
Rok po objęciu urzędu przez Karola Nawrockiego Dorota Gawryluk poprowadziła rozmowę z okazji rocznicy jego prezydentury, co wywołało falę krytyki w sieci. W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim dziennikarka tłumaczy, dlaczego przyjęła zaproszenie i czyje zdanie na ten temat rzeczywiście się dla niej liczy.
- Dorota Gawryluk przyznaje, że po poprowadzeniu rozmowy z okazji rocznicy prezydentury Karola Nawrockiego spotkała się z falą krytyki w mediach społecznościowych, ale zaznacza, że nie przejmuje się opiniami anonimowych kont.
- Dziennikarka podkreśla, że zawsze przyjmowała zaproszenia od kolejnych prezydentów – niezależnie od ich politycznej barwy – traktując to jako element demokratycznej debaty publicznej.
- Gawryluk odpiera zarzuty dotyczące wynagrodzenia za udział w wydarzeniu i broni zasady rzetelności dziennikarskiej, według której własne poglądy nie mogą przeszkadzać rozmówcy w wyrażeniu jego stanowiska.
Poprowadzenie rozmowy z okazji rocznicy objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego przysporzyło Dorocie Gawryluk sporo kłopotów w internecie. Dziennikarka w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim przyznaje, że skala krytyki, jaka spadła na nią po tym wydarzeniu, była wyjątkowo duża – być może największa od dawna.
Gawryluk nie ukrywa jednak dystansu do całej sprawy. Żartobliwie przyznaje, że jedyne, czego żałuje, to wybór dania na towarzyszącym wydarzeniu poczęstunku – zamiast mięsa wolałaby zjeść łososia.
– Jednak ten łosoś jest smaczniejszy – powiedziała na antenie Kanału Zero.
Zapytana wprost, czyje opinie rzeczywiście bierze sobie do serca, dziennikarka wymienia bliskich – matkę, męża i grono przyjaciół. To ich uwagi traktuje poważnie. Głosy ze środowiska dziennikarskiego ocenia zupełnie inaczej, nazywając je elementem swoistej gry, w której nie warto się angażować w prostowanie każdej nieprawdziwej informacji.
Zaproszenie prezydenta to nie deklaracja polityczna
Gawryluk przypomina, że przyjmowanie zaproszeń od głowy państwa nie jest dla niej niczym nowym. Podkreśla, że w przeszłości prowadziła rozmowy zarówno z Aleksandrem Kwaśniewskim, jak i Bronisławem Komorowskim, traktując to zawsze jako zaszczyt, a nie deklarację polityczną.
– To jest głowa państwa. To jest prezydent. (...) Zawsze jak prezydent zapraszał, a mam wieloletnie doświadczenie w tej sprawie, to się idzie. (...) I jest to zaszczyt – mówi.
Dziennikarka zwraca uwagę, że nie kieruje się sympatią czy antypatią wobec konkretnego polityka, ponieważ – jak mówi – telewizyjny wizerunek nie pozwala na rzetelną ocenę czyjegoś charakteru. Zaznacza, że zaproszenie przyjęłaby również od premiera, niezależnie od tego, kto akurat sprawuje urząd.
W jej ocenie im więcej tego typu rozmów i debat pojawia się w przestrzeni publicznej, tym więcej można dowiedzieć się o społeczeństwie i bieżącej rzeczywistości. Dlatego uważa udział w takich wydarzeniach za element demokratycznego dialogu, niezależnie od tego, komu się to podoba.
Zarzuty o pieniądze i pytanie o bezstronność
Gawryluk odnosi się też do zarzutów dotyczących wynagrodzenia za udział w wydarzeniu. Zauważa z ironią, że najpierw pojawiały się pytania, czy przyjęła pieniądze, a gdy okazało się, że rozmowę poprowadziła bezpłatnie, krytycy i tak znaleźli w tym powód do kpin. W tym kontekście żartobliwie nawiązuje do decyzji mecenasa Romana Giertycha o darmowej obronie w jednej ze spraw, uznając to za swoisty przełom w myśleniu o pracy bez wynagrodzenia.
Dziennikarka podkreśla, że nie ma dla niej znaczenia, czy temat rozmowy jest jej bliski emocjonalnie, ponieważ żaden dziennikarz nie jest pozbawiony własnych poglądów. Jej zdaniem prawdziwa rzetelność nie polega na udawaniu neutralności, lecz na tym, by własne przekonania nie utrudniały rozmówcy przedstawienia jego stanowiska.
Obejrzyj także: