Reklama
Reklama
Reklama

Powódź nadchodziła, a decyzji brakowało. Generał ujawnia, co działo się za kulisami

TYLKO NA
white
Gen. Bartkowiak krytykuje działania państwa podczas powodzi w 2024 r. (fot. PAP/Waldemar Deska / Shutterstock)

Raport NIK wykazał nieprawidłowości na każdym szczeblu zarządzania kryzysowego podczas powodzi z września 2024 r. Były komendant główny PSP gen. bryg. Andrzej Bartkowiak uważa, że kluczowym problemem były opóźnione decyzje, niewłaściwa komunikacja i spór kompetencyjny między Komendą Główną PSP a MSWiA. – System zawiódł – ocenił w rozmowie z Zero.pl.

  • Najwyższa Izba Kontroli wskazała szereg uchybień dotyczących m.in. działania wojewodów, starostw, RCB oraz Wód Polskich podczas powodzi we wrześniu 2024 r.
  • Gen. Andrzej Bartkowiak w rozmowie z Zero.pl zwraca uwagę przede wszystkim na problemy z dowodzeniem, komunikacją oraz zbyt późnym skierowaniem służb na tereny zagrożone.
  • Były komendant główny PSP postuluje również zmiany w systemie ostrzegania ludności, w tym stworzenie rozwiązania pozwalającego alarmować obywateli także na wyłączonych telefonach.

Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała działania administracji publicznej związane z powodzią, która we wrześniu 2024 r. dotknęła województwa dolnośląskie i opolskie. Kontrola objęła lata 2024-2025 i podmioty odpowiedzialne za zarządzanie kryzysowe na szczeblu centralnym, wojewódzkim, powiatowym i gminnym. NIK stwierdziła nieprawidłowości na każdym z tych poziomów.

Izba wskazała m.in. na problemy z przygotowaniem i reakcją na zagrożenie powodziowe, braki w ramach organizacyjnych i formalnoprawnych, a także nieprawidłowości dotyczące alertów, działania urzędów wojewódzkich, starostw oraz Wód Polskich. Jednocześnie NIK zaznaczyła, że skontrolowane podmioty prawidłowo udzielały pomocy poszkodowanym w zakresie pozyskiwania środków finansowych.

Do raportu i do reakcji państwa na kryzys odniósł się w rozmowie z Zero.pl były komendant główny Państwowej Straży Pożarnej gen. bryg. Andrzej Bartkowiak. W jego ocenie ustalenia NIK potwierdzają zastrzeżenia, które zgłaszał po wystąpieniu kataklizmu.

Reklama
Reklama

– Najwyższa Izba Kontroli potwierdziła to, co mówiłem już w 2024 r., za co byłem wówczas atakowany i szykanowany. Dzisiaj ponoszę konsekwencje tych słów. Cieszę się, że NIK zauważyła ten problem i potwierdziła, że system zawiódł na wielu szczeblach – powiedział.

„Nie przygotowaliśmy się odpowiednio”

Były szef PSP uważa jednocześnie, że odpowiedzialność za problemy nie powinna być w pierwszej kolejności przerzucana na samorządy. Jak wskazał, w niektórych gminach w obliczu zagrożenia miały działać zaledwie dwie lub trzy jednostki OSP.

– Od tego jest Państwowa Straż Pożarna, od tego jest MSWiA. W tym systemie zawiedli również inni – Wody Polskie, urzędy wojewódzkie. Mieliśmy także mechanizmy unijne i informacje o nadchodzącej wielkiej wodzie – ocenił.

Bartkowiak wskazał, że przed nadejściem fali powodziowej dostępne były informacje pozwalające wcześniej przygotować siły i środki.

Reklama
Reklama

– Miałem również informacje od komendantów, którzy wtedy dzwonili i mówili, że mają informacje z Czech o nadchodzącej wielkiej wodzie. Dzisiaj nie chcą mówić o tym publicznie, ponieważ się boją – podkreślił.

– Nie przygotowaliśmy się odpowiednio, nie wysłaliśmy jednostek wcześniej i nie byliśmy przygotowani operacyjnie. Przez pierwsze dni na poziomie centralnym nikt właściwie nie dowodził akcją – powiedział.

