To miał być jeszcze jeden przegląd samochodów elektrycznych, ale uznałem że można na chwilę odejść od prądu i przyjrzeć się, jakie spalinowe propozycje warto wybrać w roku 2026 pod kątem jak najmniejszego zużycia paliwa.

- Do ogromnych wahnięć cen paliw wywołanych niezależnymi od nas sytuacjami dziejącymi się tysiące kilometrów od nas powinniśmy już przywyknąć.
- Na ceny paliw nie mamy dużego wpływu, ale podstawowym kosztem jest jednak ilość benzyny spalanej na sto kilometrów. A tu już nasz wpływ jest istotny.
- W tym przeglądzie przyjrzymy się pięciu oszczędnym samochodom, które nie wymagają ładowania z gniazdka. Przy zastosowaniu odpowiednich technik jazdy można śmiało utrzymywać zużycie paliwa na poziomie poniżej 5 l na 100 km.
Bez wątpienia w ostatnich 20 latach zużycie paliwa większości samochodów znacząco spadło. Z ofert zniknęła większość paliwożernych silników – zostały one tylko w segmencie premium, gdzie ceny skutecznie eliminują większość klientów.
Nie jest już wielkim problemem znalezienie auta klasy kompaktowej, które w mieście spali do 5 l/100 km. Kiedyś taki wynik był wielkim wyczynem, dziś to po prostu efekt powstrzymywania się od bezustannego wciskania gazu do podłogi.
Ceny paliw mocno w górę. Koniec pakietu CPN
Zebrałem pięć superoszczędnych nowych samochodów
Bez wtyczek i hybryd plug-in – choć najczęściej to faktycznie tzw. hybrydy zamknięte, czyli najpopularniejszy rodzaj układu napędowego wśród nowych samochodów w Polsce. Posłużyłem się danymi o zużyciu paliwa podawanymi przez producentów, i tu trzeba podkreślić, że zostały one znacznie urealnione w ostatnich latach. Jeszcze 15 lat temu podawane wartości były tak oderwane od prawdy, że można było tylko wyśmiać zapewnienia z fabrycznego folderu. A dziś podawane są tam wyniki, które rzeczywiście można osiągnąć. Zaczynajmy.
Zaczniemy nietypowo, od samochodu zupełnie nie hybrydowego
Od Dacii Sandero z LPG. Nawet jeśli taka Dacia ze swoim 1,2-litrowym silnikiem Eco-G zużyje 8 litrów LPG na 100 km, nadal mówimy o koszcie 28 zł na 100 km. Przy cenie 7,30 zł za litr benzyny, odpowiadające Dacii rozmiarami auto benzynowe musiałoby spalać 3,8 litra na 100 km, żeby osiągnąć porównywalny koszt przejechania 100 km. Mimo że ceny autogazu również wzrosły (i nie były objęte rządową tarczą), nadal najtaniej jest po prostu jeździć na gazie.
Trzeba wprawdzie do kosztów eksploatacji dodać wyższy koszt badania technicznego (246 zł zamiast 149 zł), ale nawet ta dodatkowa „stówka” rocznie niewiele tu zmienia. Producent podaje spalanie na poziomie 7,1 l LPG na 100 km, ale trzeba do tego troszkę dołożyć, bo jednak mało kto jeździ cały czas w trybie ekojazdy.
Gaz ma jeszcze tę zaletę, że w warunkach zimowych zyskuje na kaloryczności, więc spalanie nie wzrasta znacząco, gdy jest zimno (fani aut elektrycznych sinieją z zazdrości).
Dacia Sandero z fabrycznym LPG i automatyczną skrzynią biegów (od niedawna dopiero dostępną) kosztuje 74 900-80 500 zł. Jeśli taniość jest na pierwszym miejscu w każdym aspekcie, to chyba mamy już zwycięzcę. Ale wiem, że są ludzie, którzy do Dacii nie wsiądą nawet jeśli przyjedzie nią kierowca z aplikacji.

Renault Clio Hybrid
Nie ma w Polsce hybrydowej Dacii Sandero (jest dostępna we Francji), ale można mieć nowe Clio z hybrydą. To całkiem spore auto o długości 411 cm i rozstawie osi prawie 260 cm, gdzie producent podaje zużycie na poziomie 3,9-4,1 l na 100 km. Uznaję to za realne, ponieważ jeździłem kilkoma samochodami z nowym układem 1.8 Hybrid z koncernu Renault i nawet dużo większą Dacią Bigster udało mi się zejść poniżej 4 litrów na 100 km. Clio kosztuje od 107 do 124 tys. zł i jest to spora cena na tle konkurencji – zwłaszcza w porównaniu tą chińską, o której za chwilę napiszę.
W dodatku takie Clio to jest spełnienie marzeń wielu konserwatystów: względnie małe auto z dużym, 1,8-litrowym silnikiem benzynowym bez turbo i skrzynią automatyczną, której działania wprawdzie nie rozumie chyba nawet Renault, ale funkcjonuje ona znakomicie.

