką powietrzną, której wcześniej odmawiał jej ubezpieczyciel. Lekarze mówią, że miała ogromne szczęście.
Historię pani Janiny opisaliśmy na łamach Zero.pl w piątek, 17 lipca. Zrobiliśmy to po tym, jak zwrócił się do nas mąż polskiej turystki, pan Zbigniew. Nasz czytelnik opowiedział nam o wyczekiwanych wakacjach na Cyprze, które zamieniły się w koszmar.
Dramat polskiej turystki na Cyprze
W połowie czerwca, wkrótce po przylocie, pani Janina doznała udaru. Polka początkowo trafiła do szpitala w Pafos, a następnie została przetransportowana na oddział neurochirurgii w Nikozji. Przez ponad dwa tygodnie pozostawała pod opieką lekarzy specjalistów. Po zakończeniu hospitalizacji cypryjscy lekarze zalecili przetransportowanie jej do kraju specjalistyczną karetką powietrzną (Air Ambulance). I tu właśnie zaczęły piętrzyć się przeszkody po stronie ubezpieczyciela.
Polska turystka po udarze utknęła na Cyprze. „Ubezpieczyciel umywa ręce”
Mimo wykupienia polisy w wariancie premium, w której ubezpieczyciel – niemiecka firma HanseMerkur – zobowiązywała się m.in. do zorganizowania i pokrycia kosztów specjalistycznego transportu medycznego osoby ubezpieczonej na wypadek zaistnienia takiej konieczności, pan Zbigniew i jego żona odbili się od przysłowiowej ściany. – Ubezpieczyciel umywa ręce – mówił nam mąż polskiej turystki, opowiadając o bezskutecznej wymianie kolejnych pism z niemiecką firmą, o rozmowach z salonem sprzedaży firmy Wakacje.pl, gdzie wykupił wycieczkę, i z rezydentem biura Grecos (organizatora pobytu).
Po tym, jak pani Janina opuściła szpital na Cyprze, ona i jej mąż przez kilka tygodni przebywali w wynajmowanych mieszkaniach na wyspie, bojąc się wrócić do kraju samolotem rejsowym. Byłoby to bowiem wbrew zaleceniom lekarzy i stanowiłoby zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentki. Czekali na rozwiązanie sprawy z ubezpieczycielem. W międzyczasie szukali też pomocy w polskim konsulacie, gdzie dowiedzieli się, że służby dyplomatyczne nie są prawnie umocowane do interweniowania w tego typu sprawach.
Portal Zero.pl skontaktował się z firmą Wakacje.pl, która obiecała przyjrzeć się sprawie i zainterweniować w salonie w Zduńskiej Woli, w którym pan Zbigniew i pani Janina wykupili wycieczkę. Po publikacji naszego tekstu dotarł też do nas mail od ubezpieczyciela, czyli HanseMerkur. Zasłonił się on poufnością, nie chcąc odpowiadać szczegółowo na nasze pytania o to, dlaczego nie chce sprowadzić pani Janiny do Polski. Zapewniono nas jedynie, że dobro i zdrowie pani Janiny leży ubezpieczycielowi na sercu, a firma uznaje za konieczne wykonanie własnych badań (mimo tego, iż lekarze ze szpitali, w których leczyła się pani Janina, przedstawili pełną dokumentację i stanowczo napisali, że transport inny niż Air Ambulance nie wchodzi w grę).
Rodziny nie stać było na samodzielne zorganizowanie takiego transportu. Polskie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe przedstawiło wycenę specjalistycznego transportu medycznego z Cypru do Polski na kwotę około 227 tys. zł.
Po interwencji Zero.pl pani Janina wróciła z Cypru do kraju
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. W niedzielę po południu odebraliśmy telefon od pana Zbigniewa.
– Stał się cud. Wróciliśmy do Polski – to były pierwsze słowa naszego czytelnika.
Pan Zbigniew opowiedział nam, że po publikacji naszego tekstu skontaktowała się z nim firma Malteser Assistance, która przejęła cała sprawę. Dla pani Janiny został zorganizowany transport karetką lotniczą, według wytycznych cypryjskich lekarzy. – Odbyło się to dokładnie tak, jak powinno to wyglądać od początku – mówi pan Zbigniew.
Ok. godz. 13 czasu polskiego w niedzielę 19 lipca samolot z panią Janiną i jej mężem wylądował w Porcie Lotniczym Łódź. Stamtąd polska turystka dotarła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. – Lekarze mówią, że miała ogromne szczęście – przyznaje jej mąż.
Jak dodaje, trudno było im uwierzyć w to, że po wielotygodniowej batalii z różnymi instytucjami lecą do kraju. – Żona nawet na pokładzie samolotu nie do końca dowierzała w to, co się dzieje – relacjonuje pan Zbigniew.
Pani Janina przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej. Zajmują się nią lekarze neurochirurdzy.
Prawnik o sztuczkach ubezpieczycieli
Do tematu będziemy wracać na łamach Zero.pl, ponieważ kwestia ochrony ubezpieczonych na zagranicznych wakacjach jest bliska w zasadzie każdemu. Z rozmowy, którą przeprowadziliśmy z prawnikiem, dowiedzieliśmy się już, że ubezpieczyciele stosują różne kruczki prawne, które stają się później przyczyną problemów turystów ze zrealizowaniem należnych im świadczeń.
– Niestety, trzeba bardzo uważnie czytać regulaminy i ogólne warunki umowy, bo ubezpieczyciele w tego typu polisach medycznych bardzo często przedstawiają ofertę, która ma potencjalnie znamiona oferty premium – czyli „wszystko dostaniesz”: leki, pobyt w szpitalu, transport – a potem okazuje się, że w ogólnych warunkach zawarto jakieś wyjątki, które sprawiają, że tych świadczeń po prostu w pakiecie nie ma – powiedział nam Michał Skwarzyński, adwokat, doktor nauk prawnych związany z Katedrą Praw Człowieka KUL. Doradził też turystom, aby dokładnie dokumentowali to, co jest im przedstawiane w ofercie ubezpieczeniowej, by mogli później skutecznie dochodzić swych praw.
NFZ szykuje gigantyczną rezerwę. Setki milionów na przegrane procesy
Pan Zbigniew ma nadzieję, że historia jego i jego żony pogłębi świadomość społeczną w tej sprawie. – Dobrze, że to wszystko tak się skończyło. Szkoda tylko, że kosztowało nas to tyle nerwów i zdrowia. Najważniejsze, że żona jest już w Polsce – podsumowuje pan Zbigniew.