W raporcie NIK wskazano m.in., że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa między 11 a 15 września 2024 r. wysyłało alerty o tej samej treści na obszarze 11 województw, bez różnicowania zagrożenia i bez uwzględnienia szybko pogarszającej się sytuacji w powiatach kłodzkim i nyskim.

Przeczytaj też: Polsce brakuje cyfrowych systemów ostrzegania o zagrożeniu. mObywatel nie jest najlepszym rozwiązaniem

Spór o dowodzenie

Zdaniem byłego komendanta jednym z najważniejszych problemów był spór kompetencyjny dotyczący dowodzenia akcją.

– Pojawił się spór kompetencyjny w MSWiA dotyczący tego, kto powinien rządzić akcją – ówczesny komendant główny PSP czy podsekretarz stanu w MSWiA, były komendant główny. To są tematy, które dopiero wypłyną. Dzisiaj nikt nie chce o tym rozmawiać – stwierdził.

Bartkowiak wskazał również na problem komunikacji między Komendą Główną PSP a MSWiA. Jak mówił, w czasie, gdy sam kierował PSP, miał możliwość bezpośredniego kontaktu z ministrami i natychmiastowego przekazywania informacji.

Reklama
Reklama

– Mogłem natychmiast ich poinformować, a oni podejmowali kluczowe decyzje i przekazywali je mnie, czyli osobie, która miała odpowiednie kompetencje i wiedzę – powiedział. W jego ocenie obecnie brakuje podobnego, szybkiego kanału komunikacji. – To wszystko pokazuje, że system zawiódł – podkreślił.

„Możemy czekać na wodę, a nie ją gonić”

Były komendant zwrócił uwagę, że współczesne możliwości techniczne pozwalają na wcześniejsze przygotowanie służb do nadejścia fali powodziowej.

– Mamy dzisiaj systemy satelitarne i informacje, dzięki którym możemy czekać na wodę, a nie ją gonić. To zasadnicza różnica w porównaniu z powodziami z lat 90., kiedy takich możliwości nie było. Dzisiaj możemy zareagować wcześniej – ocenił.

Jego zdaniem w przypadku powodzi z 2024 r. nie można mówić o całkowicie nieprzewidywalnym charakterze zagrożenia.

– Były prognozy i były informacje. Wszystko znajduje się w dokumentach. Po prostu nie podjęto odpowiednich decyzji. Nawet po pierwszym dysponowaniu jednostek później te dysponowania zostały wstrzymane. A następnie pojawił się chaos – czy OSP mają jechać, czy nie, czy mają pomagać, czy nie – mówił.

Jako przykład problemów z reakcją podał Głuchołazy. Według jego relacji jako pierwsi dotarli tam ochotnicy spod Poznania, a dopiero później Państwowa Straż Pożarna.

Reklama
Reklama

– To oni byli tam pierwsi i pomagali na pierwszej linii, a dopiero później dotarła Państwowa Straż Pożarna. Trudno więc mieć wątpliwości, że system zawiódł – powiedział.

Przeczytaj też: Bój o zbiorniki. Stracą domy, by chronić innych przed powodzią. „To szantaż emocjonalny”

NIK wskazuje na problemy wojewodów i Wód Polskich

Ustalenia NIK pokazują, że problemy występowały również na poziomie administracji wojewódzkiej. Izba wskazała, że ówczesny wojewoda dolnośląski nie zapewnił odpowiedniego poziomu zarządzania kryzysowego. Nie zaktualizowano wojewódzkiego planu zarządzania kryzysowego, nie ogłoszono alarmu i pogotowia przeciwpowodziowego na zagrożonych obszarach, a do RCB nie przekazano informacji o przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim.

Nieprawidłowości stwierdzono również w województwie opolskim. Urząd Wojewódzki w Opolu monitorował sytuację i posiadał informacje dotyczące infrastruktury hydrotechnicznej oraz możliwości ewakuacji, jednak wojewoda nie ogłosiła pogotowia i alarmu przeciwpowodziowego mimo przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych. Nie zainicjowano również wysyłki alertów RCB po uzyskaniu kolejnych informacji o zwiększeniu zrzutów wody ze zbiornika Nysa.