Aktywiści: samochody powinny być mniejsze. Ja: w końcu gadacie z sensem
Chińska konkurencja: MG3
Najtańszy pojazd w gamie MG to miejskie MG3, które zadebiutowało w Polsce jako hybryda z silnikiem benzynowym 1.5 o 4 cylindrach łączonym z napędem elektrycznym. Potem do gamy doszła jeszcze wersja bez hybrydy i ze skrzynią ręczną, ale nie cieszy się chyba powodzeniem, bo do tej pory widziałem w ruchu ulicznym jedną sztukę.
W tym przeglądzie spojrzymy jednak na hybrydę: ma rewelacyjną cenę od 79 do 92 tys. zł za auto niemal idealnie odpowiadające wymiarami Renault Clio.
W standardzie dostajemy całkiem dużo wyposażenia – nawet bazowa wersja ma adaptacyjny tempomat, klimatyzację automatyczną i kamerę cofania. Ale zużycie paliwa podawane w fabrycznym prospekcie to 4,4 l/100 km, czyli nieco więcej niż dla Clio, i to mimo mniejszego, 1,5-litrowego silnika.
Być może trzybiegowa skrzynia automatyczna trochę tu przeszkadza. Nadal jednak da się utrzymać koszt przejechania 100 km na poziomie 32 zł, jeśli się uprzemy.

Tak jak istnieją antyfani Dacii, tak są i osoby, które nie chciałyby być widziane w chińskim samochodzie ze względów polityczno-ekonomicznych. Dlatego następny pojazd w zestawieniu to wybór zupełnie bezpieczny.
Więcej za mniej? Chińskie marki aut zmieniają układ sił na polskim rynku
Toyota Yaris Hybrid (produkowana we Francji)
Toyota mocno czuje oddech MG i pewnie jest to jedyna marka, której obecność faktycznie ją martwi. Stąd też i względnie niskie ceny hybrydowego Yarisa w wersji 1.5 116 KM: od 90 do 106,3 tys. zł, czyli idealnie między MG a Clio. Ten pojazd znany jest na rynku od lat, cieszy się niesłabnącym powodzeniem tak w Polsce, jak i w innych krajach Europy, a przede wszystkim wyróżnia się małą utratą wartości i łatwą odsprzedażą.
Ma też wady: w porównaniu ze starszą generacją pogorszono w nim wyciszenie, a i do wykończenia można znaleźć kilka uwag.
Ale spalanie podają na poziomie 3,9 l/100 km, jak w Renault Clio. Od siebie, po jeździe testowej, dorzucę do tego jeszcze pół litra – oczywiście w ruchu miejskim. Toyota tradycyjnie daje trzy lata gwarancji na całe auto (limit do 100 tys. km) i pięć lat na układ hybrydowy, podczas gdy w MG gwarancja trwa aż lat siedem (do 150 tys. km). A jednak klienci, przynajmniej póki co, wybierają Toyotę. Renoma robi swoje.

Coś zaskakującego
Znalazłem jedno mało znane w Polsce auto, które kosztuje ok. 100 tys. zł i według producenta pali średnio 4,5 l/100 km. To Honda Jazz – tak, ona nadal jest dostępna i ma w standardzie układ hybrydowy z 4-cylindrowym silnikiem 1.5. Wprawdzie moc całego układu to niezbyt imponujące 122 KM (w Clio 155 KM, w MG nawet 195 KM, ale nie wierzcie w chińskie konie mechaniczne), jednak Jazz bryluje w kategorii funkcjonalności. Jego nadwozie ma formę mikrovana, co przekłada się na mnóstwo miejsca nad głowami i wygodniejszą pozycję dla pasażerów, a do tego jeszcze mamy ponad 300 litrów bagażnika. Jest cała jedna wersja wyposażenia, co daje trochę chiński klimat, a cena to 101 tys. zł.
Z doświadczenia z Hondami mogę powiedzieć: jeździ to znakomicie, jest wybitnie dopracowane i oszczędne, w razie konieczności serwisu – zauważalnie droższe niż konkurencja.

Auto pełne kanistrów i dodatkowy wlew. Rosjanie kombinują w obliczu braku paliwa
Krótkie podsumowanie
Za cenę od mniej więcej 90 do 110 tys. zł można mieć dobrze wyposażone, ponadczterometrowe auto z automatyczną skrzynią biegów, zupełnie nowe i to jeszcze takie, które spali znacznie mniej niż 5 l/100 km w ruchu miejskim. Żadne z nich nie będzie specjalnie szybkie i prestiżowe, ale naprawdę obecna oferta rynku aut nowych nie daje powodów do narzekania na brak wyboru.
Nie podejmuję się tu wskazać faworyta, bo Clio przekonuje oszczędnością i osiągami, ale jest drogie, Yaris będzie głośny, ale ma znikomą utratę wartości, Jazz to propozycja trochę niszowa, a MG ma wszystko świetne poza pochodzeniem. Dacia wyjdzie najtaniej w użytkowaniu i w zakupie, ale z jakiegoś powodu montują do niej wybitnie niewygodne fotele.