NIK wykazała również nieprawidłowości w działalności Wód Polskich. Problemem była m.in. łączność na wypadek awarii telefonów i internetu. Radiowa łączność DMR nie działała na zbiornikach Zlewni w Nysie, w tym na zbiorniku Stronie Śląskie, co opóźniało przekazywanie informacji. Izba wskazała również, że RZGW nie zareagował odpowiednio na informacje o trudnej sytuacji na zbiorniku Stronie Śląskie 14 września 2024 r.

Reklama
Reklama

„Dlaczego tak wyglądało dowodzenie?”

Zapytany o ewentualne konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji Bartkowiak nie wskazał konkretnych osób. Jego zdaniem najpierw należy odpowiedzieć na podstawowe pytanie dotyczące sposobu dowodzenia.

– Jeżeli ktoś rzeczywiście chce być konsekwentny w naprawianiu państwa, powinno paść kilka podstawowych pytań. Przede wszystkim: dlaczego dowodzenie wyglądało w ten sposób? – powiedział.

Ponownie wskazał przy tym na spór kompetencyjny między ówczesnym komendantem głównym PSP a podsekretarzem stanu w MSWiA.

– Brakowało jednoznacznej decyzyjności i pojawiało się przekrzykiwanie, kto jest ważniejszy. To od razu przełożyło się na działania w terenie. Nie było tych ludzi na miejscu od początku. Pojawili się dopiero po kilku dniach – ocenił.

Jednocześnie były komendant zaznaczył, że również działania samorządów wymagają analizy. Jak mówił, w niektórych miejscach lokalni włodarze mieli zlekceważyć sytuację.

Przeczytaj także: Nowe drogi, mosty i ronda, a tamy wciąż brak. „Mieliśmy wodę na piętrze. Strach tutaj żyć”

Problemy z alertami i systemem ostrzegania

Bartkowiak odniósł się również do kwestii bezpieczeństwa obywateli i działania systemu ostrzegania. Jego zdaniem obecny system alertów jest niewystarczający.

Raport NIK wskazuje, że problemy z alertami występowały zarówno na poziomie RCB, jak i administracji wojewódzkiej. W przypadku Dolnego Śląska brak przekazania informacji o przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim spowodował, że informacja o nadchodzącym zagrożeniu nie dotarła do mieszkańców.

Reklama
Reklama

Były komendant przekonywał, że system powinien być skuteczniejszy i pozwalać na alarmowanie mieszkańców odpowiednio wcześnie. – System jest po prostu dziurawy – stwierdził.

Bartkowiak wskazał również na kwestię syren alarmowych. Jak podał, w około 16 tys. jednostek OSP znajdują się syreny, ale tylko około 3 tys. jest podłączonych do systemu zdalnego uruchamiania. Pozostałe trzeba włączać ręcznie. – Można było zainwestować w syreny i podłączyć cały system. Tego jednak nie zrobiono – ocenił.

Jego zdaniem w sytuacjach krytycznych potrzebny byłby również nowy rodzaj alarmu, który mógłby aktywować wyłączone telefony. Jak wskazał, podobne rozwiązania funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Rumunii i innych państwach.

System do zmiany

Raport NIK wskazuje, że po powodzi z września 2024 r. zmieniły się przepisy dotyczące reagowania na sytuacje zagrożenia. Od 1 stycznia 2025 r. obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, która wypełniła wskazywaną wcześniej przez NIK lukę prawną. Z kolei w maju 2026 r. uchwalono zmiany w ustawie o zarządzaniu kryzysowym, wprowadzające podział dotychczasowego planowania na plan zarządzania ryzykiem i plan reagowania kryzysowego.

NIK ocenia, że nowe przepisy powinny poprawić warunki działania podmiotów odpowiedzialnych za zarządzanie kryzysowe i w przyszłości pomóc wyeliminować błędy systemowe, które Izba wskazywała w kolejnych kontrolach. Jednocześnie kontrola dotycząca samej odbudowy infrastruktury i inwestycji przeciwpowodziowych w województwach dolnośląskim i opolskim dopiero się rozpoczyna.

Reklama
Reklama

Bartkowiak uważa natomiast, że na samym raporcie nie powinno się poprzestać. – Mam nadzieję, że zostaną wyciągnięte wnioski. Na pewno kilkoma tematami trzeba by się przyjrzeć bliżej – podsumował.

Źródło: Zero.pl
Filip Baczkura
Filip BaczkuraDziennikarz
Tagi: powódź
Reklama
Reklama